Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Różne rodzaje lojalności – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 11/2010”

Mistrz i uczeń. Ten, który wiedzę posiada i ten, któremu wiedza jest przekazywana. Abelard i Heloiza, Sokrates i Platon. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność i w pewnym momencie dotrzemy do Obi-Wana Kenobiego i jego padawana Anakina Skywalkera.

Ale ich relacja nie do końca pasuje do szablonu. Wszyscy wiemy, że Anakin był wyrodnym uczniem. Że przeciwstawił się mistrzowi i poprzysiągł lojalność Mrocznym Potęgom. Ale jak do tego doszło? Niemożliwe, by w jeden dzień przeciwstawił się komuś, kogo traktował jak ojca. Komuś, komu niejeden raz ratował życie i przez kogo niejeden raz był wybawiany z opresji. Taki proces destrukcji lojalności musi trwać przez dłuższy czas, a jakieś zdarzenie musi być pierwszą kroplą, która wpada do kielicha goryczy.
Obi-Wan czuje, że traci kontakt z uczniem. Nie wie jednak, co jest tego przyczyną, a co gorsza jak to naprawić. Wojna na pewno nie da mu do tego okazji.

To wydarzenie przybliża pierwsza historia listopadowego numeru pisma „Star Wars – Komiks”. Opowieść nosi tytuł „Braterstwo broni” i jest wytworem wyobraźni Johna Ostrandera, jednego z najbardziej uznanych scenarzystów świata Gwiezdnych Wojen.
Zdołał on zasłynąć historiami pełnymi nagłych zwrotów akcji, dynamicznych pościgów, a także widowiskowych walk i strzelanin. Pod tymi wszystkimi spektakularnymi zdarzeniami Ostrander zwykle ukrywa głębsze przemyślenia i refleksje. Tak jest i teraz.

Autor opowieści bardzo często powierza swoje historie do zilustrowania Jan Duursemie. Artystka znów pracuje tu z nim w duecie, serwując czytelnikowi prawdziwą ucztę dla oka. Jej prace są dopracowane w najdrobniejszym nawet detalu, a jednocześnie proste w klasycznej komiksowej kresce.

Doskonałym przykładem może być ilustracja z piątej strony komiksu, gdzie mistrz Kenobi rozmawia z przełożonym. Artystka w sposób bardzo przemyślany zaplanowała tę scenę ukazując jednocześnie postacie, które w napięciu oczekują rozkazów na drugim planie. Doskonale widać jak maluje się ono na ich twarzach. Na przykładzie tego rysunku warto zaznaczyć, jak Duursema łączy tradycyjną grafikę z nowoczesnymi efektami komputerowymi. Ukazuje to sposób, w jaki zostały przedstawione hologramy mistrzów Jedi. Na klasyczny rysunek została nałożona „kalka” komputerowego filtra, który sprawia, że te wizualizacje wyglądają bardzo przekonująco.

Kolejna historia zawarta w tym numerze, „Dziedzictwo Janga” Hadena Blackmana, jest kontynuacją „Braterstwa broni”. Część wydarzeń przedstawia on jednak z zupełnie innej perspektywy.
Sprawa lojalności w wojsku to kwestia kluczowa. Żołnierz musi wykonywać rozkazy bez względu na wszystko. Bez względu na własne zdanie, poglądy czy nawet życie. Zginąć za sprawę to dla wielu wojskowych upragniony rodzaj śmierci. Co jednak, gdy niewiadomo, kto jest prawdziwym przełożonym?
Takie właśnie wątpliwości dręczą mistrzynię Shaak Ti. Musi ochronić „nieukończoną” jeszcze generację klonów. Jedynym ratunkiem może być wybudzenie specjalnie wyszkolonych klonów komandosów ARC. Problem polega na tym, że ten specjalny oddział wyszkolony był przez samego Janga Fetta, łowcę nagród, który dał pierwowzór genetyczny dla nowych żołnierzy Republiki. Nikt nie wie, jakie rozkazy wydał on przed wprowadzeniem tej elitarnej jednostki w stan uśpienia. Czy nie wypowiedzą one posłuszeństwa rycerzom Jedi?

Rysunki do tego komiksu to zasługa Stephena Thompsona. Jego prace bardzo przypominają te z poprzedniej historii, są jednak o wiele mniej szczegółowe. Kreska jest delikatniejsza, a cieniowanie zdecydowanie mniej inwazyjne. Niemniej jego prace utrzymują podobny nastrój i klimat, jaki niosą ze sobą działania wojenne.
Na szczególną uwagę zasługuje ilustracja, która zajmuje aż całą stronę. Przedstawia ona wkroczenie elity komandosów. Trójka superżołnierzy zeskakuje w dynamiczny sposób włączając się do akcji. Ich zbroje już na pierwszy rzut oka różnią się od normalnych klonów. Każda z tych postaci została pokazana z innego ujęcia, aby jeszcze lepiej ukazać czytelnikowi ich specjalne uzbrojenie. Widać tu coś jeszcze: ci żołdacy ze stoickim spokojem przejmują kontrolę nad sytuacją. Ich sylwetki emanują olbrzymią pewnością siebie, wynikającą ze świadomości tego, jak perfekcyjnie zostali wyszkoleni.

Ostatnia historia, „Śmierć Kapitana Tarpalsa”, również porusza problem lojalności, ale już zupełnie innego rodzaju. Chodzi o lojalność między dwoma starymi przyjaciółmi. Kapitan Tarpals musi dokonać wyboru między przyjaźnią, a poddaniu się rozkazom. To niestety nie jest łatwe. Tarpals nie jest ślepo wykonującym polecenia klonem. To Gunganin. Ma swój własny, wewnętrzny kodeks moralny, który może się kłócić z zaistniałymi okolicznościami.
W historii Rudera Widhama spotkamy także Jar Jara Binksa. Jak doskonale pamiętamy z „Mrocznego Widma” ta ciamajda ma niezwykły talent do wpakowywania się w tarapaty. Ktoś musi go z tych kłopotów wyciągać.
Historyjka jest lekka i należy ją traktować jako moment oddechu po dwóch, pełnych batalistycznych scen, opowieściach. Takich historii świat Star Wars ma całe mnóstwo. Są to próby wytłumaczenia drobnych, epizodycznych wydarzeń, które wplątują pewne postacie w filmowe sceny. Tak jest i tym razem.
Rysunki Toma Flowera są bardzo staranne i estetyczne. Artysta ten bardzo dobrze planuje przestrzeń na każdej stronnicy. Przedstawia raz zbliżenia, raz scenerie widziane z dalszej perspektywy. Dobrym na to przykładem może być czterdziesta druga strona, gdzie ukazane jest podwodne miasto Gungan. Widać doskonale jego specyficzną architekturę i inne, urbanistyczne rozwiązania, pozwalające żyć obcym istotą w podwodnym świecie.

Podsumowując, jedenasty numer opowiada o trzech rodzajach lojalności i relacji interpersonalnych: lojalności ucznia do nauczyciela, żołnierza i dwóch starych przyjaciół, z których jeden musi dokonać ciężkiego wyboru. Widać więc, że te trzy opowieści są dobrze dobrane. Wspólna problematyka stanowi doskonała klamrę kompozycyjną dla tego zeszytu. Warto zapoznać się z tym komiksem, gdyż jak niejednokrotnie udowadniają opowiadania obrazkowe, nie służą one tylko relaksowi, ale mogą zmusić do głębszych rozważań na dany temat.

Dyskusja