Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Science Fiction, Fantasy i Horror, nr 56 – recenzja książki „SFFiH nr 56 – magazyn”

Kto rządzi Polską? Prawica czy lewica? Konserwatyści, liberałowie czy socjaliści? Odpowiedź jest prostsza niż się wydaje i nie zależy od słupków sondażowych. Polską rządzą duchy. Duchy przeszłości – tej wzniosłej, martyrologicznej, pełnej krwi i ofiar – i duchy przyszłości – tej wyśnionej, od stuleci obiecanej, w której wszystkim żyje się lepiej, podatki nie istnieją, a każdy ma trzy miliony mieszkań. By się o tym przekonać wystarczy obejrzeć filmy z „obrońcami krzyża” na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Albo sięgnąć po czerwcowy numer „Science Fiction, Fantasy i Horror”, w którym opublikowano „Stowarzyszenie Nieumarłych Polaków”, opowiadanie Jacka Piekary.

„Stowarzyszenie” to taka opowieść z rodzaju „co by było gdyby?”. Załóżmy, że ni stąd ni zowąd, zmarli powrócili, wstali z grobów i oto w społeczeństwie, obok żywych, pętają się żądni mózgów zombie, ghule, pragnący świeżych trupków i wampiry, łase na krew. Zombieland? Nie do końca, bo nieumarli nie są bezmyślnymi, stereotypowymi stworkami z horrorów, a prawdziwymi ludźmi – takimi, którzy mają (mieli) znajomych, rodzinę, mają uczucia i jakoś się muszą w nowym nieżyciu odnaleźć. W zasadzie nie mają nawet ochoty mordować współobywateli. To niestereotypowe podejście do nieumarlaków pozwala spojrzeć na, wydawałoby się, skostniały temat od innej strony. I tu warto zwrócić uwagę na relacje między głównym bohaterem, Krzysiem, a napotkaną przez niego w barze Anią.

Istotniejsze jest jednak to, że Piekara znakomicie oddał nastroje, jakie budzą się w społeczeństwach, gdy nagle rodzi się nowy porządek – jakkolwiek fantastyczny, nierealny i nieprawdopodobny. Niby niepotrzebna dla głównego nurtu akcji rozmowa głównego bohatera z panem Henrykiem, świeżo upieczonym zombie (w przenośni i dosłownie, jak się potem, niestety, okazuje), pozornie nie mające znaczenia informacje o tym, co się dzieje w mediach i jakie hasła wykrzykują ludzie spod znaku toruńskiej rozgłośni czy przytoczona, fikcyjna wypowiedź Adama Michnika, to rzeczy, które sprawiają, iż rzeczywistość opowiadania staje się bliższa czytelnikowi i nabiera znajomych kształtów. I to tym bardziej, że z nieumarłymi coś trzeba zrobić. Wszak prawne, religijne i społeczne konsekwencje wydarzeń opisanych w tekście muszą być ogromne. Do głosu dochodzi więc polityka.

Główny bohater jest zresztą doradcą premiera. Nie podejmuje decyzji, ale, jako ekspert, pomaga wyznaczyć linię polityczną rządu. Piekara trafnie opisuje rzeczywistość władzy i tego, z czym się ona wiąże, lekko ironizując i pisząc z przymrużeniem oka, acz pozwala sobie na aluzje do aktualnej polityki. I to największy minus opowiadania. Tekst traci w ten sposób na uniwersalności i zaczyna przesuwać się w stronę krytyki politycznej – wbrew woli autora, to odciąga od spojrzenia na niego „w duchu pogodnej zadumy i ironicznej zadumy nad niezmiennością ludzkich zachowań”. Co więcej, trudno nie komentować tego opowiadania w kontekście wydarzeń z ostatnich miesięcy.

„Stowarzyszenie nieumarłych Polaków” ma jeszcze jeden element, który może irytować. Pomijając, że samo opowiadanie siłą rzeczy dotyczy polityki i polityków, jego scenariusz dryfuje w stronę podszytego paranoją konceptu wiecznie kombinujących, złowrogich służb specjalnych i przesadnego antyklerykalizmu. Fakt, ma to swoje uzasadnienie, ale czytelnik, mający na co dzień tego typu postawy, zmęczony polityczną wrzawą i absurdalnością kolejnych wydarzeń i deklaracji, może po prostu nie przełknąć tekstu Piekary, nawet biorąc pod uwagę jego ironiczny charakter.

Mimo to, dobrze się stało, że „Stowarzyszenie nieumarłych Polaków” jednak zostało opublikowane (choć i redakcja i autor mieli ku temu wątpliwości). Najlepiej świadczy o tym chociażby to, że o przecież dość krótkim tekście, tyle tu już zostało napisane, a temat można by ciągnąć. To naprawdę jedno z ciekawszych opowiadań zamieszczonych w „Science Fiction Fantasy i Horror”.

W tym towarzystwie pozostałe trzy (tylko trzy!) teksty tracą siłę przebicia. Czy jednak stanowią dobrą alternatywę dla czytelników, którzy nie sięgną po „Stowarzyszenie”? Cóż, jeśli czekają oni na lekką, dobrze napisaną opowiastkę, to ją dostaną. „Detektyw z Mokrych Psów: Maniak święconej wody” Galiny Czernajej jest właśnie taką prostą, detektywistyczną historyjką – czystą rozrywką i niczym więcej. Choć jest ona dość przyjemna i żartobliwa (z lekko wymuszonym humorem), to brak wiarygodności świata tu przedstawianego może irytować. Problem w tym, że elementy fantastyczne autorka wprowadza na zasadzie prostego odwrócenia przeciwieństw. W ślad za przetworzeniem naszego, realnego świata, nie idzie jednak zmiana zasad nim rządzących. W efekcie fantastyka staje się tu ledwie ornamentem, który nie jest tu ani potrzebny, ani przekonujący.

Podobnie mało przekonujące jest opowiadanie Dawida Juraszka, „Oko za oko”, choć zupełnie z innych powodów. Przedstawiony przez niego obraz przyszłości jest ciekawy i porusza kwestie rzadko obecne w polskiej fantastyce, z homoseksualizmem na czele. Uwagę zwracają w szczególności „nowe” obyczaje i próba przedstawienia kontrastu między tym co stare, a tym co nowe. Mimo to, trudno mi zrozumieć, po co ten tekst tak właściwie powstał. Czyżby, jak sugerował tytuł, najważniejszym motywem jest tu zemsta? Jeśli tak, to temat ten został zbyt płytko potraktowany, a sam tekst zbyt rozwleczony. A może chodziło o symulację przyszłości i lekko ironiczne podejście do takich tematów jak chociażby ekologia? Tyle że symulacja ta jest – mimo wszystko – mało prawdopodobna, a i te inne tematy, jak wspomniana wyżej ekologia, są na drugim planie.

Niejako na deser mamy w numerze jeszcze jeden tekst, najbardziej otwarcie ironizujący. Jacek Adamczyk w „Marnym Czarnym” porusza w nim temat korupcji w piłce nożnej. To opowiadanie pisane lekko, z przymrużeniem oka, z fajnie przedstawionym brazylijskim piłkarzem, choć pisane najprawdopodobniej „na okazję” Mistrzostw Świata w tej dyscyplinie. W niczym to nie przeszkadza w lekturze. Część czytelników może być nieco zawiedziona – wszak piłka nożna wśród fantastów to stosunkowo niszowy temat.

W publicystyce wybija się postać Andrzeja Pilipiuka, który jest obecny nie tylko jako felietonista, ale i jako rozmówca w wywiadzie przeprowadzonym przez Tomasza Staweckiego. Na oba teksty warto rzucić okiem, choć dużo ciekawsze są refleksje Jarosława Grzędowicza o komercyjnej stronie fantastyki. Oprócz nich obecni są również Romuald Pawlak (jak zwykle o kosmosie i o życiu) i Agnieszka Szady (o bezbożności, Narnii i Pratchettcie).

Czerwcowy numer Science Fiction Fantasy i Horror trudno polecić każdemu czytelnikowi fantastyki. Liczba opublikowanych w nim tekstów ma negatywny wpływ na ich różnorodność. Ponadto dotykają one tematów, które nie każdemu „podejdą”. Za sprawą Jacka Piekary mamy tu jednak jeden z tych tekstów, które po prostu warto przeczytać.

Dyskusja