Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

I nawet śmierć nas nie rozłączy…

Jakże wiele napisano już o miłości. Jakże często miłość była motywem przewodnim w poezji i prozie. Zazwyczaj była to miłość w pewien sposób nieszczęśliwa, niespełniona, niemożliwa do realizacji. Zdarzała się jednak i ta dobra, odwzajemniona, przepełniona szczęściem kochanków. Nierzadko pojawiały się obrazy, w których dwoje darzących się ogromnym uczuciem ludzi przyrzeka sobie wzajemnie miłość, wierność i uczciwość… i że się nie opuszczą aż do śmierci. Bywało jednak, iż kochankowie rzucali wyzwanie nieuniknionemu, a słowa ich świętej przysięgi stawały się godzącą w porządek rzeczy obietnicą, że nawet śmierć ich nie rozłączy. Ktoś mógłby powiedzieć, że taka miłość nie istnieje, że to zwykła fantazja. Możliwe. Możliwe również, że z tego właśnie powodu podobnego uczucia należy szukać w literaturze fantastycznej. Tu nie liczą się realia, tu ważna jest jedynie miłość.

Robert E. Howard – „Królowa Czarnego Wybrzeża”

Czarne cienie wokół niego krążyły,
Czarne paszcze kły okrutne szczerzyły
I jak deszcz ciekła krew…
Lecz silniejsza ma miłość niźli śmierci zły czar,
Sto otchłani przebyłam i podniosłam się z mar,
By na jego pospieszyć zew…
– Pieśń o Belit

Niewielu zapewne, nawet wśród fantastów, potrafiłoby skojarzyć Roberta E. Howarda z romansem. Autor wielu historii awanturniczych, prekursor heroic fantasy oraz sword & sorcery, jest raczej uznawany za twórcę nastawionego na akcję i męską przygodę odbywającą się w egzotycznej scenerii. Jedynie ci, którzy dobrze poznali twórczość Howarda wiedzą, jak wiele często ukrytych i zupełnie niespodziewanych emocji wplatał w opisywane przez siebie historie.

Kobiety zwykł przedstawiać jako pewnego rodzaju ozdobniki, klejnoty, których główni bohaterowie pożądali, w pogoni za którymi przemierzali wielkie połacie kraju, często przelewając krew w drodze do upragnionego celu. Jednak klejnoty te szybko okazywały się być zwykłymi błyskotkami, czasem wręcz imitacjami szlachetnych kamieni. Bohaterowie porzucali je więc gdzieś w przydrożnych zajazdach lub wymieniali na konia mogącego ponieść ich na spotkanie kolejnej przygody i kolejnych skarbów. Mimo iż schemat ten stosowany był przez Howarda z dużą i w pełni przemyślaną konsekwencją, zdarzały się przypadki, w których decydował się na przedstawienie swoim czytelnikom opowieści, gdzie kobiety były nie tylko piękne, a uczucie łączące je z głównym bohaterem – prawdziwe.

Najlepszym przykładem takiej wyjątkowej historii jest opowiadanie napisane w maju 1934 roku pt. „Królowa Czarnego Wybrzeża”. Opowieść z pozoru banalna, opisująca niesamowite przygody Conana z Cymerii w jego drodze do tronu. Oto bohater, po raz kolejny salwując się ucieczką z miasta, w którym nazbyt dobrze poznano jego gwałtowny charakter oraz siłę ramienia, okrętuje się na statku płynącym wzdłuż Czarnego Wybrzeża. Oto, po kilku dniach rejsu, jego okręt zostaje zaatakowany przez czarnoskórych piratów, którym przewodzi piękna i groźna Belit – Biała Tygrysica, Królowa Czarnego Wybrzeża. Oto dochodzi do strasznej walki, w której ginie cała załoga kupieckiego statku, a sam Conan szykuje się do stoczenia zaciekłej bitwy o życie. I oto na scenę wkracza Belit – cudowna i bezlitosna, którą w owej chwili widzimy jako zwykłą kobietę, zauroczoną przez dzikość oraz ponurą nieustępliwość Barbarzyńcy. W tamtym momencie jasnym staje się, że ci dwoje są niczym dwie strony tej samej monety, a ich spotkanie na zalanym krwią pokładzie statku zapisane było w gwiazdach.

Miłość Conana i Belit odmalowana została przez Roberta E. Howarda w sposób niepowtarzalny. Już pierwsze chwile ich spotkania zwiastują coś znacznie więcej, niż tylko schlebiające czytelniczym gustom, kolejne pochwały kobiecego piękna wraz z obrazami zaspokajanego pożądania głównego bohatera. W scenie, kiedy Conan i Belit kochają się na wojskowym płaszczu rzuconym na zakrwawione deski pokładu, otoczeni przez czarnych, świętujących zwycięstwo piratów, łatwo można dostrzec pewien niesamowity naturalizm. Howard, który tak często w swojej prozie ograniczał miłość do czysto fizycznej fascynacji, w opisywanej scenie przedstawił z jednej strony naturalną esencję pożądania, z drugiej zaś dał jasno do zrozumienia, że tego rodzaju emocje nie tylko nie są czymś płytkim i niewłaściwym, ale jedynym prawdziwym, pozbawionym jakiegokolwiek zafałszowania uczuciem. Owa cielesna dzikość daje początek czemuś, co może mieć miejsce jedynie w świecie, gdzie kochankowie oddają się sobie w pełni i bezinteresownie. Nie bacząc na konsekwencje, nie kalkulując korzyści, po prostu reagują na pierwotny zew natury, która każe im się złączyć w jedno, zgodnie z odwiecznym rytmem świata.

Na trasie łupieżczego szlaku tych dwojga, los postawił wreszcie miasto zapomniane i od wieków omijane przez podróżnych. W drodze do owego miejsca przesyconego grozą i tajemnicą, Belit, leżąc w objęciach kochanka, składa mu przedziwną obietnicę:

Ma miłość silniejsza jest od śmierci. Leżałam zdyszana w twych objęciach, gwałtowne bowiem są nasze pieszczoty; dzierżyłeś, kruszyłeś i zdobywałeś mnie, wysysając mą duszę swymi bolesnymi pocałunkami. Me serce złączone jest z twoim, ma dusza jest częścią twej duszy! Gdybym legła martwa, a tobie przyszło walczyć o życie, z otchłani pospieszyłabym ci na pomoc – tak! Czy duch mój wzlecieć by musiał spod purpurowych żagli na krystalicznych morzach raju, czy wypełznąć z potwornych płomieni Piekieł! Do ciebie należę i żadni bogowie, ze wszystkimi swoimi wiecznościami, mocy nie mają, by nas rozdzielić!

A słowa te wkrótce miały się spełnić. Belit i jej czarnoskórzy piraci giną z ręki starożytnej istoty zamieszkującej dziwne ruiny. Conan, po dotarciu na miejsce kaźni… po wyprawieniu ukochanej pogrzebu godnego największych władczyń świata, szykuje się do ostatniej w swym życiu walki. Z uczuciem szalonej wściekłości, która szybko zmieniła się w zapiekłą, lecz chłodną żądzę mordu, staje u stóp rozpadającej się piramidy, aby pomścić śmierć Belit. W prowadzonej przy świetle bladego księżyca potyczce, odpiera atak bestii kierowanych wolą starożytnej istoty. Tnie, miażdży, a nawet szarpie gołymi rękami ciała przeciwników, aż zostaje tylko on i dziwny, skrzydlaty diabeł od tysiącleci zamieszkujący to miasto. Wówczas jednak los odwrócił się od Conana. Nie pomogła jego siła, upór i dzika wola walki. Potwór stanął nad nim szykując się do zadania ostatecznego ciosu. Nagle, na mgnienie oka, pojawia się ona – Belit. Wróciła z miejsca, w które trafiła jej dusza i niczym biały płomień stanęła między walczącymi. Wydając ostry, przypominający dźwięk zderzających się ostrzy krzyk, całą mocą widmowych ramion uderzyła w nacierającego stwora, w którego oczach po raz pierwszy zagościło przerażenie. Ten jeden moment oddechu, ta jedna chwila bolesnego wspomnienia ukochanej wprawiły barbarzyńcę w obłędny taniec furii, zakończony śmiercią istoty, której dusza, przez całe swe istnienie korodowała w cieniu kopuł starożytnego miasta.

Edgar Allan Poe – „Ligeja”

I jest w tym wola, co nie umiera. Któż zbadał tajemnice woli oraz jej moce? Albowiem Bóg
jest tylko możną wolą, dzięki swemu natężeniu przenikającą wszechrzeczy. Człowiek nie
ustępowałby aniołom i nie podlegałby wcale śmierci, gdyby nie słabość wątłej jego woli.
– Joseph Glanville

Jakże inne przedstawienie potęgi miłości, która jest w stanie pokonać samą śmierć, stanowi opowiadanie „Ligeja”, autorstwa E.A. Poe, opublikowane w 1838 roku. Historia ta, czerpiąca z motywów powieści gotyckiej, jest znacznie mroczniejszym obrazem nieśmiertelnego uczucia, odmalowanego owym niesamowitym językiem, którym z taką łatwością władał Poe.

„Ligeja” to dzieje miłości anonimowego bohatera oraz Lady Ligei – kobiety, którą poznajemy jako istotę więcej niż doskonałą. Autor długo rozwodzi się nad jej urodą oraz przepełnionym spokojem i dobrocią zachowaniem, jednak największy zachwyt budzi w nim niezmierzona wiedza i mądrość Ligei, a także bezgraniczna miłość, którą go obdarzyła. Już samo przedstawienie tej postaci pozwala nam się domyślać, że mamy do czynienia z bytem o niemal nadnaturalnym charakterze. Niestety, nawet tak wspaniała kobieta podlega bezlitosnym prawom istnienia, w których śmierć jest regułą podstawową.

Lady Ligeja umiera po długiej i zaciętej walce, nawet na łożu śmierci nie mogąc pogodzić się z nieuniknionym. Jej wola życia budzi podziw, a smutek wywołany koniecznością opuszczenia ukochanego – prawdziwe wzruszenie. Po jej śmierci bohater noweli popada niemalże w obłęd, z którego budzi się nagle i niespodziewanie, jak gdyby odkrył sposób ugaszenia swego bólu. Zaskakując wszystkich, postanawia ponownie się ożenić, na swą oblubienicę wybierając Lady Rowenę Trevanion z Tremaine. Z przerażającym, chłodnym szyderstwem autor zastanawia się nad decyzją rodziny Lady z Tremaine, która, zaślepiona blaskiem złota, zdecydowała się oddać swą córkę człowiekowi tak dziwnemu i o tak niepokojącym zachowaniu, jak on sam. Małżeństwo to nie trwa długo. Bohater pogrążony we wspomnieniach o ukochanej Ligei, błąka się w narkotycznym widzie bezgłośnie nawołując utraconą miłość. Nie zauważa nawet jak i kiedy jego świeżo poślubiona małżonka zapada ciężko na zdrowiu. Po dwóch miesiącach małżeństwa nadchodzi pierwszy atak choroby. Chwilę później drugi – ostatni. Lady Rowena umiera i wówczas rozpoczyna się niesamowity i jakże przerażający proces odrodzenia Ligei.

Zachowanie bohatera opowiadania, już w momencie nagłego wyrwania się z rozpaczy po śmierci ukochanej, nasuwa niepokojące podejrzenia o działanie z pełnym rozmysłem, choć nie koniecznie w pełni świadome. Autor na drugą żonę obiera sobie kobietę piękną, acz w niczym nie dorównującą Lady Ligei. Jego postępowanie każe przypuszczać, iż Rowena wybrana została nie jako następczyni ukochanej, ale jako ofiara złożona na ołtarzu śmierci, która ma umożliwić powrót Ligei z zaświatów. Nie wiemy jak bohater wpadł na ten diabelski pomysł, nie wiemy nawet, czy faktycznie zdawał sobie sprawę z własnego postępowania. Co więcej, biorąc pod uwagę wcześniejsze opisy owej niesamowitości cechującej jego pierwszą żonę, można domniemywać, że to właśnie ona w jakiś sposób kierowała zachowaniem autora, zaś wydarzenia poprzedzające śmierć Lady Roweny nie pozostawiają złudzeń co do tego, kto tak naprawdę za nimi stoi.

Noc po śmierci Roweny to noc upiorna. Do świtu trwa walka ducha Ligei o przejęcie martwego już ciała drugiej małżonki ukochanego. Przyglądający się temu autor, z chorą fascynacją obserwuje coraz to śmielsze próby animowania zwłok Roweny przez istotę, która była jego jedyną prawdziwą miłością. W końcu, dzięki niezrównanej woli życia, Ligeja przejmuje ciało Lady z Tremain i omotana w pośmiertne giezła staje przed swym ukochanym.

Miłość poza grób

Robert E. Howard w „Królowej Czarnego Wybrzeża” przedstawił przykład miłości, jako uczucia niemal pierwotnego, opartego na pożądaniu i braterstwie dusz. Edgar Allan Poe zobrazował miłość w formie niemal nabożnej czci i przyjaźni wyzutej z wszelkiej cielesności. Conana i Belit połączyła fizyczna żądza i wspólna fascynacje życiem, jakie wiedli. Ligeja wraz ze swym ukochanym spędzała wspólne dni na rozmowach, zgłębianiu wiedzy oraz dzieleniu się każdą kolejną chwilą. Oba opowiadania przedstawiają historię miłości, która potrafiła przezwyciężyć śmierć. W obu przypadkach, te, które odeszły, dzięki sile uczucia i nieujarzmionej woli potrafiły powrócić z zaświatów, by choć na moment znów być ze swymi oblubieńcami. I, mimo że obu autorom posłużyły do tego zupełnie różne przykłady, inne historie przedstawiające przeciwne sobie pragnienia, to łączą je te same uczucia – miłość i wola trwania w niej bez końca.

Dyskusja