Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ostatnia walka Wojen Klonów – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks. Wydanie Specjalne 2/2010. Oblężenie Saleucami”

Jak wiadomo, Wojny Klonów miały miejsce między dwoma filmowymi epizodami, „Atakiem Klonów” i „Zemstą Sithów.” Trwał on dokładnie trzy lata i zakończył się eksterminacją Jedi – czyli wykonaniem Rozkazu 66, zgodnie z którym klony zdradziły swoich generałów. Czas ten został wypełniony po brzegi przygodami Anakina i Obi-Wana ukazanymi w serialach animowanych. Jednak nie tylko oni brali udział w tej wojnie. Walki innych Jedi, również przyczyniły się do „zwycięstwa” Republiki. Drugie, tegoroczne wydanie specjalne magazynu „Star Wars – Komiks” przedstawia losy takich właśnie rycerzy w czasie ostatniej wielkiej kampanii tej wojny: oblężenia Saleucami.

Bohaterowie tego albumu są dobrze znani polskiemu czytelnikowi. Najważniejszy z nich, Quinlan Vos, zdążył zyskać już nawet grono fanów. Druga istotna postać to Mistrzyni Jedi, Aayla Secura, której śmierć mogliśmy zaobserwować w „Zemście Sithów”. Duet ten występował w wielu komiksach publikowanych w naszym kraju (np. „Ciemność”) czy w kilku innych historiach znanych ze „Star Wars – Komiks” („Ofiara”, numer 5/09).

Oblężenie Saleucami ma położyć kres wojnie. Jest to ostatnia kampania na tak wielką skalę. Nie oznacza to jednak, że zwycięstwo przyjdzie łatwo. Separatyści mają bardzo silnych sprzymierzeńców. Należą do nich między innymi Mogrukai, niewrażliwe na moc klony wojowników rasy Nikto, a także Anzatowie – obca rasa, którą cechuje wieczny głód tak zwanej „zupy” czyli mieszaniny płynów ustrojowych i energii wysysanych wprost z żywych istot. Jednak najsilniejszym z wrogów Republiki w tej potyczce jest zbuntowany mistrz Jedi – Sora Bulq. Wywiad Republiki w swych raportach nazywał go drugim po Dooku Lordem Sith.

Scenariusz tego komiksu zapowiada się więc na bardzo ciekawą i wielowątkową historię. I tak w istocie jest. Wykreował ją znany wszystkim miłośnikom gwiezdnowojennego komiksu: John Ostrander. Akcja opowieści jest kontynuacją wątków rozpoczętych w majowym numerze miesięcznika „Star Wars – Komiks” w epizodzie o tytule „Mace Windu”. Oba tytuły doskonale się uzupełniają. To chyba już znak charakterystyczny dla historii Ostrandera.
Skoro padło nazwisko autora fabuły tej opowieści, nie sposób nie domyślić się personaliów osoby, która ją zilustrowała. Drugą połową znanego duetu jest oczywiście Jan Duursema. Jego prace jak zawsze trzymają bardzo wysoki poziom. Postacie zarówno ludzkie jak i obcych są wspaniale wykreowane (duże wrażenie robi sylwetka mistrza Oppo kiedy z medytacji przechodzi do akcji). Rysunki tego grafika są jednocześnie bardzo plastyczne i zachwycające, a równocześnie przejrzyste i estetyczne.

Warto zaznaczyć, że artysta w swej pracy postanowił być bardzo wierny kanonowi świata Gwiezdnych Wojen. Doskonałym przykładem na to mogą być różnego rodzaje bronie. Każdy, kto kiedykolwiek przeglądał „Ilustrowany przewodnik po broniach i technice”, z pewnością zauważy, że używane ładunki termiczne to dokładnie te same granaty i zapalniki co w książce.

W komiksie tym czytelnik spotka wiele wątków, które splatają się z innymi opowieściami ze świata Star Wars. Przykładem mogą tu być chociażby postacie mistrza Hetta (jeszcze po jasnej stronie) czy bohatera dwóch innych serii prezentowanych w Polsce – K’Kruhka (Dziedzictwo, Mroczne Czasy).

Wszystkie te liczne zalety sprawiają, że „Star Wars – Komiks. Wydanie Specjalne” wreszcie doczekały się czegoś szczególnego. O ile inne perypetie z okresu Wojen Klonów (numery 1/09 i 1/10) nie wywołują większych emocji, to ten zeszyt naprawdę robi wrażenie. Historia wreszcie budzi zainteresowanie, a na temat rysunków można wypowiadać się wyłącznie w samych superlatywach. Oby w przyszłości polski wydawca dobierał do numeru specjalnego równie emocjonujące historie.

Dyskusja