Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nadchodzą Mandalorianie – recenzja komiksu „Star Wars. Rycerze Starej Republiki. Tom 2: Flashpoint”

W roku 2005 powstała gra komputerowa, która pokazała świat Gwiezdnych Wojen inaczej, niż jest to przedstawiane w większości dotychczasowych publikacji. „Rycerze Starej Republiki” przeniosły graczy w czasy, kiedy nawet dziadkowie mistrza Yody jeszcze się nie narodzili. W czasy poprzedzające zniszczenie pierwszej Gwiazdy Śmierci o prawie cztery tysiące lat. Komiks, którego akcja dzieje się w tym samym przedziale czasowym, rozwija historię uniwersum znanego z gry. „Rycerze Starej Republiki: Flashpoint” to druga część serii wydawanej u nas przez Egmont.

W poprzednim tomie młody padawan imieniem Zayne Carrick został niesłusznie oskarżony o zamordowanie swoich kolegów z akademii Jedi. Pragnie oczyścić się z zarzutów, ale ma znacznie większe problemy na głowie – ocalić życie, ponieważ cała cywilizowana galaktyka wyznaczyła za niego, jako za zbrodniarza i mordercę, bardzo wysoką nagrodę. Jakby młodzieniec nie dość miał problemów, pasmo jego nieszczęść rozpoczęło się w przeddzień wojny Republiki z Mandolorianami.

Do tej kasty wojowników, zrzeszającej wybitnych żołnierzy różnych ras, należeli Jango i Boba Fett. W filmowych trylogiach to właśnie oni są ostatnimi z Mandalorian. Tu wojowników tych jest więcej. Całe dziesiątki wyszkolonych ludzi, prawdziwych zabójców. Scenarzysta wprowadza do komiksu nową postać: Mandalorianina imieniem Rohlan Dyre, który wypowiada posłuszeństwo wielkiemu Mandalorowi. Nie zgadza się on z koncepcją wojny, w którą wplątana została jego nacja. Postać ta ma niezwykle złożony charakter i zdecydowanie nie można odmówić jej charyzmy.

Scenarzysta nie pomija także głównych postaci, rozbudowując je. Ukazuje ich nowe cechy, stawia bohaterów w przeróżnych sytuacjach i konfrontuje z kolejnymi problemami. John Jackson Miller zaczyna także zarysowywać ich przeszłość, której doświadczenia rzutują na motywację ich działań. Dla przykładu, przyjdzie nam poznać ojca Zayne’a, dzieciństwo mistrza Luciena czy chociażby relacje, które łączą Campera i Jarael. Ta ostatnia para to zdecydowanie najbardziej złożony motyw – opiekuna i sieroty. Tak naprawdę nie wiadomo, kto jest kim, kto daje pomoc, a kto jej potrzebuje. Ta dwójka tak mocno się uzupełnia, że trudno jest to jednoznacznie stwierdzić.

Stronę graficzną albumu przygotowało aż trzech artystów: Dustin Weaver, Brian Ching i Harvey Talibao. Każdy z nich przygotowywał oprawę wizualną dla jednego z poszczególnych, oryginalnych, amerykańskich wydań zeszytowych. W Polsce tych kilka komiksów zostało połączone w jeden album, ze względów wydawniczych. Trudno jest jednoznacznie orzec, który z rysowników jest najlepszy. Zapewne znajdzie się tyle sprzecznych opinii na ten temat, ilu jest czytelników. Wszyscy rysownicy jednak trzymają ten sam, bardzo wysoki poziom, dzięki czemu odbiór komiksu to przyjemność dla oczu. Cechą wspólną dla każdego z tych trzech stylów rysunkowych jest zdecydowane cieniowanie i przygaszone kolory. To razem buduje aurę zagrożenia i niepewności, czyli uczuć, które pojawiają się przed wybuchem wojny.

Sytuacja, w której kilku grafików odpowiada za jedną historię ma niestety także minusy. Panowie wykazali się pewną dozą niekonsekwencji w stylizowaniu postaci. Ten sam bohater, w tym samym ubiorze u każdego rysownika wygląda zdecydowanie inaczej. Nie chodzi o twarz, bo takie dysproporcje to naturalna konsekwencja różnicy w stylu rysowania. To co rzuca się w oczy to wyraźne niezgodności w wyglądzie zewnętrznym. Dla przykładu: zbroja Dyre’a wszędzie rysowana jest inaczej, a Zayne zdaje się posiadać wiele kompletów ubrań, które tak naprawdę są jednym uniformem.

To uchybienie to tak naprawdę jedyna słabsza strona „Flashpoint”. Jest to jednak tak delikatnie zarysowana wada, że w podsumowaniu tego albumu nawet nie warto zaprzątać nią sobie uwagi. Komiks ten to jedna z lepszych historii osadzonych w realiach Star Wars, wybijając się tym samym na tle innych opowieści. To dlatego warto się z nim zapoznać, najlepiej równocześnie grając we wspomnianą na wstępie grę komputerową.

Dyskusja