Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

F&SF nr 3 – omówienie numeru

The Magazine of Fantasy and Science Fiction to tytuł znany czytelnikom amerykańskim począwszy od 1945 roku. W ciągu tych wszystkich minionych lat zdołał ugruntować swoją pozycję w środowisku fantastycznym. Jednocześnie jednak w ubiegłym roku na polskim rynku ukazał się lokalny odpowiednik magazynu. Wymagania względem Fantasy&ScienceFiction Edycji Polskiej od początku zostały postawione bardzo wysoko. Trzeci numer kwartalnika próbuje sprostać rozbudzonym czytelniczym oczekiwaniom.

W numerze znalazło się siedem opowiadań, wyczerpujący wywiad z Luciusem Shepardem, nieco publicystyki i kilka recenzji. Omówienie numeru warto jednak zacząć od końca, od wspomnień Gordona Van Geldera, właściciela amerykańskiego magazynu. Przy okazji świętowania sześćdziesięciu lat od wydania pierwszego numeru, Van Gelder porusza kilka istotnych kwestii, związanych z literaturą fantastyczną. Najistotniejsze wśród nich wydają się rozważania nad istotą fantastyki i jej związków z mainstreamem. Nie mniej interesująca okazuje się koncepcja kończąca cały wywód. Van Gelder stawia tezę, iż rozrastający się rynek elektroniczny nie wchłonie całkowicie klasycznej, papierowej literatury.

Wśród kategorii felietonów i esejów, zaprezentowanych z numerze letnim magazynu, wyróżniają się dwa teksty. Na uwagę zasługuje po pierwsze Pierze z pegaza, darte przez Paula Di Filippo. Autor zwięźle, a przy tym barwnie opisuje zmyślony epizod z podróży promocyjnej książki, co wywołuje na twarzy czytelnika krótki uśmiech. Drugim tekstem, któremu warto poświęcić kilka chwil, jest wybór niezauważonych bohaterów fantasy i s-f, dokonany przez Jeffa VanderMeera. Autor wskazuje w nim nie dość docenionych twórców fantastyki, w szczególności takich jak Rhys Hughes czy Rikki Ducornet, argumentując przy tym swoje wybory.

Wśród publicystyki znaleźli się także John Crowley i Łukasz Orbitowski. Pierwszy z wymienionych autorów z lewą ręką na biurku pisze o zdumiewających procesach twórczych pisarzy. Przytacza różne, niekiedy absurdalne sposoby oczekiwania na natchnienie, jednak własne stanowisko ukrywa głęboko pod przykrywką cudzych cytatów. Zupełnie inaczej pisze Orbitowski, który dobitnie ukazuje swój punkt widzenia. Jego refleksje nad „Kotem alchemika” Waltera Moersa są przy tym nieco zabawne i równocześnie intrygujące.

Najciekawszym elementem trzeciego numeru Fantasy&ScienceFiction jest wywiad z Luciusem Shepardem. Przenika przez niego siła opowieści, tworzonych przez tego amerykańskiego pisarza. Właściwie historia jego życia brzmi jak zmyślenie. Konrad Walewski nie musi się wysilać, układając pytania do wywiadu – odpowiedzi, udzielane przez jego rozmówcę są jak rzeka, porywająca czytelnika w rwący nurt nieszczęśliwego dzieciństwa, piwnicznych kapeli muzycznych i ludzi umierających na ulicach Ameryki Łacińskiej. Jest w tym wywiadzie jakiś fatalizm i beznadzieja, jednakże przebija się przez niego światło zmyślenia. Do tego stopnia, że nie wiadomo, ile w odpowiedziach Sheparda jest prawdy, a ile imaginacji.

Oczywiście elementem, bez którego magazyn ten nie mógłby istnieć, jest blok opowiadań. Trzeci numer zawiera w sobie teksty zróżnicowane, ale przy tym także nierówne. Najlepszym z nich okazuje się „Mgielnica” Leny Szuster. Wysoki poziom tekstu cieszy tym bardziej, iż jest to pierwsze polskie opowiadanie w piśmie. Autorka buduje w nim niesamowity klimat baśni, widzianej oczyma dziewczynki, której matka jest czarownicą. Nie jest to jednak prosta opowieść fantasy, ale mroczna historia, opowiadająca o ludzkich pragnieniach i motywacjach. Jest to opowiadanie dorównujące najlepszym przedstawicielom krótkiej formy literackiej.

Z pozostałych, zagranicznych tekstów, na wyróżnienie zasługują jeszcze dwa: „Mengele” Luciusa Sheparda i „Naprawianie Hanovera”, autorstwa Jeffa VanderMeera. Pierwszy z nich to wariacja na temat historii znanego niemieckiego lekarza, a przy tym zbrodniarza wojennego, zwanego Aniołem Śmierci. Druga zaś to opowieść o człowieku, którego zaślepiły własne marzenia. Są to rozważania niejako nad tym, jak niewiele człowiek posiada wolności, zaś władza zawsze musi być okupiona krwią.

„Arkospływ” Carolyn Ives Gilman to bardziej klasyczne s-f, które ukazuje tkwiące w człowieku, choć niekiedy głęboko ukryte, pragnienie poznawania. Z kolei „W raju” Bruce’a Sterlinga pokazuje krótki romans, przyobleczony w futurystyczną szatę. Oba opowiadania stawiają przed czytelnikiem pytanie o istotę szczęścia i jego cenę. Słabiej wypada „Wybrzeże samobójców” M. Johna Harrisona z nieco chaotyczną fabułą i wyraźnym niezdecydowaniem autora w kwestii realizacji pomysłu. Podobnie rzecz ma się z „Wielce starożytnym mieczem elfickim” Jima Aikina. Ta najkrótsza opowiastka właściwie potrafi znudzić i nie zawiera w sobie żadnego elementu godnego zapamiętania.

Kończąc omówienie trzeciego numeru Fantasy&ScienceFiction warto wspomnieć jeszcze o zamieszczonych w numerze recenzjach. Agnieszka Haska zachęca do lektury opowiadań Mieville’a, snując bajania o zagubieniu się, co czyni z wdziękiem i wyczuciem. Konrad Walewski pisze o realizmie magicznym w „Lunatycznej krainie”, zaś Michał Cetnarowski, analizując „Chochoły” Wita Szostaka i „Wieczny Grunwald” Twardocha, zmusza czytelnika do refleksji nad lekturą, rozpoczynającą się z chwilą zakończenia czytania. Ponadto Konrad Walewski obszernie opisuje amerykańskie wydanie „The Taborin Scale: a Novella of the Dragon Griaule” Luciusa Sheparda. Ostatnim tekstem w numerze jest natomiast perła odnaleziona przez Michała Cetnarowskiego: „Prawdziwa historia Morgan Le Fay i Rycerzy Okrągłego Stołu” Krystyny Kwiatkowskiej.

Jako wisienkę na torcie dostajemy konkurs rysunkowy, polegający na dodaniu podpisu do grafiki, stworzonej przez Rafała Kosika. Jest to niewątpliwie miły akcent na zakończenie lektury trzeciego numeru polskiej edycji Fantasy&ScienceFiction.

Ocena: 4/5

Dyskusja