Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Podróż do serca barbarii – recenzja książki „Dziewiąty Legion”

Imperialny Rzym to temat wdzięczny i szeroki – można włączyć go do niemal każdej konwencji literackiej w taki sposób, by wyszła z tego przyzwoita powieść. Autorzy chętnie po niego sięgają, tym bardziej, iż w wojenną scenerię łatwo wpisać opowieści o bohaterskich czynach, zdradzie i rozdzielonych kochankach. Twórców kusi jednak, by wciąż dokładać do tej niesamowitej scenerii wciąż nowe wątki fabularne, niekiedy na siłę udziwnione. Rosemary Sutcliff ustrzegła się pokusy i stworzyła powieść silnie osadzoną w konwencji realizmu.

Rozpoczynając lekturę „Dziewiątego Legionu” czytelnik nie może oprzeć się wrażeniu, że będzie to kolejna naiwna historia, bazująca częściowo na faktach, okraszonych jednak solidną porcją fantastycznych wtrętów. Tymczasem autorka przewrotnie operuje językiem prostym, naiwnym, który jednocześnie sugeruje niesamowitość zdarzeń. Zderza się to z twardą rzeczywistością świata przedstawionego i okaleczeniem głównego bohatera.

Dziewiąty Legion wyruszył ku mglistym rubieżom północnej Brytanii i więcej go nie widziano. Cztery tysiące żołnierzy przepadło bez wieści, a razem z nimi ich sztandar. Marek, rzymski centurion, postanawia zgłębić tajemnicę zaginionego legionu, którym przed laty dowodził jego ojciec. Udaje się więc na śmiertelnie niebezpieczną wyprawę w nieznane strony, zamieszkane przez wrogie plemiona. Nikt nie spodziewa się, że kiedykolwiek wróci…

Narracja prowadzona jest w sposób ciągły i nieco flegmatyczny. Jednak to, co początkowo zdaje się brakiem literackiego zahartowania autorki, okazuje się największą zaletą powieści. Dostajemy historię niewątpliwie przygodową i opisującą wspaniałe przygody, która jednakże przedstawiona jest w sposób niemal sprawozdawczy i bez fajerwerków. Dzięki temu czytelnik może rozkoszować się leniwą atmosferą obrzeży Imperium i chłonąć atmosferę buntu, która jest niczym zgnilizna, powoli tocząca zarażony organizm. Jeszcze gołym okiem jej nie widać, wciąż życie płynie swoim torem, a jednak drobne symptomy zdradzają jej obecność.

Rosemary Sutcliff nie ucieka się do rozbudowanych opisów rzeczywistości doby Imperium Rzymskiego. Wszystkie szczegóły opowiedziane są mimochodem. Tworzą one tło, a nie motor napędowy historii. Na pierwszy plan nieodmiennie wysuwają się bohaterowie wraz z ich przeżyciami, wspomnieniami i tęsknotami. W powieści postacie są wprawdzie jednowymiarowe, ale niepozbawione osobowości. Dobrzy pozostają dobrymi, zaś nawet tych, będących w opozycji do głównych bohaterów, nie da się nazwać „czarnymi charakterami”.

„Dziewiąty Legion” to także opowieść o zdradzie, co niejako koliduje ze wspomnianym determinizmem w opisie bohaterów. Należy jednak podkreślić, że autorka, ukazując motywy kolejnych postaci, właściwie je usprawiedliwia. Wskazuje na wierność innym wartościom, będącym pierwotnymi w stosunku do tych, które zostają zdradzone. Nie sposób więc sympatyzować jednoznacznie z głównymi bohaterami i odsądzać od czci i wiary wszystkich ich przeciwników.

Książka reklamowana jest przez wydawcę jako powieść dla młodzieży. Jest to poniekąd uzasadnione, jako że wytrawny czytelnik może znudzić się do pewnego stopnia przewidywalnością fabuły. Z drugiej jednak strony, opowieść ta wcale nie traci na uroku przez sam ten tylko fakt, że od pewnego momentu nie zaskakuje. Wręcz przeciwnie – można się wtedy swobodnie rozkoszować duszną atmosferą barbarii.

Należy także podkreślić, że „Dziewiąty Legion” hołduje starym zasadom pisania powieści młodzieżowych i oprócz akcji zawiera także swoiste przesłania. Nade wszystko wskazuje na wartość prawdziwej przyjaźni i potrzebę dostrzegania w innym człowieku nie tylko zewnętrznej powłoki. Szczególnie pięknym jest opis wypuszczenia oswojonego wilka do lasu – jeśli wróci, to będzie wierny. Jeśli zaś poczuje zew natury – należy to uszanować. Ta prosta scena mówi czytelnikowi o wiele więcej o naturze wszystkich stworzeń niż nachalne moralizatorstwo.

Odpowiadając na pytanie, dla kogo jest to powieść, warto zaznaczyć, że właściwie każdy powinien znaleźć w niej odrobinę przyjemności. Z pewnością jednak mniejszym upodobaniem twórczość Rosemary Sutcliff obdarzą miłośnicy wartkiej akcji, choć okładka książki może sugerować coś wprost przeciwnego. Zasadniczo jednak jest to opowieść dla wielbicieli klasycznych powieści przygodowych, bez nadmiernego fantazjowania, za to z konsekwentnie posuwającą się fabułą i wyrazistym klimatem.

Dziękujemy wyd. TELBIT za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja