Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Świetlna podróż – recenzja książki „Światło”

Lektura „Światła” Harrisona to przyjęcie zaproszenia autora i wyruszenie w podróż. Droga jest męcząca, z masą wybojów i momentów obfitujących w wzruszenie. Często dokonywane są postoje na chwile refleksji i zamyślenia. Pewne fragmenty prowadzą czytelnika przez literacki tunel, co utrudnia zrozumienie i orientację. Ostatnie strony rozświetlane przez tytułowe światło, zwiastują koniec ciemności. Z czasem okazuje się, że nie jest ono tak jasne i czyste, jak mogłoby się wydawać.

Towarzystwem w drodze jest trójka bohaterów. Czytelnik poznaje losy Serii Mau i Eda, żyjących w XXIV wieku oraz Micheala Kearneya z roku 2000. Z biegiem wydarzeń wychodzi na jaw, że całą trójkę łączy jedna rzecz – sposób w jaki skończyli. Każdy z nich uciekał przed problemami i w końcu poddał się. Kearney zamienił swe życie w nieustanną ucieczkę z powodu wyimaginowanego potwora – Shrandera. Ed został ćpunem, uzależnionym od tanków (kapsuły z narkotykami), które wypaczają go z resztek człowieczeństwa. Największą cenę przyszło zapłacić Serii, która połączyła swe ciało psychicznie i fizycznie ze statkiem kosmicznym.

Realizm bohaterów sprawia, że ich upadek staje się wyrazisty. Hart ducha nie pozwala im na szybkie poddanie się przeciwnościom losu i buduje pozory walki. Jednak ostateczny upadek tych postaci i towarzysząca mu aura beznadziejności, skłania czytelnika do refleksji. Głowę zaczynają zaprzątać myśli, dotyczące słabości człowieka. Rodzi się pytanie o to, czy technologia i jej możliwości sprawiają, że ludzie szybciej godzą się ze swym losem? Ile trzeba, by ktoś upadł bądź jak wiele można poświęcić dla ratowania innych? Próba odpowiedzi sprawia, że książka pozostawi po sobie trwały ślad w umyśle odbiorcy.

Trzy historie przeplatają się w postaci rozdziałów. Wprowadza to trochę chaosu i gubi czytelnika. Jednak dzięki temu zabiegowi pojawia się zaskoczenie, które, jak światło z końca tunelu, rozjaśnia wszystkie wątki. W każdej opowieści da się zauważyć nadzwyczaj aktywne potrzeby seksualne bohaterów. Ilość zbliżeń jest tak duża, że czytelnik podchodzi do nich bez emocji, a same postacie sprawiają wrażenie uzależnionych. Z czasem da się zauważyć, że stosunki odbywają się mechanicznie, jak gdyby zostały zaprogramowane. Wyjątek stanowi Kearney, który z niewiadomych powodów zaspokaja kobiety wyłącznie dłonią. Można snuć domysły, że ma to związek z jego wyimaginowaną krainą, w której zawsze towarzyszyły mu kuzynki. Seksualność przedstawiona jako jedna z dróg ucieczki, została wyprana z wszelkiego piękna.

Uwagę przykuwa sposób, w jaki prowadzona jest narracja. Całość napisana w trzecioosobowej formie wypada trochę bezpłciowo i monotonnie. Zmiany w perspektywie mogłyby ożywić tekst i zmienić jego odbiór. Kolejną ważną rzeczą jest język, jakim posługuje się autor, opisując potrzeby seksualne bohaterów. Słownictwo i przekaz są bardzo brutalne, jakby zaczerpnięte z rynsztoka. Osoby wrażliwsze mogą czuć się zniesmaczone. Sytuacja ma się inaczej, jeśli chodzi o opisy kosmosu, statków kosmicznych i zagadnień związanych z fizyką. Autor posługuje się słownictwem rzeczowym i prostym, które łatwo kształtuje się w czytelniczej wyobraźni.

„Światło” Harrisona to książka godna polecenia. Dobra historia w ciekawych realiach powinna uprzyjemnić czas wielu czytelnikom. Ponadto każdy znajdzie w niej coś więcej – powód do przemyśleń nad ludzką naturą i słabościami. Choć tytułowe światło może się wydawać się nie tak jasne i czyste, to jednak potrafi oślepić swym blaskiem i na długi czas zapaść w pamięć.

Ocena: 4/5

Dyskusja