Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Nieodebrane połączenie”

Filmowe horrory są czasem jak kryminały. Coś się dzieje, niewiadomo czemu. Giną ludzie, jedni po drugich. Zagadka domaga się wyjaśnienia. Ot, po nitce idziemy do kłębka. Dla przykładu: trafiają nam się zombie – skąd się wzięli i jak ich zabić lub wyleczyć. Trafił nam się mściwy duch – jak zdjąć z niego klątwę, aby dał nam spokój. Logiczne prawda?

Takiej właśnie logiki spodziewałem się po obejrzeniu zwiastuna amerykańskiego remake’u japońskiego horroru „Nieodebrane połączenie”. Ludziom zaczynają się w nim przydarzać makabryczne wypadki. Łączy ich wspólna znajomość oraz to, że posiadają nawzajem swoje numery telefonu w komórkach. To właśnie przez nie dowiadują się, kto będzie następny w krwawej wyliczance, której nie da się cofnąć. Odebrałeś wiadomość głosową, która jest datowana na dwa dni w przód? Więc za te dwa dni będziesz martwy.

Główną bohaterką filmu jest Beth Raymond. To właśnie jej przyjaciele umierają. Kobieta nie potrafi zapobiec tym śmierciom. Na dodatek ma świadomość, że i jej komórka w końcu zagra upiorną melodyjkę, zwiastującą nadejście Kostuchy. Jedyną możliwością, aby wyjść cało z tej sytuacji, jest rozwiązanie zagadki, jaka siła zgotowała jej ten koszmar.

Na pierwszy rzut oka wygląda to trochę tak, jakby ktoś zrobił kalkę scenariusza z „Ringu”. Na szczęście dla filmu, wraz z rozwojem fabuły, to mylne wrażenie znika. Obraz po prostu w podobny sposób wykorzystuje zdobycze nowoczesnej techniki jako medium dla duchów i na tym podobieństwa się kończą. Przyznam, że takie zagranie może się podobać, no bo ile już było filmów o duchach, straszących na zasadzie „pojawiam się w lustrze i znikam”, albo „nawiedzam kogoś we śnie”.

Pomysł ten wydaje się być mocną stroną filmu, jednak posiada on wiele elementów rozpraszających uwagę widza. Nadmiar wątków (okrutna matka, torturowana córka) oraz pytań (kto w końcu jest tym złym i kto dzwoni przez ten cholerny telefon) sprawiają, że widz łatwo może stracić orientację w tym, o co chodzi. Pod koniec filmu trudno załapać kogo zabili, a kto uciekł. Na dodatek, niejedna śmierć jest bezsensowna i na dobrą sprawę cały ten łańcuszek zgonów pozbawiony jest głębszego sensu. No bo czemu duch mści się na osobach, których nie znał? Bo jest zły i na tym koniec?

Obrazek

Mimo tak wielu minusów, obraz ten ma jednak parę fajnych trików, którymi mile może zaskoczyć zgromadzonych przed ekranem. Można tu wymienić poszlakę w charakterze czerwonych cukierków, wypadających z ust denatów i wytłumaczenie melodyjki, którą wygrywa telefon komórkowy.

Oczywiście, jak na obraz grozy przystało, nie może zabraknąć momentów naprawdę trzymających w napięciu. I tu „Nieodebrane połączenie” zyskuje największego plusa. Scen jeżących włos na karku w filmie nie brakuje. Dla przykładu wizyta w spalonym szpitalu czy klimat, jaki budowany jest w trakcie mozolnej wędrówki Beth przez szyb wentylacyjny.

Co do gry aktorskiej, trudno jest się jednoznacznie wypowiedzieć. Shannym Sossamon, odgrywająca postać Beth Raymond, bardzo dobrze wcieliła się w swoją rolę. Nie tylko biega i krzyczy (czyli to co większość bohaterek robi w horrorach), ale potrafi przekonująco zagrać emocje postaci, która naprawdę walczy o życie. Ciekawie wypadł Edward Burns, wcielający się w postać dzielnego stróża prawa (czyli tego co krzyczącą kobietę wyciąga z opresji). Na tym jednak gra aktorska się kończy. Przyjaciele Beth, oprócz tego, że giną, nie za bardzo mają się czym wykazać.

Podsumowując wszystkie powyższe za i przeciw, „Nieodebrane połączenie” jest filmem wartym obejrzenia. Aby go jednak lepiej zrozumieć dobrze jest zobaczyć go więcej niż jeden raz. Gdyby fabuła miała odrobinę więcej sensu, byłby to jeden z lepszych horrorów ostatnich dwóch lat.

Ocena: 3/5

Dyskusja