Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zabili go i…zniknął – recenzja komiksu „Mass Effect: Odkupienie”

Ci, którzy umiłowali sobie fantasy, mają swój obszerny almanach: „Fantasy komiks”, ale i miłośnicy klasycznego Scence – Fiction nie mogą się poczuć zawiedzeni. Oto bowiem, specjalnie z myślą o nich, wydawnictwo Egmont przygotowało nowy kwartalnik: „Komiksowe Hity”. W premierowym numerze na cel zostało obrane wprowadzenie do gry Mass Effect 2. Historia ta nosi tytuł „Odkupienie”.

Wydarzenia przedstawione w komiksie toczą się tuż przed rozpoczęciem fabuły drugiej części gry. Minęło kilka lat odkąd ludzka rasa odkryła zastosowania Przekaźnika Masy. Dzięki temu możliwa stała się eksploracja nawet najdalej położonych regionów w kosmosie. Ziemianie stali się więc elementem kosmicznej wspólnoty, która zrzesza wiele inteligentnych ras. W pierwszej części gry, porucznik Shepard ocalił stolicę galaktyki. Niedługo potem, w czasie kolejnej akcji, porucznik ginie w tajemniczych okolicznościach. Fabuła „Odkupienia” rozpoczyna się od sporu o jego zwłoki.

Trumna z ciałem Sheparda jest ważna dla wielu frakcji i przyjaciół porucznika. Jedni chcą go złożyć w grobie, inni wykorzystać jako symbol, a jeszcze inni ożywić. Trudno przy tym określić, kto jest tym dobrym, a kto złym. Głównym bohaterem komiksu jest przyjaciółka zmarłego, Liara T’soni. Należy ona do przedstawicieli obcej rasy, która doskonale posługuje się telepatią. W wykonaniu misji pomaga jej najemnik imieniem Feron.

Scenariusz do tego komiksu to dziecko Maca Waltersa, popularnego w świecie opowieści obrazkowych. Historia ta jest na tyle wielowątkowa, że aż można się w niej pogubić. O ile w innych jego komiksach wielopłaszczyznowość fabuły to wielki plus, o tyle w pierwszym numerze „Komiksowych Hitów” historia wydaje się nazbyt zagmatwana. Czytelnikowi łatwo mogą się pomieszać stronnictwa, kto dla kogo pracuje i jakie są jego zamiary. Taki brak klarowności w odbiorze może niektórych zniechęcić.

Oprawa graficzna tego zeszytu to dzieło pary rysowników: Johna Jacksona Millera i Omara Francia. Obaj panowie popisali się swym artystycznym kunsztem. Wykreowane przez nich postacie żywcem przypominają te z gier. Ludzie narysowani są prostą, oszczędną i komiksową kreską, ale jednocześnie staranną i dobrze oddającą realizm. Jednak na największą uwagę zasługuje to, w jaki sposób artyści przedstawili obce rasy. A tych jest w „Odkupieniu” kilka. Rysownicy bardzo konsekwentnie podeszli do tego tematu. Jeżeli jakiś obcy pojawia się jako postać drugoplanowa, to przedstawiciela jego rasy będziemy mogli ujrzeć później jako element tła. Takie detale bardzo cieszą w momencie, gdy chodzi o komiksy SF. Podobne elementy urzeczywistniają światy, które, bądź co bądź, są nierealne.

Kolorystyka i cieniowanie jest bardzo subtelne. Doskonale współgra to ze zdecydowanym i mocnym lineartem. Postacie wyglądają dzięki temu realnie, a nie tracą nic na uroku komiksu. Odbicia metalu, rozbłyski fluorescencyjnych elementów zbroi czy żywe eksplozje to jedne z nielicznych smaczków, tworzących dynamiczną scenerię, na jakie czytelnik może liczyć.

Podsumowując należy zadać sobie jedno pytanie: czy eksperyment, jakim jest adaptacja jednej z dziedzin sztuki i kultury przez drugą, powiódł się w tym przypadku? Jeżeli chodzi o stronę wizualną, to nie można mieć co do tego najmniejszych zastrzeżeń. Gorzej ma się sprawa jeżeli chodzi o scenariusz. Trzeba poznać historię, prezentowaną w obu częściach gry, aby móc czerpać odpowiednią dawkę przyjemności z lektury komiksu. W przeciwnym razie może być trochę pod górkę. Ale to chyba nie powinno nikogo przesadnie zniechęcić.

Dyskusja