Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nie każdy chce być bohaterem – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks. Wydanie Specjalne 4/2010. Rebelia – Drobne zwycięstwa”

Nie każdy chce ratować świat

Każdy chce być bohaterem? To dobre pytanie. Czy każdy chce dokonywać heroicznych czynów? Ratować świat? Pokonywać tych złych? Nie, nie każdy. Czasami niektórzy, mimo usilnych prób, nie potrafią się przemóc i zaryzykować własnym życiem w imię słusznej sprawy. Takie właśnie dylematy dręczą główną bohaterkę komiksu „Rebelia: Drobne zwycięstwa”, opublikowanego w wydaniu specjalnym miesięcznika „Star Wars – Komiks”.

Deena Shan, bo tak na imię ma postać pierwszoplanowa, nie wie czy chce być herosem. Była świadkiem jak Luke Skywalker wspaniałym strzałem, „jednym na milion”, zniszczył pierwszą Gwiazdę Śmierci. Zazdrości mu. Mimo to nie potrafi się przemóc. Nie potrafi zaryzykować.

Od Bitwy o Yavin minęło dziesięć miesięcy. Rebelianci, co prawda, odnieśli zwycięstwo, ale było ono tylko pozorne. Zmuszeni do ewakuacji bazy, ulegli rozproszeniu, ponieważ Imperium poznało ich pozycję.

Podobne niepowodzenia odnosi Deena Shan. Jedna misja za drugą kończy się fiaskiem. Jeden z flagowych okrętów sojuszu, „Rebel One”, został wyrzucony na losowo obrany kurs. Doprowadziły do tego pośrednio nieudane akcje Shan. Jednakże młoda rebeliantka obarcza siebie za to na wyrost. Zdołowana, traci poczucie własnej wartości. Wybiera rozwiązanie, które jest oczywistym pójściem na łatwiznę. Chce opuścić Sojusz.

Te plany zostaną jednak pokrzyżowane. Scenariusz Jeremy’ego Barlowa pełen jest niespodzianek i nagłych zwrotów akcji. Autor psuje plany swojej bohaterki, dając jej szansę, aby się wykazała. Czytelnik już od pierwszej strony z zapartym tchem śledzi jej losy. O wiele łatwiej może się z nią utożsamiać, niż na przykład z Lukiem lub Leią. Ta postać wydaje się ciekawsza i bardziej realna. Dręczą ją wątpliwości, nie wie czy podoła byciu bohaterem i czy na pewno chce nim zostać. Nie wszystko jej się przecież udaje. Nie wszystko idzie jej tak gładko, jak innym bohaterom filmowej trylogii.

Ich również przyjdzie nam spotkać w komiksie. Luke i Leia są w zasadzie, obok Deeny, głównymi bohaterami komiksu. Nie skupiają na sobie jednak całej uwagi czytelnika. To Deena gra tu pierwsze skrzypce. W komiksie jest cała masa nawiązań do filmów. Między innymi rebeliantka pyta Luke’a o jego relację z ojcem. Zobaczymy także Admirała Ackbara i myśliwce B-Wing, które po raz pierwszy wezmą udział w działaniach Rebelii.

Jeżeli chodzi o wizualną stronę komiksu to właśnie postacie znane z filmu wypadają najgorzej. Za rysunki odpowiada, znany już polskiemu czytelnikowi z serii „Rycerze Starej Republiki”, Colin Wilson. Nie zawsze udało się mu odwzorować podobieństwo Luke’a i Lei do filmowych aktorów. Czasami zbyt duża ilość detali i zbędnych kresek na twarzy dodaje tym postacią parę ładnych lat. Co do wykreowania głównej postaci większych zastrzeżeń mieć nie można. Rysownik zadbał, aby stała się ona oryginalna. Dzięki niemu Deena ma charakterystyczną mimikę twarzy. Chodzi o to, jak bohaterka w specyficzny sposób w momentach niepewności lub zaskoczenia przygryza dolną wargę. Ten nerwowy tik przyjdzie nam zobaczyć w komiksie nie raz.

Komiks pod względem rysunków ma też parę innych mocnych kadrów. Wspaniale wygląda profil Admirała Ackbara na dwudziestej siódmej stronie, bardzo realnie wyglądają wnętrza rebelianckich okrętów flagowych. Duże wrażenie robi kolizja dwóch imperialnych niszczycieli z samego końca komiksu, czyli z siedemdziesiątej piątej strony. Najbardziej spektakularnym kadrem jest jednak ukazanie nadlatującej eskadry myśliwców typu B. Kadr ten nie bez powodu zajmuje całą stronę. Maszyny zostały narysowane w naprawdę imponujący sposób. Artysta zaplanował ten rysunek tak, by oddać jak najlepiej majestat chwili.

„Rebelia: Drobne zwycięstwa” to komiks ze wszech miar udany. Historia jest przemyślana, potrafi wciągnąć czytelnika i trzymać w napięciu aż do końca. Podobnie rysunki uznanego artysty, mimo kilku drobnych niedociągnięć, powinny przypaść do gustu szerszemu gronu czytelników.

Dyskusja