Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Psze pani bo to on zaczął – recenzja komiksu „Titeuf. Moi najlepsi komple”

Małe dzieci często zadają setki pytań typu: „Po co? Dlaczego? Czemu?”. Mali chłopcy są w swej dociekliwości znacznie gorsi. „Czy skoro tata łysieje, mogę mu klejem przykleić włosy?” albo „Co to jest ta prostata co dziadkowi wypadła?” – Takie między innymi wątpliwości dręczą dziesięcioletniego Titeufa.

Chłopak ma rodziców, siostrę i dziadków. Chodzi jak wszystkie dzieci w jego wieku do szkoły. No i ma też kolegów. To właśnie im poświęcony jest najnowszy tomik jego przygód, zatytułowany zresztą „Moi najlepsi kumple”.

Przygody Titeufa to tak naprawdę jednostronicowe stripy. Większość z nich nie jest połączona ze sobą tematycznie czy fabularnie. Istnieje jednak kilka wspólnych elementów jak motyw przeprowadzki czy zmiana nauczyciela. Ale to drobiazgi, które nie odciągają nas w żaden sposób od głównego założenia komiksu, polegającego na tym, że każda kartka ma być osobnym żartem.

Dowcipy wymyślone przez scenarzystę, Zepa, są lekkie i niewymuszone, a pointa wynikająca z historyjek jest zazwyczaj niezwykle trafna. Nic w tym dziwnego, zarówno tytułowy bohater, jak i jego koledzy, nie znają znaczenia określenia „temat tabu”. W swej dociekliwości są bezkompromisowi. Z tego powodu wyciągane przez nich wnioski czasami wydają się absurdalne, ale przez to bliższe prawdy niż zawstydzeni rodzice są w stanie przyznać.

Autor scenariusza doskonale potrafi wczuć się w sposób myślenia dziesięciolatka. Sprawy błahe i często nieistotne dla dorosłych mogą urosnąć w oczach chłopca do rangi prawdziwej tragedii. I odwrotnie, tematy ciężkie w oczach Titeufa mogą okazać się zupełnie trywialne. Dla przykładu można tu przytoczyć taką oto scenę. Na wieść o śmierci ojca jednego z kolegów bohater zaczął się zastanawiać czy zmarły, który jest w niebie, nie spadnie im przypadkiem na głowy. W końcu był dość tęgi.

Zep przygotował też rysunki do swoich scenariuszy. W końcu, kto lepiej niż autor scenariusza przedstawi wizualizację opowieści? Lineart jest oszczędny, a sylwetki postaci wykreowano w zasadzie za pomocą samych konturów, bez wdawania się w zbędny realizm czy szczegółowość. Zresztą nie oto chodzi. Typowe dla dowcipnych stripów ma być przerysowanie pewnych elementów anatomii. Tu powinny sie znaleźć olbrzymie głowy, nieproporcjonalne nosy czy uszy. Koledzy Titeufa przedstawiają zresztą różne archetypy, z którymi zapewne sami mieliśmy okazję się spotkać: grubasa, kujona, klasową piękność.

„Titeuf” w swej najnowszej odsłonie to doskonały sposób na wyrwanie się z codziennej rutyny i powagi. Dzięki niemu znowu spojrzymy na świat oczami dziecka. To nada nam nowej perspektywy i być może ułatwi wyciągnięcie lepszych wniosków. Na pewno jednak po lekturze będziemy patrzeć z szerszym uśmiechem na nasze otoczenie.

Dyskusja