Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Co czyni człowieka? – recenzja komiksu „Obcy: Dusza Robota”

Komiksowe hity z Obcymi miały się ukazać już w grudniu. Są w styczniu. Opóźnienie nie jest jednak istotne. Mamy przecież w rękach kolejny komiks z Xenomorphami! Mamy też zagwozdkę. Dusza robota nie jest taką opowieścią, jakiej mogliśmy się spodziewać. Nie znaczy to, że komiks jest nieudany, choć kilka rzeczy może się w nim nie podobać. Problem, o ile można tak to nazwać, polega na czym innym.

Fabuła nie nawiązuje bezpośrednio do żadnego filmu (choć wspomina się o LV-426). Gdyby jednak trzeba było wskazać tę część tetralogii, która jest najbliższa komiksowi, należałoby wymienić Obcych: Decydujące starcie. Zamiast oddziału marines mamy tu grupę naukowców, w której znajduje się główny bohater, David Sereda. Ekipa trafia do układu Chione. Na jednej z planet znaleziono obiekty przypominające starożytne budowle. Zadaniem nowoprzybyłych jest ich zbadanie. Na orbicie okazuje się jednak, że osadnicy nie dają znaku życia. Coś jest nie tak, ale co dokładnie – tego nie wiadomo.

Powyższy opis może wprowadzać w błąd i wywoływać wrażenie, iż fabuła jest sztampowa. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Choć opowieść operuje kliszami, wykorzystuje je w przemyślany sposób i korzystając z okazji łamie kilka z nich. W efekcie otrzymujemy wciągającą historię, przedstawioną w ciekawy sposób. Zaczyna się ona od sceny, w której widzimy Seredę, rozmawiającego przez radio z Andreą, jedną z ocalonych mieszkanek kolonii. To właśnie poszukiwania dziewczyny są głównym motywem napędzającym akcję komiksu. Rozmowę przerywa atak Obcych. Wątek zastaje jednak przerwany i cofamy się do chwili, w której ekipa naukowców przylatuje statkiem „Vidar-C24” do układu Chione. Jak widać wydarzenia nie są pokazane chronologicznie. Są za to pretekstem do ukazania czegoś więcej niż walki z Obcymi.

Komiks, wbrew temu czego można się spodziewać, nie skupia się na Xenomorphach. Nie brak w nim dynamizmu, a osią fabuły jest próba uratowania życia, ale nie to jest jego istotą. Głównym bohaterem jest Sereda i to jego osoba – jego wybory, jego działania i postawa, są kluczowym elementem scenariusza. Prawdziwa natura tej postaci stanowi jeden z najmocniejszych zwrotów fabularnych komiksu. Czytelnik śledzi przemianę zachodzącą w Seredzie i zaczyna się zastanawiać co tak naprawdę czyni człowieka. Zachowania naukowca, skontrastowane z grupką napotkanych kolonistów, ulegają przy tym uwydatnieniu.

Problem jednak w tym, że komiks ucieka od tego tematu. Opowieść skręca w niepotrzebny mistycyzm. Nie tłumaczy skąd się wzięło miasto, jakie tak naprawdę są przyczyny zniknięcia kolonistów, ani czemu Obcy różnią się od swoich kuzynów z filmów i komiksów. Choć Dusza robota to osobne dzieło, sprawia wrażenie wstępu, prologu do czegoś, co scenarzysta, John Arcudi, chciałby rozwinąć w przyszłości. Po lekturze można poczuć niedosyt i zadać sobie pytanie: ale po co to wszystko?

Scenariusz też nie zawsze jest w pełni wiarygodny. Od samego początku wątpliwości budzi zachowanie Rudego i Gary’ego – dwóch kolonistów, których napotykają naukowcy po lądowaniu na planecie. Już pierwsze spotkanie budzi wątpliwości, choć później zostają one wyjaśnione. Przy drugim reakcja obu postaci jest jednak nieco sztuczna i wymuszona. W kilku momentach opowieść przestaje być klarowna i spójna. Przykładem może być scena, w której Sereda wybudza się ze snu.

Po części wynika to z tego, że od razu dostaliśmy do rąk całość czyli cztery zeszyty w jednym albumie. Zwroty akcji nie są tu więc tak mocno zaakcentowane. Czytelnika omija oczekiwanie na kolejne numery. Paradoksalnie Dusza robota lepiej wypada podzielona i – choć może się to wydać dziwne – zbiorcze wydanie szkodzi opowieści. Dwudziestodwustronicowe zeszyty zachowują inną dynamikę, inaczej rozkładane jest w nich napięcie i widać, że John Arcudi trochę zapomniał o tym, iż zostaną one wydane jako album.

Komiks celuje w starszego odbiorcę. Jest brutalny, ukazuje śmierć, krew i nie brakuje w nim dramatycznych momentów. Wszystko to ukazują realistyczne rysunki Zacha Howarda. Nie zatracają przy tym komiksowego charakteru. Trafimy na – ostatnio coraz mniej modne – onomatopeje, uproszczone, jednolite tła w zbliżeniach oraz kreski skupiające uwagę na konkretnym bohaterze. Rysownik sprawnie posługuje się różnymi technikami, by podkreślić dynamizm akcji, zaakcentować emocje bohaterów i nadać narracji odpowiednie tempo.

Całość – szczególnie zmieniony wygląd obcych – robi wrażenie, choć nie aż tak duże, by komiks zapisał się mocno w pamięci. Dodatkowo uwagę zwracają dobrze dobrane kolory (fiolet, brąz, zieleń), utrzymane w mrocznej, choć ciepłej, tonacji, kontrastujące z żółto-czerwonym zachodem słońca na pierwszych stronach komiksu. Nadaje to mu specyficznego, dość nostalgicznego charakteru. Rysunkom można zarzucić tylko to, że w paru momentach rysownik odchodzi od realizmu. Decyduje się ukazać bardziej komiksowe, nieco zniekształcone miny bohaterów – np. gdy Sereda się goli, albo gdy pod koniec opowieści mówi, że „o niczym takim nie myśli”.

Duszę robota trudno jednoznacznie uznać za komiks bardzo dobry, albo bardzo słaby. Komiks wybija się ponad przeciętną i wydaje się, że warto go zobaczyć. Czegoś mu jednak brakuje. Nie ma tu tego, co uczyniłoby zeń tytuł wyjątkowy. Historia sprawia wrażenie niedokończonej, niepełnej, lub po prostu przekombinowanej. To jednak frapująca opowieść, która trzyma w napięciu. Warto przy tym podkreślić, że jest ciekawsza i lepsza od poprzedniego numeru z Yautja w roli głównej. Co więcej, ponownie dostajemy artykuł Przemysława Pieniążka, który także warto polecić.

Dyskusja