Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

I świat znów będzie piękny…

po wprowadzeniu VAT na książki

Podczas jednego z regularnie odbywanych tournée po okolicznych księgarniach i antykwariatach, uwagę moją zwrócił pewien intrygujący fakt. Otóż, z pewnym zdziwieniem, uświadomiłem sobie, iż kursując po kolejnych „obowiązkowych punktach” mojej czytelniczej trasy, spotykam w nich ciągle tych samych ludzi. Od szeregu lat, wciąż te same twarze widuję pomiędzy uginającymi się od ciężaru światowej literatury, drewnianymi półkami. Z rzadka jedynie pojawiają się tu jacyś „obcy”. Jeszcze rzadziej któryś z nich zostaje wśród nas na stałe. Stanowimy przedziwną grupę ludzi, którzy przemierzają, wytyczone przez książkowe zbiory, zakurzone korytarze z uwagą i ostrożnością godną najwytrawniejszych łowców. Widoczny co jakiś czas, nagły błysk w oku wskazuje, że oto jeden z nas wypatrzył swoją koleją „ofiarę”. Te nieco nerwowe ruchy, rozbiegany wzrok błądzący w poszukiwaniu kolejnej lektury, te zarwane noce strawione na jej zgłębianiu, wszystko to wskazuje na oczywistą i wcale nie tak rzadką u nas diagnozę – uzależnienie.

W istocie, książki, a dokładniej rzecz biorąc – czytanie, uzależniają! Nie wiesz nawet kiedy i jak, a już jesteś w szponach tego strasznego nałogu. Pożegnaj się więc z rodziną i znajomymi, dla których nie znajdziesz już więcej czasu. Pożegnaj się z psem, rowerem i telewizją. Od teraz stajesz się jednym z nas. Teraz już wiesz, jak działa „czytelnicza nikotyna”.

Stojąc tak pomiędzy złowrogim księgozbiorem, czując jak składające się na niego foliały i woluminy zdają się w złośliwym milczeniu napierać z każdej strony, wykrzywiać swoje pomarszczone i pożółkłe stronice w grymasie tryumfu, w przerażeniu poszukiwałem jakiejkolwiek nadziei na lepsze jutro, na wyzwolenie się ze szponów okrutnej literatury wszelkiego sortu, która od tak dawna więzi mnie w swej mocy. Wtedy właśnie, w mrocznym, przesyconym zapachem kurzu i papieru antykwariacie, w moim zniewolonym umyśle rozbłysła, niczym latarnia w gęstym mroku, nadzieja dla mnie i tysięcy mi podobnych niewolników słowa drukowanego… Nadzieją tą jest VAT na książki.

Rząd Przenajświętszej Rzeczypospolitej, idąc za wskazówkami Unii Europejskiej, postanowił zareagować w zgodzie z zasadami państwa opiekuńczego i zaradzić literackiemu zagrożeniu. Dochodząc do słusznego wniosku, że czytanie jest co najmniej równie niebezpieczne co palenie papierosów, postanowił załatwić sprawę w wypróbowany już sposób i nałożyć swoistą akcyzę na książki, zwaną popularnie VATem. Metoda wydaje się pewna. Skoro powiodło się z palaczami, powinno udać się z czytaczami.

Hiobowa wieść o zmianie przepisów spadła na biednych czytelników niczym przysłowiowy grom z jasnego nieba. A więc jednak! Stało się! To, o czym do niedawno rozmawiano jedynie trwożliwym szeptem pomiędzy księgarskimi półkami, okazało się faktem. Nadciąga VAT – polskiego czytelnictwa kat.

Jednakże, mimo tak strasznych wieści, naród nie kopnął się ile sił w samochodach do najbliższych księgarni czy antykwariatów. Nie zauważono nagłego wykupywania książek i czynienia niezbędnych zapasów literatury na zbliżające się mroczne czasy. Powód? Wydaje się oczywisty. Nawet po wprowadzeniu którejś z kolei akcyzy na papierosy, zgubną tą używkę można nabyć po zdecydowanie niższej cenie, niż ma to miejsce w wypadku książek. Po doliczeniu do tego wspominanego VATu, ich cena powinna dać świetny start dla rządowego planu ostatecznego rozstrzygnięcia kwestii czytelników w Polsce. Co więcej, owa różnica w cenach wskazuje wyraźnie, z jak zgubnym i niesłychanie niebezpiecznym produktem mamy tu do czynienia. Co tam nikotyna, co tam dopalacze. Książki! Oto wróg nasz największy! Od najmłodszych lat oddziałują na nasze, polskie dzieci, czyniąc zamęt w ich nieukierunkowanych jeszcze umysłach. Swoją, często zupełnie fikcyjną, treścią doprowadzają je do stanu niezdrowego, z czasem wręcz patologicznego, zaczytania. Rozwijają szkodliwą wyobraźnię oraz wywołują intelektualną nadczynność. Co zaś się tyczy dorosłych osobników, to przede wszystkim zabierają im cenny czas, który ci powinni spędzać w pracy, a tych, którzy już muszą z niej w końcu wyjść, odciągają od ciepła rodzinnego gniazda, zaburzając wielowiekową tradycję wieczorów spędzanych w gronie najbliższych przed telewizorami, z nowymi odcinkami polskiego serialu o miłości.

Nagłe uświadomienie sobie całej tej sytuacji sprawiło, że poczułem się niczym uderzony encyklopedią. Jakież to szczęście, że żyjemy w kraju, którego obywatele zawsze mogą liczyć na opiekę rządu oraz naszego europejskiego Wielkiego Brata. Nieświadomi płynących z tego zagrożeń, od wielu lat wystawiamy się na działanie poezji i prozy, narażając się na chwilowe zaniki poczucia rzeczywistości oraz nagłe ataki melancholii. Na szczęście nowe pokolenia Polaków zwiastują nadejście innych, lepszych czasów. Czasów, w których człowiek przestanie być niewolnikiem literatury. Koniec będzie ze szkolnymi lekturami, koniec z pokątnym i ukradkowym podczytywaniem zakazanych pozycji. Teraz jest VAT, a co będzie dalej? Zamykanie księgarń na wniosek sanepidu. Delegalizacja literatury i, ostatecznie, zakaz nauczania alfabetu. Przejdziemy na pismo obrazkowe, wymalowywane na kamiennych murach szarych osiedli, zaś nasz zasób słów ograniczony zostanie do najniezbędniejszych zwrotów, jak „kupuję” czy „ile płacę?”

I świat znów będzie piękny…

Dyskusja