Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przez szaleństwo do końca – recenzja komiksu „Star Wars. Rycerze Starej Republiki. Tom 4: Zaślepieni Nienawiścią. Rycerze Cierpienia”

Czy jeśli ktoś robi źle, a o tym nie wie, to czy nadal jest to grzech? Przecież tak naprawdę tylko przyjęte i zaakceptowane przez nas, jako ogół, normy i prawa sprawiają, że coś jest albo dobre albo złe. A czy ktoś robi źle, gdy szczerze wierzy, że robi to w dobrej sprawie? Co wtedy, gdy wierzy w szczerość swoich intencji tak bardzo, że staje już na granicy obłędu?

Tę właśnie problematykę porusza zamykający polską serię „Rycerzy Starej Republiki” komiks pod tytułem „Zaślepieni nienawiścią. Rycerze cierpienia.” Ale to nie jedyne kwestie, które autor scenariusza, John Jackson Miller, podejmuje w tym tomie. Kontynuuje on problem rasistowskich animozji na planecie Arkania. Jak pamiętamy z trzeciego albumu, dominuje tam jedna rasa, czystej krwi, która posiada jednak tak zwane odpryski. Do tej grupy zaliczają się trochę zdziwaczały naukowiec Camper i jego podopieczna Jarael. Lord Adasca pragnie ich wykorzystać tylko i wyłącznie do swoich celów, nie zważając na godność i prawa przynależne naszym bohaterom jako żywym istotom. To ciekawe, że tak poważne problemy jak tolerancja rasowa są poruszone przez tak popkulturowe medium, jakim jest gwiezdnowojenny komiks.

Cele dowódcy „Dziedzictwa Arkani” są naprawdę szokujące. Za nic mając dobro galaktyki, wystawia on na licytację jedną z najstraszliwszych broni, mogącą w mgnieniu oka zniszczyć cały system planetarny. Nie interesuje go, kto ją zakupi. Ważne, aby zapłacił więcej niż inni. Jak dowiedzieliśmy się z trzeciego albumu, chodzi o to, by przerzucać w nadprzestrzeni olbrzymie ślimaki, żyjące w przestrzeni kosmicznej. Exogorthy to bestie, które dobrze znamy z filmowego Epizodu V. Pomysł, aby zrobić z nich super broń choć oryginalny, wydaje się jednak lekko naciągany, podobnie jak kolejna próba nawiązania przez historie komiksowe bezpośrednio do filmów.

Jak w większości zbiorków i ten album prezentuje prace kilku artystów. Trudno jest je jednoznacznie ocenić bo jednym z czytelników bardziej przypadną do gustu obrysowane grubym konturem dzieła Bonga Dazo, innym zaś znacznie delikatniejsze rysunki Dustina Weavera i Dana Parsonsa. Dysonans ten usprawiedliwiony jest tym, że – jak wyżej już wspomniano – czwarty tom to tak naprawdę kilka odrębnie publikowanych w stanach zeszytów. Wszystkie kadry są jednak bardzo starannie wykonane i prezentują się naprawdę efektownie. Zarówno postacie jak i lokacje przykuwają uwagę czytelnika na dłuższą chwilę. Warto zwrócić uwagę na bardzo dynamiczny układ kadrów przedstawiony na początku „Rycerzy Cierpienia”, który doskonale oddaje szybkość rozgrywającej się na nich akcji.

Nikt jednak nie powinien się poczuć rozczarowany finałem polskiego wydania i tego, jak kończą się niektóre wątki. No właśnie: niektóre wątki, bo postawiona tu kropka, nie oznacza, że losy Zayne’a Carricka kończą się na Taris. W stanach wydano kolejne zeszyty, które rozwiązują te najbardziej palącą kwestię: Czy padawan zdoła oczyścić się z zarzucanych mu czynów? Miejmy nadzieję, że polski wydawca postanowi jednak wydać kolejne albumy z serii „Rycerze Starej Republiki” i dowiemy się tego także w naszym, rodzimym języku.

Dyskusja