Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Osaczeni i ścigani – recenzja komiksu „Fantasy Komiks 4/2010”

Dla miłośników komiksu rozpoczęcie tegorocznych wakacji to prawdziwy czas obfitości. Wydawnictwo Egmont postanowiło wydać wiele nowych tytułów, a ponadto kontynuuje serie już rozpoczęte. Do tej drugiej kategorii można zaliczyć kolejny tom antologii: „Fantasty komiks”, który zdążył bardzo dobrze przyjąć się na naszym rynku.

W lipcowym zeszycie na czytelnika czekają kolejne części tytułów znanych z poprzednich numerów. W zasadzie antologie tę należy traktować przede wszystkim jako kontynuację. Czytanie jej jako osobny tom może nastręczyć trochę problemów, zwłaszcza że akcja w prezentowanych tu tytułach zaszła już bardzo daleko.

Poznamy więc dalsze losy syna Galoupa, Tristana. Jak sam tytuł wskazuje ”Legenda: Wielka obława”, pościg władcy–uzurpatora zaciska się wokół prawowitego spadkobiercy tronu. Młodzieniec znalazł co prawda schronienie wśród leśnych opryszków i rozbójników, ale jest ono bardzo niepewne. Nikczemny władca ma dość tego, że ktokolwiek może zagrozić jego pozycji.
Taka intryga to znak charakterystyczne dla Swolfsa – francuskiego scenarzysty i rysownika, który rozmiłował się w komiksach osadzonych w realiach historycznych. W jego opowieściach dworskie zawirowania i tajemnice ustępują miejsca tylko dynamicznej akcji i spektakularnym pojedynkom. Oczywiście zadbał on również o to by zaskoczyć czytelnika, wprowadzając nową, bardzo charyzmatyczną postać: Eola – bezwzględnego wojownika, bezgranicznie wiernego swoim mistrzom. Bardzo kontrastuje on z młodym i emocjonalnie nastawionym do świata głównym bohaterem, któremu depcze po piętach. Tristan dopiero poznaje świat sztuk walki bronią, a Eol zdążył opanować to już do mistrzostwa.

Mistrzowska, podobnie jak szermierka wyżej wymienionego wojownika, jest strona plastyczna dzieła Swolfsa. Autor bardzo dokładnie oddaje sylwetki ludzi i zwierząt. Jednocześnie, co bardzo ważne, nie zaniedbał przez to tła i scenerii. A te naprawdę urzekają i przykuwają oko. Olbrzymie sale zamkowe, blanki murów czy wspaniałe leśne pejzaże to tylko kilka przykładów na to, że kadry autorstwa tego rysownika to małe obrazy malarskie. Małe, ale za to pełnowartościowe, jeżeli chodzi o szczegółowość i ilość detalu. Rysunki Swolfsa naprawdę zapierają dech w piersiach!

Także czytelnicy, którym do gustu przypadły perypetie młodego Darko i jego przyjaciół, wreszcie doczekali się kontynuacji! Po miesięcznej przerwie „Lasy Opalu” powróciły na łamy magazynu. Poprzednio były one przerwane w bardzo dramatycznym momencie, więc tym bardziej powrót tego komiksu mógł być wyczekiwany.
Podobnie jak bohater „Legendy”, Darko zmuszony jest uciekać. Jego prześladowcą są jednak wysłannicy skostniałego kościoła. Zdążyli się już zorientować, że młodzieniec jako jedyny na świecie jest w stanie wypełnić słowa prastarej przepowiedni, która położy kres panowaniu Świętemu Inkwizytorium. Chłopak otrzymał starożytny artefakt – bransoletę, dzięki której jest w stanie przywołać na pomoc demona imieniem Ghorg. Często zdarza mu się to jednak nieumyślnie lub przez przypadek – a nie tylko w razie wyższej konieczności. Ale to moc ukryta w duszy Darko jest w stanie wypełnić słowa przepowiedni, a nie demoniczna siła niezwykłego sprzymierzeńca.

Pierwszymi słowami, jakie nasuwają się przy pytaniu o scharakteryzowanie scenariusza Arlestona do tej części „Lasów Opalu”, są takie przymiotniki jak: dynamiczny, wartki czy brawurowy. I tak faktycznie jest. Losy bohaterów zmieniają się jak w kalejdoskopie. W momencie gdy wydaje im się, że już osiągnęli upragnione, bezpieczne schronienie, niebezpieczeństwo znów depcze im po piętach.

Rysunki, które przedstawiają te historię od strony wizualnej, doskonale podkreślają te słowa.
Grafik doskonale zralizował założenia scenarzysty. Szczególną uwagę warto jednak zwrócić na to jak artysta przedstawił obce rasy zamieszkujące Lasy Opalu. Wykreował on wiele gatunków i odmian istot inteligentnych, które w wyrazisty sposób różnią się od siebie. Doskonałym przykładem na to może być banda napotkanych rabusiów, z których każdy jest inny. Jeden to barbarzyńca, odziany jedynie w hełm i skórzaną opaskę, a drugi to sędziwy, czerwonooki mężczyzna o fioletowej cerze, skrywający całe swe ciało pod obszernym płaszczem i kapeluszem. Te kontrastowe postacie stanowią doskonały przykład na bujną i niewątpliwie kreatywną wyobraźnię plastyka.

Ostatnia z dłuższych historii nosi tytuł: „Samuraj: Trzynasty wróżbita”. Jej autorem jest Di Georgio. Autor przenosi nas do średniowiecznego cesarstwa dalekiego wschodu i to w bardzo dramatycznym momencie. Przepowiednia tytułowego Trzynastego Wróżbity ma się wypełnić, a niewypowiedziane zło ma powrócić na świat. Pragnie tego przede wszystkim możnowładca Akuma, który dawno temu został wygnany z dworu mądrego i sprawiedliwego cesarza. Zebrał on już potężną armię, aby godnie przywitać Trzynastego Wróżbitę. Jedyny kto może mu zaszkodzić to…mała dziewczynka, która przez przypadek rozwiązała pewną łamigłówkę, dopełniając tym samym słowa przepowiedni. Akuma wysyła pościg za dziewczynką – bezlitosne, zamaskowane wojowniczki, na których sam widok, cierpnie z przerażenia skóra na karku.
Autor zadbał o realizm dnia codziennego w bardzo wnikliwy i analityczny sposób. Oddał feudalną Japonię w każdym nawet najmniejszym szczególe bardzo dokładnie. Zagłębiając się więc w historię „Trzynastego Wróżbity” poznamy kulturę i obyczaje tego dalekiego kraju, jego tradycyjne ubiory i uzbrojenie a także podział społeczności na warstwy i kasty.

Doskonale ukazał to także rysownik, Genet. Jego prace opierają się głównie na bardzo cienkim linearcie i konturach. Umożliwia mu to zawarcie w jednym, nawet najprostszym rysunku prawdziwe bogactwo elementów. Zebrane razem budują naprawdę ciekawe kompozycje. Rysownik ukazał w sposób realny poniszczone kimona, złowrogie maski, które przywodzą na myśl czaszki demonów, czy misternie zdobione zbroje japońskich wojowników. Genet zadbał równocześnie, aby kosztem pierwszego planu, nie ucierpiało tło. A to w niektórych kadrach jest tak urzekające, że zapada w pamięć. Do najciekawszych kadrów na pewno należy zaliczyć te, które przedstawiają w pełnej dynamice galopujące wojska Akumy na tle olbrzymiego wodospadu. Konie naprawdę wydają się biec w tumanach kurzu, a wojownicy wykrzykują do siebie nawzajem lub poganiają swoje wierzchowce.

Czwarty numer „Fantasty komiks” zawiera, podobnie jak poprzednie, trzy humorystyczne tytuły: „Heroic pizza” , „Brzdące z Troy” i „Gobliny”. Są to przeważnie lekkie, jednoplanszowe historyjki, które po brzegi wypełnione są celnym dowcipem i zabawnymi scenkami. Bardzo trafnie każdy z tych komiksów został umieszczony między dłuższymi, głównymi komiksami tego numeru, tworząc w ten sposób swoistą pauzę od poważnych tematów. Swoją lekkością sprawiają, że i do tych pełnowymiarowych historii podchodzi się z większą świeżością.

Warto wspomnieć pokrótce, że i ten zeszyt zawiera kilka stron publicystyki. Tym razem jest to opis serii „Baśnie”, która również ukazała się nakładem wydawnictwa Egmont. Ta swoista reklama w bardzo łatwo przyswajalny sposób przedstawia nam realia i zamysł przyświecający twórcom tego cyklu.

Jeżeli potrzeba podsumować jednym zdaniem zawartość czwartego numeru tej antologii, brzmiałoby ono tak: „Komiks ten trzyma równie wysoki poziom, co poprzednie numery i w żadnym wypadku nie rozczaruje czytelnika”. I tak też naprawdę jest. Dlatego można śmiało rokować, że i kolejne albumy serii będą równie interesujące.

Dyskusja