Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Liberum Vampirum Killum

czyli Kronika Sposobów y Metod Wszelakich Wampira mających Zgładzić a do Piekła Posłać, w Skrócie Przedstawionych

Temat wampiryzmu był w literaturze eksploatowany na bardzo wiele sposobów. Począwszy od pierwszych wzmianek o nieumarłych istniały spory co do ich pochodzenia i możliwości uśmiercenia. Jedni mówili, że wampira do literatury wprowadził John Polidori, lekarz lorda Byrona. Inni pierwowzoru krwiopijców dopatrywali się już w starożytnych postaciach (obszernie o mitologicznych korzeniach wampiryzmu pisze Paweł Ciećwierz w „Synowie Kaina, córy Lilith… Rzecz o wampirach w fantasy”, wyd. Fantasmagoricon). Tam, gdzie brakowało faktów i wskazówek – pojawiało się miejsce na imaginacje. Niewątpliwie bujnej wyobraźni przypadkowych bajarzy zawdzięczamy co barwniejsze opowieści i smaczniejsze szczegóły dotyczące wampirów. Dlatego też, hołdując zasadzie, że najlepiej uczy się przez zabawę, prezentujemy wyciąg najpopularniejszych sposobów uśmiercania bestii, zebranych z licznych literackich pierwowzorów. O zabijaniu bajdurzy Maciej 'morfin' Przygórzewski, doprawiając czosnkiem krzyże i popijając wodą święconą. Czy jakoś tak.

– Beata 'Wiedźma' Kukiełka

Liberum Vampirum Killum, czyli Kronika Sposobów y Metod Wszelakich Wampira mających Zgładzić a do Piekła Posłać, w Skrócie Przedstawionych.

A więc zamierzasz, drogi czytelniku, wstąpić na pełną chwały oraz niebezpieczeństw drogę i rozpocząć karierę prawdziwego łowcy wampirów? Co więcej, wydaje Ci się zapewne, że wystarczą do tego li tylko szczere chęci i twardy kołek? Nic bardziej mylnego! W każdych innych okolicznościach stanowczo odradzałbym każdemu już samego myślenia o czymś podobnym. Na szczęście jednak los okazał się być dla Ciebie, drogi czytelniku, wielce łaskaw, dzięki czemu w Twe ręce trafił oto ten właśnie błyskawiczny poradnika dla łowców wampirów, którego autorem jestem ja, profesor okultyzmu i doktor wiedzy wszelakiej a wielce tajemnej – Jan van Dzban.

Jak wskazuje tytuł dzieła niniejszego, nie będziemy tu radzić po próżnicy i tracić czasu na niepotrzebne wstępy, przedmowy i inne tego typu pieszczoty grafomana, ale od razu przejdziemy do kwestii, które z pewnością interesują Cię najbardziej. Tak więc, jak miał w zwyczaju mawiać po wejściu do karczmy pewien jednoręki szewc zwany dowcipnie Wiatrakiem– zaczynamy!

Jak zabić wampira.

Wampir, jak każde stworzenie, ma swoje słabości, które profesjonalny łowca winien umieć wykorzystać. Każda z owych słabości prowadzi do odpowiedniej metody, lub metod, które snadnie można użyć w walce z ową potworną kreaturą, na pohybel jej, a ku uciesze i radości ludności miast i wsi, terroryzowanych przez ten diabelski pomiot Belzebuba.

Obrazek

A pierwszą z owych słabości jest wrażliwość na srebro. Każdy łowca wampirów zamiarujący wykorzystać tę skłonność do walki z pijącym krew umarlakiem, ma zasadniczo dwie możliwości. Pierwsza polega na zgromadzenia odpowiedniej ilości srebra, a następnie udaniu się z nim do najgorszej karczmy, względnie zajazdu, jaki znajduje się w okolicy. Tam, jak to zwykle bywa, napotkamy znudzoną i aktualnie bezrobotną grupę poszukiwaczy przygód. Im to właśnie oferujemy całe zebrane przez nas srebro, w zamian za zgładzenie plugawego stwora. Wybrani przez nas bohaterowie zgodzą się z pewnością, zwłaszcza, jeśli obiecamy im wszystkie, zdobyte na tej rycerskiej wyprawie, łupy. Nie jest wprawdzie żadną tajemnica, iż wampiry to zwykle straszne golce nie mające przy sobie nawet miedziaka, a co najwyżej damską bieliznę i zestaw fikuśnie rzeźbionych wykałaczek, niemniej warto użyć tu słowa „łupy” jako wielokrotnie sprawdzonego chwytu marketingowego.

Drugim sposobem wykorzystania omawianej przez nas słabości, jest zebranie odpowiedniej ilości srebra i udania się z nim bezpośrednio do samego krwiopijcy. Wiadomym jest, że potwór, nie potwór, żyć jakoś trzeba, a to niestety… kosztuje. Dlatego też dzięki zgromadzonemu przez nas kruszcowi, możemy złożyć bestii w pełni oficjalną propozycję przyjęcia korzyści majątkowej w zamian za wyświadczenie nam drobnej przysługi. Przysługą ową, jak się zapewne domyślacie, będzie czasowa zmiana miejsca zamieszkania i przeniesienia się w tereny, na które dopiero zamiarujemy się udać. Metoda ta potrafi okazać się naprawdę dochodową, wystarczy tylko obarczyć gromadzeniem srebra miejscową społeczność, a następnie odpalić umówiony procent martwiakowi. W ten sposób, odwiedzając kolejne, zastraszane przez naszego cichego wspólnika, ludzkie sadyby, możemy w szybkim czasie zgromadzić dość funduszy, aby przenieść swój interes o kilka szczebli wyżej i zostać, dajmy na to, pełnoprawnym „łowcą” smoków.

Zanim jednak przystąpimy do korumpowania upatrzonego wampira, musimy upewnić się, czy w jego rolę nie wcielił się aby znany mistrz podstępu, kamuflażu i rozbierania wersalki za pomocą małej siekierki – sam agent Tomek! Jak wynika z podsłuchanej przeze mnie niedawno rozmowy, toczonej przez kilku złodziei w mrocznym i wilgotnym kącie oberży „Pod muchomorem”, najlepszym sposobem na zdemaskowanie zakamuflowanego agenta Tomka, jest zwrócenie się do niego słowami „Ave Donaldus!”. Jeśli wierzyć tym zwyrodniałym przedstawicielom przestępczego półświatka, po ich usłyszeniu prawdziwy agent Tomek dozna nagłego uderzenia krwi, drgawek i toczenia piany oraz chwilowego zeza. Jeśli więc wampir, którego zamierzamy przekonać do współpracy, nie będzie objawiał podobnych rewelacji, możemy śmiało przystępować do procesu korupcyjnego. Są oczywiście tacy, którzy w podobnych przypadkach radzą korzystać z pośrednictwa niejakiego Fryzjera, jednak z tego co jest mi wiadomym, został on niedawno osadzony w bardzo głębokich lochach za próbę ustawienia jednej z ostatnio toczonych wojen.

Obrazek

Drugą z interesujących nas wampirzych ułomności jest woda święcona. Morderczy ów płyn, o ile dobrze zastosowany, potrafi doprowadzić potwora do wielu przykrych dla niego reperkusji z gwałtownym jego zejściem włącznie. A wszystko zasadza się na tym, iż wampiry to niemal bez wyjątku straszne pijusy – alkoholiki, które poza krwią ofiar swych niewinnych, chętnie i bez umiaru raczą się wszelkimi destylatami, często pozyskiwanymi ze składników tak obrzydliwych, że i nie sposób tego opisać. Żadne inne płyny, oprócz wyżej wymienionych, nie są przez martwiaków używane, co daje spore możliwości dla stosowania wody święconej jako okrutnej broni w walce z tą abominacją. A robi się to tak:

Po zlokalizowaniu kwatery tropionego przez nas wampira, zakradamy się do niej w czasie nieobecności gospodarza wraz z przygotowaną zawczasu butelczyną przedniej święconej wody. Odnajdujemy zapasy trunków, jakimi bestia zwykła przepłukiwać gardło po każdym polowaniu i w miejsce mocnego destylatu podmieniamy nasz święty płyn, samemu ukrywając się w ciemnym kącie. Kiedy wampir wróci, niechybnie pierwsze swe kroki skieruje w stronę barku. Znajdując tam przygotowaną przez nas niespodziankę, wleje całą zawartość w swe plugawe trzewia. Ponieważ, jak już wspominałem, wampiry nie stosują nigdy żadnych płynów poza krwią i alkoholem, po kontakcie z wodą martwe ciało wampira wpadnie we wstrząs. Zacznie nagle pluć, charczeć, krztusić się i pokasływać, a następnie chwytając się za gardło, padnie cały na ziemię wstrząsany drgawkami. Jeśli trafimy na wyjątkowo zajadłego alkoholika, możliwym jest, iż potwór zemrze od razu, w innym przypadku i tak będziemy mieć dość czasu aby bez pośpiechu dobić go, i raz na zawsze położyć kres jego krwawej działalności.

Będąc wiernym naukowej ścisłości muszę zaznaczyć, iż nie stwierdzono jak dotąd, czy woda święcona ma tutaj przewagę nad innymi, bezalkoholowymi płynami, czy też wampir równie gwałtownie zareagowałby na, dla przykładu, zupę pomidorową bądź maślankę. Niemniej używanie poświęconej przez kapłana wody nie tylko dodaje splendoru całej sprawie, ale i pozwala łowcy na zyskaniu przychylności Kościoła, co będzie mieć niebagatelne znaczenie, zwłaszcza kiedy przyjdzie do wystawiania rachunku.

Obrazek

Kolejną, trzecią już słabością, jaką możemy wykorzystać w starciu z krwiopijcami, jest ich wrażliwość na światło słoneczne. Jest to sprawa prosta i niejako podwójnie uwarunkowana w zwyczajach, które tworzą prawdziwą naturę tej bestii. Pierwszym z owych zwyczajów, o którym dopiero co tu wspominaliśmy, jest wampirze zamiłowanie do pijaństwa ponad wszelkie pojęcie. Otóż, jak zapewne wielu z Was już się o tym przekonało, a spora liczba naukowców ciągle na nowo zjawisko to poznaje w sposób empiryczny, po długotrwałej popijawie prowadzonej w zaciemnionym miejscu, każde ostre światło, a zwłaszcza światło słoneczne, potrafi wywoływać prawdziwie upiorne reperkusje. Nie inaczej jest i w przypadku martwiaków z tym, że w ich przypadku, wspomniane reperkusje potrafią mieć prawdziwie katastrofalne skutki. Dzieje się tak dlatego, iż potwory owe pijąc całymi dniami i nocami, potrafią całe swe nieumarłe życie spędzić nie oglądając światła dziennego, w związku z czym i efekt nagłego wystawienia ich na działanie promieni słonecznych jest tu wielokrotnie silniejszy.

Drugim powodem, dla którego wampiry unikają słońca jak ogni piekielnych, do których zresztą trafić wszystkie powinny, jest ich troska o zachowanie naturalnie trupio bladej skóry. Karnacja taka zapewnia im stałe uwielbienie ze strony kobiet marzących całe dnie, a zwłaszcza noce, o pięknym, śmiertelnie bladym wampirze, który zakradnie się do niech przez nieprzypadkowo niedomknięte okno w celu zaspokojenia swej nigdy niezaspokojonej chuci.

Jednym z ciekawszych i lepiej znanych sposobów pozbywania się wampira, jest tak zwana „metoda na krzyż”. Nie raz zapewne słyszeliście o tym, jak na widok krzyża świętego potwór ów stawał w ogniu, rozsypywał się w proch czy też po prostu umykał z podwiniętymi kłami. Podobne działanie miałyby mieć także i inne symbole religijne. Jednak moje długoletnie doświadczenie w roli łowcy wampirów wskazuje, iż efekt jaki wywiera na nieumarłego dany symbol religijny, jest co najwyżej wprost proporcjonalny do siły, z jaką mu tym symbolem przydzwonimy w jego nieumarły pysk. Ostatnie wydarzenia wskazały jednak wszystkim łowcom nowy, acz już wypróbowany sposób, w jaki można wykończyć wampira przy pomocy jednego z najpopularniejszych symboli religijnych. Postępować zaś trzeba według danego przepisu:

Obrazek

Przede wszystkim należy odnaleźć i zlokalizować miejsce, gdzie ukrywa się tropiona przez nas bestyja. Następnie, o świcie, kiedy potwór po całonocnej zabawie, spędzonej na podsysaniu Bogu ducha winnych wieśniaków, powróci wreszcie na swoje leże, przed wejściem do jego ponurej krypty ustawiamy wysoki, drewniany krzyż. Reszta, że tak powiem, robi się sama. Już w kilka minut po ustawieniu krzyża zaczną do niego ściągać, z nabożną pieśnią na ustach, małe, pojedyncze grupki mieszkańców z okolicznych wsi i miasteczek, przyciągani niesamowitą siłą tego świętego symbolu. Wśród nich zdecydowaną przewagę mają kobiety, co nie wynika wcale z faktu, jakoby płeć ta miała większą wrażliwość na sprawy wiary, a co najwyżej jasno odzwierciedla jej przewagę liczebną w społeczeństwie. Inna rzecz, że, jak twierdzą niektórzy, panie zwykły cierpieć na nadmiar wolnego czasu, co sprzyja szerzeniu się tego rodzaju inicjatyw. Dość prędko do owych pojedynczych grupek dołączają kolejne. Ciągną zewsząd, z wozami, plecakami, namiotami i kuchniami polowymi. Wyposażeni we własnych kapłanów, służby porządkowe, a także zespoły muzyczne. Błyskawicznie organizują się jako obrońcy wiary i wszelkich symboli religijnych, deklarując obronę swych przekonań aż do końca. Trudno jednak powiedzieć jaki, ewentualnie czyj, koniec mają na myśli. I tak oto powstaje całkiem spore, bardzo wesołe miasteczko namiotowe o mocno religijnym zabarwieniu. Już w tym momencie wampir, pomieszkujący w krypcie, przed którą niecnie ustawiliśmy nasz krzyż, zaczyna mieć wszystkiego serdecznie dosyć. Pozostanie na miejscu skazuje go na cierpienie głodu oraz wysłuchiwanie kolejnych, wielce nabożnych psalmów, intonowanych głosami, które z łatwością przecinają najgrubsze szkło. Wyjście na zewnątrz natomiast, grozi natychmiastowym zakwalifikowaniem go do przeciwników krzyża (całkiem zresztą słusznie) i publiczną egzekucją. A co gorsza, zabawa dopiero się rozkręca, ponieważ zaraz za grupą „obrońców” nadciągają również „przeciwnicy”, czyli barwna i mocno nietrzeźwa hałastra, która z braku innych pomysłów na spędzenie najbliższych dni, tygodni, czy miesięcy, postanawia obalić lub przynajmniej przenieść ustawiony przez nas krzyż w inne, z niewiadomych powodów bardziej nadające się do tego miejsce. Teraz każdy, nawet najbardziej zapiekły łowca wampirów, zaczyna współczuć swej ofierze. Jeśli nawet potwór nie zwariuje w ciągu kilku pierwszych dni trwania tych osobliwych jasełek, czeka go niechybna śmierć głodowa, której towarzyszyć będzie prawdziwa kakofonia przekleństw, wyzwisk, gróźb i pieśni o Bożym miłosierdziu.

Powyższa metoda, mimo iż należy do jednej z najskuteczniejszych, stosowana jest jedynie w nadzwyczajnych okolicznościach, a to ze względu na swoje niezaprzeczalne okrucieństwo.

Kolejna i przedostatnia już z omawianych tutaj, najpopularniejszych wampirzych słabości, to wrażliwość na drewniane kołki. Kołki owe, w zależności od kultury w jakiej są używane, strugane są z różnych gatunków drzewa, stąd też i nie wydaje się, aby jego gatunek miał tu w istocie jakiekolwiek znaczenie. Ważne aby były twarde i ostre. Jedna z bardziej popularnych łowczyń, niejaka Ciotka Magdalena, zwykła mawiać, że nie ważna jest długość, liczy się średnica! Znając jednak legendy, jakie wokół niej krążą, nie mam pewności, czy miała aby w istocie na myśli drewniane kołki. Tak czy inaczej, te drewniane utensylia łowców wampirów, to prawdziwie morderczy oręż w walce z tymi potworami. Przebite nim plugawe monstrum ginie rozsypując się w pył, lub też w najgorszym razie zostaje kompletnie unieruchomione, dając tym samym możliwość na ostateczne rozwiązanie kwestii tropionego wampira. Inna rzecz, że moja wieloletnia praktyka wyraźnie wskazuje na fakt, iż przebodzenie serca dowolnej istoty drewnianym kołem, prowadzi do zaprzestania przez nią jakichkolwiek procesów życiowych, z poruszaniem się włącznie. Jednak mimo podobnych wątpliwości co do magicznych uwarunkowań owego sposobu, jest on szeroko stosowany i ceniony na świecie za swą skuteczność oraz niskie koszta. Faktu tego nie zmienią również żadne pogłoski oraz wydumane teorie, jakoby pierwsi łowcy używali drewnianych kołków jedynie przeciwko wampirom – sodomitom, które dawnymi czasy terroryzowały całe królestwa, przejmując wielką grozą każdego męża i młodzianka w nawiedzanym przez nich kraju. Kołki takie, wbijane głęboko w miejsce wiadome, miały zwalczać pazerność wielką oraz chuć owych potworów i blokować możliwość jej zaspokojenia. Pomysł ten wydaje się jednak niezbyt
trafiony, zwłaszcza, że schwytani przez podobne bestie chłopi, sami traktowani byli przez nie w podobny sposób.

Obrazek

Ostatnim z omawianych przez nas sposobów zwalczania wampirów, jest ich słabość do czosnku. I tu właśnie zachodzi obawa, iż mędrcom opisującym tę metodę, chodziło o wrażliwość wampirów na czosnek, lecz w zupełnie odwrotnym niż to zostało przyjęte, kierunku:

Wieśniacy czosnek w wielkiej obfitości pojedli, a ku większej pewności wieńce sobie czosnkowe na szyjach pozawieszali. Niektórzy, osobliwie niewiasty, całe główki czosnku pozatykali sobie, gdzie jeno mogli. Całe sioło czosnkiem śmierdziało horrendum dumali tedy kmiecie, że w bezpieczności są i że nic im upir uczynić nie zdoła. Wielkie było zasię ich zdumienie, gdy upir, o północku nadleciawszy, nie zląkł się zgoła, jeno śmieć się jął, zębami od uciechy zgrzytać a szydzić. „Dobrze to, wołał, żeście się przyprawili, wnet was żreć będę, a przyprawione mięsiwo więcej mi do smaku. Posólcie się jeszcze a popieprzcie , a i o musztardzie nie zapomnijcie.”

Silvester Bugiardo, Liber Tenebrarum, czyli Xięga Przypadków Straszliwych lecz Prawdziwych, nigdy Nauką nie Explikowanych.

Jak widać, czosnek może okazać się przydatnym w łowach na wampiry dodatkiem, o ile wykorzystany zostanie z umiarem i znajomością rzeczy. W innym przypadku bowiem grozi konsekwencjami opisanymi przez mistrza Bugiardo, któren metody onej ponoć na własnej osobie próbował.

Na zakończenie pozostaje mi jeno podziękować Wam, szanowni adepci cechu łowców wampirów, za skupienie i cierpliwość z jaką odczytywaliście moje serdeczne rady. Życzę Wam wielu zamożnych zleceniodawców i samych słabych, a chorowitych przeciwników. Przyjmijcie też ostatnią już przestrogę: wampiry – sodomici zwykli ponoć mawiać, że kto kołkiem wojuje, od kołka ginie. Baczcie przeto, aby polując na te zwyrodniałe bestie, zawsze mieć ścianę za plecami.

Dyskusja