Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mary Sue i Templariusze – recenzja książki „Ostatnia awatara”

Odkąd powróciła turystyczna moda na zamki krzyżackie w Polsce, wzrosło także zainteresowanie innym legendarnym zakonem – Templariuszami. Zgromadzenie to od początku swego istnienia wzbudzało różne kontrowersje, niektóre zaś zarzuty w stosunku do Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona żyją do dziś. Szczególną popularnością cieszą się hipotezy, jakoby spadkobiercami Templariuszy została masoneria. Dywagacje na temat zakonu okazały się atrakcyjnym tematem również dla pisarzy, w tym dla Olgierda Dudka.

Bohater powieści, Tomasz z Akwitanii, jako syn księcia był rozpieszczonym gołowąsem. Przełom w jego płytkim życiu następuje wtedy, gdy postanawia wstąpić do zakonu Templariuszy, rządzącego się surowymi regułami. Bohater dostaje tam niezwykle trudną szkołę, dzięki której zmienia się w prawego, nieskazitelnego i dzielnego męża, nie szczędzącego swego ramienia dla słusznej sprawy. Staje się tak potężnym wojownikiem, iż nawet wyższe siły postanawiają wmieszać go we własne porachunki. W ten sposób Tomasz staje do walki z całymi zastępami demonów.

Olgierd Dudek w swojej najnowszej powieści daje nam klasyczny przykład marysuizmu. Postać głównego bohatera jest wyidealizowana do granic przyzwoitości, zaś podział na dobrych i złych spełnia biblijną zasadę „obyś był zimny albo gorący”. Tu nikt nie zaskakuje, nie zdradza ani nie igra z losem i ze swoim przeznaczeniem. Kto był dobry na początku – takim zostanie, pokonując wrogie siły. Co więcej, moralna wyższość prawych podbudowana jest ich niesamowitym szczęściem – tak w walce, jak i w obejściu z kobietami. Wszystko to jednak bohater przyjmuje jako należną mu oczywistość, zaś jego czyny ani przez moment nie przybierają formy nieokiełznanej żądzy i rozpusty.

Kolejnym mankamentem powieści jest język narracji. Technicznie nie jest on zły, ale sprawia wrażenie infantylnego. Trzeba autorowi przyznać, że taki styl opowiadania idealnie pasuje do linearnej fabuły, jednak nie czyni to książki ani odrobinę lepszą. Podobnie rzecz ma się z dialogami – wypowiadane przez postacie zdania są proste, ale nierzeczywiste. Czasami wdziera się w nie niepotrzebny patos, który wpasowuje powieść w nurt heroic fantasy z niewielkimi wstawkami historycznymi.

Stosunkowo lepiej niż główny bohater wypada demonologia. Tomasz z Akwitanii spotyka różne istoty, częściowo stojące po tej samej stronie co on, czasami zaś będące jego zagorzałymi wrogami. Autor poszedł tu jednak trochę za bardzo w ilość, a za mało w jakość. O ile rozmaitość demonów jest niewątpliwym plusem dla powieści, o tyle brak pogłębionej analizy tych postaci daje się odczuć. Spotykamy tu anielskie Elohimy, skrzydlate Archaje, sukuby, czerwone smoki, a nawet Satanaela czy samą Lilith. Niestety, odwołaniom do tak dobrze znanych sił, brakuje jakiejś rysy oryginalności.

Na pytanie czy warto to przeczytać nie ma odpowiedzi jednoznacznej. Wszak każdy może znaleźć jakiś powód do tego, by poznać określoną publikację – czy to dobrą, czy też kiepską. „Ostatnia awatara” nie jest książką dobrą – do tego brakuje jej polotu i wyjścia poza schemat. Nie jest jednak również książką beznadziejną, gdyż w gruncie rzeczy czyta się ją przyzwoicie i posiada kilka lepszych momentów.

Dziękujemy wyd. ZYSK i S-ka za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.

Ocena: 2.5/5

Dyskusja