Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Historia starsza niż inne – recenzja komiksu „Star Wars: Wektor. Tom 1”

Crossover to zabieg polegający na łączeniu kilku różnych serii komiksowych jednym wydarzeniem. Ostatnimi laty takie operacje na fabule stały się szczególnie modne w uniwersach Marvela i DC. Dla przykładu historie Spider–Man, X-Menów i Iron Mana przeplatają się ze sobą w kilku komiksowych tytułach w ramach crossoveru Civil War. Pomysł ten postanowili zastosować autorzy kilku popularnych serii Star Wars, znajdując element łączący różne historię.

Elementem, który jest pomostem dla historii dziejących się w różnych epokach świata Star Wars, okazuje się prastary artefakt Sithów, nazwany Amuletem Muura. Przedmiot ten spina klamrą kompozycyjną następujące tytuły: „Rycerzy Starej Republiki”, „Mroczne Czasy”, „Rebelię” i „Dziedzictwo”. W premierowym tomie „Wektora” znalazły się dwa pierwsze wymienione tytuły. Chociaż główne losy bohaterów tych serii dzieli wiele lat to Amulet ma ogromny wpływ na ich losy.

Zaprezentowani w tym zestawieniu „Rycerze Starej Republiki” są piątą wydaną w kolejności chronologicznej częścią w naszym kraju. Są jednocześnie najstarszą linią tego crossoveru, w którym po raz pierwszy pojawia się wspomniany amulet.

Tajne Przymierze Jedij uświadamia sobie nauczkę, jaka wynikła ze śmierci ich towarzyszki. W ślad za zbiegłym padawanem Zaynem Carrickiem wysyłają specjalnie wyszkolonego łowcę. Jest nim jedna z tak zwanych Cieni Jedi o imieniu Celeste Morne. Ma ona znaleźć wspomniany amulet, by ten nie wpadł w ręce Zayna. W wizji Przymierza chłopak ma się stać nowym Lordem Sith. Amulet faktycznie zostaje odnaleziony, ale nie przez młodzieńca a Mandalorian, czyli nomadów podbijających jeden świat za drugim. Przemienia on inteligentne istoty w koszmarne mutanty. Od chwili transformacji kieruje nimi tylko bezmyślny instynkt i agresywna chęć przetrwania. Do czasu. Gdy amulet znów ujrzy światło dzienne to się zmieni, a zagrożona będzie całą galaktyka.

Od strony fabuły zastrzeżeń mieć nie można. Historia jest logiczna i spójna. Autor serii, Mick Harrison, w bardzo sprawny sposób wkomponował wątek Amuletu do historii gwiezdnych wojen. Pojawienie się Amuletu nie kłóci się z głównymi wątkami opowieści o Zaynie Carricku. Mało tego, w tym zeszycie jest kilka nawiązań do poprzednich wydań, jak chociażby ponowne pojawienie się przestępców, pojawiających się epizodycznie w pierwszym albumie teco cyklu.

Jednak od strony wizualnej wprowadzenie do „Wektora” prezentuje się dużo gorzej. Można odnieść wrażenie, że każda kolejna część „Rycerzy” ma coraz gorszych rysowników. Tym razem za stronę graficzną odpowiedzialność ponosi Scott Hepburn. Zaprezentowane przez niego plansze, mówiąc delikatnie, są po prostu koszmarne. O ile do scenerii i obcych ras nie można mieć większych zastrzeżeń, to sylwetki ludzkie są odstręczające. Są one po prostu dosłownie zdeformowane, zwłaszcza twarze. Zayne nie jest już tym samym przystojnym młodzieńcem co w poprzednich tomach. Wydaje się chuderlawym słabeuszem o wąskiej, spiczastej brodzie i wyłupiastych oczach. Podobnie twarz Celeste jest karykaturalna. Jej podobizna wydaje się opuchnięta na wskutek przerysowania wypukłości kości policzkowych.

Z uwagi na styl artysty, sceny, które miały olśniewać, straciły dużo cennych walorów. Dla przykładu dwustronicowy kadr, w którym Celesta stoi nad urwiskiem i obserwuje hordy rakguli, jest zupełnie bez wyrazu. Urok chwili psuje nie tylko jej brzydka twarz, ale i wytrzeszcz, jaki robi zaskoczony Zayne stojący na drugim planie. Scena zamiast monumentalnie wypada co najmniej komicznie.

Druga zawarta w tym zeszycie opowieść, jest zdecydowanie lepsza jeżeli wziąć pod uwagę stronę plastyczną. Rysunki Douga Wheatleya do trzeciej części „Mrocznych Czasów” są po prostu oszałamiające. Nawet postać Celesty Monre, która jest pomostem wiążącym obie serie, nabrała na atrakcyjności. Kobieta wreszcie wygląda na młodą i piękną adeptkę mocy. Rysownik popisał się jeżeli chodzi o graficzne przedstawienie postaci w zbrojach: Dartha Vadera i klonów. Te emanują wręcz siłą i potęgą.

Najciekawiej prezentuje się ujęcie walki między dawnym Cieniem Jedi a Mrocznym Lordem Sith. Kobieta dzięki umiejętności posługiwaniu się mocą tuż po wykonaniu akrobatycznego skoku w tył wydaje się na moment przyklejać do kolumny. Za to nieugięty Vader z wielkimi pokładami agresji i gniewu naciera na swojego przeciwnika nie dając mu chwili na wytchnienie.

Ale nie tylko rysunki są mocną stroną drugiej historii zawartej w tej albumie. Również pod względem fabularnym kontynuacja „Mrocznych Czasów” wprawia czytelnika w zachwyt. Podobnie zresztą jak cała ta seria. Wprowadzenie wątku Amuletu Muura nie wydaje się wcale naciągane. Wręcz przeciwnie, jest spójne, a nawet wyjawia pewne sekrety, które pojawiły się już w poprzednich częściach cyklu.

Nie brak również mocnych scen, które stały się już znakiem rozpoznawalnym dla historii wymyślonych przez Johna Jacksona Millera. Doskonałym na to przykładem może być chwila, w której Vader przesłuchuje jednego z pojmanych członków załogi „Uhumele”. Zapytany, czy wie kim jest mroczny Lord, zaprzecza. Nic dziwnego, od wydarzeń z „Zemsty Sithów” minęło zaledwie kilka miesięcy, więc zła sława upadłego Anakina, jeszcze nie obiegła galaktyki. Jednakże reakcja więźnia zapytanego ponownie, czy mimo to boi się go, jest potwierdzająca. Scena doskonale oddaje aurę grozy, jaka otaczała ucznia Palpatine’a. W końcu czasy, które nastały dla mieszkańców galaktyki, właśnie za jego sprawą stały się mroczne.

Crossover to eksperyment ryzykowny. Nie zawsze się udaje. Czasami wątki, które łączą dane przygody mogą wydać się sztuczne, po prostu wymyślone na siłę. Jednakże „Wektor” do takowych nie należy. To co spina w klamrę fabularną obie serie Star Wars jest niezwykle przemyślane i oryginalne. Wątek Amuletu Muura i jego strażniczki Celeste nie narzuca się. Został wprowadzony bardzo płynnie i wpasowuje się w historie, których akcję dzielą tysiące lat.

Pozostaje mieć nadzieję, że w podobny, niewymuszony sposób wątek ten zostanie kontynuowany w pozostałych seriach, które zostaną nam zaprezentowane w tomie drugim „Wektora”. Oby tylko rysunki nie zawiodły ponownie i ukazały w pełni doskonałość tego pomysłu.

Dyskusja