Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Młodzieżowy romans – recenzja książki „Strażniczka Bramy”

Niewątpliwy urok trylogii polega na tym, iż w każdej kolejnej części akcja się rozkręca. Autor bądź autorka powieści może wykrzesać z niej wszystko to, co najlepsze i rozwinąć podle swojego upodobania. Michelle Zink w „Strażniczce Bramy” poszerza wątki, zarysowane we wcześniejszym „Proroctwie sióstr”. Jednocześnie jednak zmienia wydźwięk swojej opowieści.

W pierwszej części zapowiadanej trylogii czytelnicy poznali mroczne przeznaczenie sióstr bliźniaczek. W kontynuacji pogłębiają się różnice między obiema dziewczynami. Autorka jednak większą wagę zaczyna przykładać do pokazania związków między bohaterami aniżeli do samej fabuły. W „Strażniczce…”, choć pozornie ciągle coś się dzieje, historia zwalnia, zostawiając rozwiązanie najważniejszych kwestii na trzeci tom cyklu.

Kiedy pod koniec „Proroctwa…” Lia posiadała wiernych przyjaciół, kochającego mężczyznę i wsparcie dobrych ludzi, wszystko wyglądało sielsko. Teraz jednak karty się zmieniają. Alice okazuje się dużo przebieglejsza niż jej siostra sądziła. Co więcej, nie ma żadnych zahamowań i dąży do swojego celu po trupach. Relacje między poszczególnymi bohaterami zaczynają się komplikować. Nadchodzi czas podejmowania trudnych decyzji.

„Strażniczka Bramy” zatraciła tak naprawdę klimat powieści gotyckiej, odczuwalny w pierwszej części. Zastąpiła go za to trudnym romansem, zmuszającym główną bohaterkę do głębszych refleksji nad zmianami, jakie zaszły w jej życiu. Zmienia się przez to także sposób i tempo narracji. Autorka przełamuje ponure, mroczne scenerie na rzecz opisu pięknego, spokojnego Altus. Cały czas jednak przypomina czytelnikowi, że spokój jest tylko pozorny, a nad wszystkim wisi widmo zagłady.

O tym, jak będzie odbierana cała trylogia, zadecyduje tak naprawdę trzeci tom, na który czytelnikom przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Część druga jest przyjemnym czytadłem, które jeszcze bardziej zbliża odbiorcę do poznanych postaci. Nie jest jednak zapadającym w pamięć arcydziełem. Funkcją „Strażniczki…” było zawiązanie akcji, doprowadzenie do momentu, kiedy może ona ruszyć z kopyta, nabierając tempa. Tę rolę druga część cyklu niewątpliwie spełnia.

Ci, którzy z upodobaniem przeczytali „Proroctwo sióstr”, z pewnością sięgną także po „Strażniczkę” – i nie zawiodą się. Powieść tę czyta się lekko, choć miewa cięższe, ponure fragmenty. Należy jednak pamiętać, że druga część cyklu to przede wszystkim zapis wewnętrznej walki bohaterki i jej relacji z innymi ludźmi. A w szczególności jest to historia rozkwitającej, nowej miłości, choć zapewne ostatni tom znów zmieni sposób patrzenia na całość.

Dziękujemy wyd. TELBIT za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.


Recenzja tomu pierwszego.
Recenzja tomu trzeciego.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja