Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Czarny Łabędź”

Black Swan

Wielka gala w Sali Kodak Theater, w tym roku przypada na 27 lutego. To już niedługo, krytycy oraz fani obstawiają swoje typy, ale jedno dzieło, jedna rola, z pewnością będzie czarnym koniem zawodów, chociaż bardziej pasuje tu stwierdzenie, że będzie „Czarnym Łabędziem”. Najnowsze dzieło autora „Requiem dla snu” wzbudza wiele emocji, ale światło reflektorów najmocniej bije dla odtwórczyni głównej roli – Natalie Portman.

„Czarny Łabędź” to ciekawy film, bardzo frapujący, chociaż sama fabuła jest dość skąpa i możnaby ją streścić dosłownie w dwóch zdaniach. Znany reżyser Thomas Leroy (sugestywny Vincent Cassel), postanawia odświeżyć klasyk baletowy Czajkowskiego „Jezioro Łabędzie” i szuka do tej roli najbardziej odpowiadającej kandydatki. Spośród kilkudziesięciu utalentowanych tancerek ostatecznie wybiera Ninę (wspaniała, nagrodzona już za tą rolę Złotym Globem Natalie Portman), która staje się jego nową muzą. Jednak by w pełni przygotować się do wymagającej roli, Nina musi przejść transformację: z cichej, zakompleksionej dziewczyny, w dojrzałą, pełną wdzięku i świadomą swej seksualności kobietę.

Ta dość prosta i w zasadzie zgrana historia, którą najprościej mógłbym porównać do przemiany słabego chłopca w silnego wojownika rodem z karate-filmów z Van Dammem, jest tłem do ukazania bardzo mrocznego świata, w którym ukrywa się młoda tancerka. Nina jest mistrzynią w balecie, jest doskonała technicznie, wszystkie figury wykonuje perfekcyjnie, ale brak jej zdolności do przekazywania uczuć i emocji widzom. Thomas stwierdza, że jest w jakiś sposób niepełna, wybrakowana i aby olśnić w dniu premiery, musi bardzo ciężko nad sobą pracować. Jest jednak pewien problem, matka dziewczyny ogranicza ją, atmosfera panująca w domu jest napięta, wręcz nie do zniesienia. Widzimy jak Nina zagłębia się w tańcu, aby uniknąć trudnych spotkań z rodzicem, miota się, boi, zaczyna się okaleczać, głodzi się – tak jakby chciała się za coś ukarać, lub wręcz przeciwnie – zwrócić na siebie uwagę. Interpretacji tych zachowań jest kilka, ale do tego najlepiej dojść samemu, ja swojej nie zdradzę. Sytuacja nagle zmienia się w momencie otrzymania roli, co zbiega się z przyjazdem do szkoły Lily (Mila Kunis). Nowa koleżanka rozbudza w Ninie fantazje seksualne, co w połączeniu z bardzo przystojnym i otwartym Thomasem, chorobliwym dręczeniem przez matkę, doprowadza do kulminacji – zmiany białego, niewinnego łabędzia w czarnego. Transformacja jest bardzo trudna i kosztowna, a postępujący proces zmienia całkowicie nie tylko psychikę i charakter dziewczyny. Rola całkowicie odmienia jej życie.

Darren Aronofsky przyzwyczaił nas już, że każdy jego film to wielka artystyczna uczta. Nie inaczej jest tym razem, reżyser w mistrzowski sposób buduje napięcie, dramatyzm potęgowany przez genialną muzykę ulubionego wirtuoza Clinta Mansella, dodatkowo podbijany przez grę świateł, montaż, realistyczne efekty – daje taką mieszankę, że o filmie trudno jest zapomnieć. Podwyższone ciśnienie podczas seansu gwarantowane, a pamiętajmy, że jakby nie patrzeć, „Czarny Łabędź” to film o balecie. Trzeba być wielkim człowiekiem, aby z takiej tematyki zrobić dzieło oscarowe. Zdecydowanie warto!

Ocena: 4/5

Dyskusja