Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przygodowe opowieści – recenzja komiksu „Fantasy Komiks 3/2010”

Fantasy traktujemy zazwyczaj z pobłażaniem. Pomijając te najbardziej znane serie, dla wielu dzieła z tego gatunku to wciąż tylko bajeczki o rycerzykach, księżniczkach i smokach z goblinami i elfami w tle. W tym kontekście „Fantasy komiks” to znakomita okazja do zmiany tego nastawienia, a przynajmniej próby udowodnienia, że chociaż fantasy to lekkie, przygodowe opowieści, to jednak ich lektura może dać czytelnikom sporo radości. Co więcej, różnorodność w obrębie tego pozornie ograniczonego gatunku jest ogromna. Trzeci numer magazynu jest na to dobrym przykładem.

Słowem-kluczem dla tego wydania jest jednak coś innego, to „kontynuacja”. Czytelnik dostaje trzy historie, z których każda opowiada dalsze losy już poznanych bohaterów. Są tu „Rozbitkowie z Yhtaq”, „Legenda” i „Samuraj.” O ile pierwsza z tych opowieści wciąż stawia na wartko toczącą się akcję, pełną fabularnych zwrotów i wrzuceni w wir wydarzeń nie mamy chwili wytchnienia, o tyle pozostałe dwie historie rozwijają się powoli i ospale. Dzieje się w nich sporo, ale wszystko to jest raczej tłem i przygrywką do tego, czego możemy się spodziewać w przyszłości. Obaj autorzy (Swolfes i Di Giorgio) dopiero rozstawiają figury na planszy, odsłaniają niewiele, budując napięcie i dodając opowieściom aury tajemniczości. To zaostrza apetyt na więcej. Obie historie są jednak dość hermetyczne i o ile nie czytaliśmy poprzednich numerów „Fantasy komiks”, możemy mieć problem z ich przyswojeniem. Z „Rozbitkami” jest inaczej. Tu w przygodę możemy wskoczyć w każdym momencie i nadal dobrze się bawić. To jednak trochę za mało, by czytelnik, który sięga po magazyn po raz pierwszy, mógł być z niego zadowolony. Trzeba po prostu zacząć od początku.

„Rozbitkowie z Ythaq” po ucieczce z Kreachu trafiają do Wattry, miasta zbudowanego wśród kanionów. Tam czekają na nich nowe niebezpieczeństwa, a stare – Mordenita Dżokas – wciąż depczą im po piętach. Dowiadujemy się również co się dzieje z pozostałymi członkami załogi „Warkocza Komety”. Wciąż historia ta jest pełna humoru, zwrotów akcji, ale to co cieszy najbardziej to historia przypominająca scenariusz drugiej części „Obcych”. Nasi bohaterowie będą musieli zejść do gniazda stworów, które opanowały dolne poziomy Wattry. W środku oczywiście spotkają królową i odkryją kolejny fragment zagadki, którą muszą rozwiązać jeśli chcą opuścić planetę.

W „Legendzie” autor rzuca czytelnika od jednego tematu do drugiego, żongluje bohaterami i ukazuje wydarzenia z przeszłości, mieszając je z teraźniejszością. Opowieść jest nieco chaotyczna, ale bez ukazania napięć i motywów bohaterów byłaby ona niepełna. Dowiadujemy się więc co łączy Czarnulkę z Tristanem oraz jak skomplikowane relacje łączą księcia Matthiasa, Eola i jego matkę.

Z kolei „Samuraj” odsłania kolejne informacje na temat intrygi jaką knuje możnowładca Akuma by przejąć cesarską koronę. Komiks zaczyna się w momencie, w którym skończył się poprzedni album. Takeo i Natsumi uda się oczywiście uciec przed wojowniczkami, które zaatakowały świątynię, ale nie obędzie się bez ofiar. Ucieczka nie rozwiąże zresztą problemu, niebezpieczeństwo wciąż będzie czyhać na naszych bohaterów. Aby udało im się przeżyć, będą musieli udać się w okolice siedmiu źródeł Akanobu.

Oprócz wyżej opisanych historii dostaniemy również jednostronicowe shorty z niezbyt rozgarniętymi goblinami Roulota, awanturniczymi brzdącami z Troy Arlestona i Dava oraz heroicznych dostawców pizzy Augustina. Z nich wszystkich wyróżnić mogę ostatnią planszę „Goblinów”, gdzie mamy zielonoskórego asasyna, który choć znakomicie wyszkolony, raczej nie wypełni swego zadania. Dodatkowo redaktorzy przygotowali również kilka informacji o dziełach Rosińskiego. Szkoda jednak, że nie jest to porządny artykuł, a tylko kilka skrótowo podanych wiadomości.

Wartość nowego wydawnictwa Egmontu, jeśli chodzi o popularyzację gatunku, jest nie do przecenienia. Ukazująca się regularnie seria z pewnością przyczyni się do wzrostu zainteresowania fantasy, ale nie to jest najważniejsze. To co tak naprawdę cieszy to to, że dostajemy trzy świetne komiksy za zaledwie dwadzieścia złotych. I to właśnie stosunek cena/jakość sprawia, iż po tę publikację warto sięgać.

Dyskusja