Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nie tak znowu kolorowo – recenzja filmu „Mimzy: mapa czasu”

Miłośnicy familijnych filmów fantasy nie mają ostatnimi czasy powodów do narzekania. Przyzna to każdy, kto choć trochę interesuje się kinem. Nie tak dawno w kinach wyświetlano „Konia Morskiego”, a jeszcze wcześniej „Złoty Kompas” czy „Gwiezdny Pył”, o „Opowieściach z Narnii” nie wspominając. Obrazy te szczęśliwie dotarły do polskich kin. Wiele jest jednak tego typu produkcji, które w rodzimych krajach przynosiły zyski z kinowych seansów, zaś w Polsce nie ukazały się w ogóle, bądź wyłącznie w wersji DVD. Jedną z nich jest „Mimzy: Mapa czasu” w reżyserii Roberta Shaye.

Dwoje rodzeństwa, dziesięcioletni Noah i sześcioletnia Emma, podczas wypoczynku nad morzem znajduje tajemnicze pudełko z zabawkami. Dzieci szybko przekonują się o niezwykłości znaleziska. Wkrótce zyskują inteligencję i zdolności daleko wyprzedzające ich wiek. Jedną z ulubionych zabawek Emmy jest pluszowy króliczek o imieniu Mimzy. Pewnego dnia dziewczynka stwierdza, że Mimzy pochodzi z przyszłości i ma do przekazania niezwykle ważną wiadomość. Kiedy pewnego razu wskutek zabaw Noaha cały stan zostaje pozbawiony prądu, do akcji wkracza FBI.

„Mimzy – Mapa czasu” to jedna z ciekawszych produkcji tego typu, jakie pojawiły się w ostatnim czasie. Łączy w sobie elementy baśni, momentami dość naiwnej i przesadnie cukierkowej, idealnej dla najmłodszego odbiorcy, z prawdziwie emocjonującym fantasy. Jednak i owa fantasy okraszona jest tutaj nutką grozy i przyprawiona odrobiną sensacji. To, co przytrafia się głównym bohaterom, stanowi ziszczenie marzeń niemal każdego współczesnego kilkulatka. Zabawki przemawiające do właścicieli, magiczne kamienie, które raz wprawione w ruch nigdy nie przestają się obracać, a także ekscytujące przygody związane z ucieczką z siedziby FBI – oglądające to dzieciaki z pewnością nie będą się nudzić.

Żeby jednak nie było tak kolorowo, starszy z bohaterów zauważa w pewnym momencie, że znalezione na plaży zabawki mogą być w gruncie rzeczy niebezpieczne. Chociaż dają właścicielom niespotykane możliwości, tkwiące w nich siły są niepoznane i nie sposób ich okiełznać. Rzecz jasna, przyglądając się kolejnym przygodom przytrafiającym się rodzeństwu, nie uświadczymy żadnej grozy czy niepokoju – ale pewnego napięcia i niecierpliwego oczekiwania na rozwój akcji owszem. Dzięki świetnej grze młodych aktorów, Emma i Noah od samego początku oczarowują widza, a ich losy nie pozostają mu obojętne. Nie sposób także zarzucić cokolwiek dorosłym aktorom. Ich gra pozostawia niewiele do życzenia, niemal wszyscy pokazali się od jak najlepszej strony. Dobre wrażenie robi też muzyka. Szereg przyjemnych, miłych dla ucha melodii, idealnie dopasowanych do charakteru filmu stanowi zdecydowanie pozytywnie wpływa na odbiór obrazu.

Obrazek

„Mimzy – Mapa Czasu” to bardzo dobre familijne kino fantasy, które można z czystym sumieniem polecić zarówno młodszym miłośnikom filmu, jak i starszym widzom. To piękna opowieść z morałem, która w zgrabny, choć nienachalny sposób ukazuje, jak ważne jest dbanie o bezpieczeństwo i środowisko, w którym żyjemy. Wszak to od nas zależy, jak będą żyć nasi synowie, córki, wnuki i prawnuki.

Ocena: 4/5

Dyskusja