Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Polowanie na czarownice”

Pośród wielu kart historii, w różnoraki sposób przedstawianych i interpretowanych na wielkim ekranie przez hollywoodzkich twórców, ciągle znajdują się takie, w których drzemie znaczny, niewykorzystany potencjał. Jedną z nich jest tematyka inkwizycji, procesów o czary i polowania na czarownice. Chociaż motyw ten od dziesięcioleci pasjonuje historyków i literatów, to w kinie gości wyjątkowo rzadko. Dlatego kiedy zapowiadano premierę „Polowania na czarownice”, wydawało się, że koło nowego filmu Dominica Seny nie będzie można przejść obojętnie.

Bohaterami są dwaj krzyżowcy, którzy z bitwy na bitwę zaczynają mieć wątpliwości w kwestii moralności swoich czynów. Jeden z nich, Behmen, rezygnuje z udziału w krucjacie, gdy dociera do niego ogrom zła, jakiego się w niej dopuścił. Dezerteruje i namawia do tego również swojego przyjaciela – Felsona. Usiłując wrócić do Europy, rycerze zostają jednak schwytani, lecz władze kościelne postanawiają dać im szansę na rehabilitację. Podczas gdy w okolicy szerzy się zaraza, Behmen i Felson mają przetransportować odpowiedzialną za pomór czarownicę. Celem wędrówki jest położony w górach klasztor. Podróż najeżona jest niebezpieczeństwami, ale tylko tamtejsi mnisi znają rytuały, które pozwolą na unicestwienie czarownicy i uwolnienie kraju od zarazy.

Brzmi ciekawie, prawda? I rzeczywiście, oglądając film trudno się nudzić. Wygląda to tak, jakby twórcy unikali dłużyzn jak ognia, starając się nieustannie utrzymywać widza w zainteresowaniu. I chociaż udało im się to osiągnąć, to wnikając głębiej w film – chociażby w jego warstwę fabularną czy zgodność z historycznymi realiami – natknąć się można na znaczną liczbę rażących błędów, które chociaż nie uprzykrzają seansu, to z pewnością zwrócą uwagę bardziej wymagających widzów.

Przede wszystkim przyczepiłbym się do faktu, iż zarówno idee wypraw krzyżowych, jak i polowań na czarownice, zostały przez twórców bardzo spłycone. Z pierwszych scen wynika, iż były one efektem wyłącznie zaborczości Kościoła, który w swoich działaniach sprzeniewierzał się głoszonym przez siebie wartościom. Przykre to tym bardziej, że u widzów, którzy nie znają dobrze historii, może to budować fałszywe stereotypy. Na szczęście ów skrajnie stronniczy wydźwięk przestaje kłuć po oczach z chwilą, gdy na dobre zawiązuje się akcja. „Polowanie na czarownice” to przede wszystkim film drogi. Bohaterowie, których mamy okazję oglądać niemal przez cały czas, wyłączając sceny otwierające i kończące film, znajdują się w podróży. Jak już zostało jednak powiedziane, trudno narzekać tu na monotonię, z racji różnorodności wyzwań, jakim krzyżowcy muszą stawić czoła po drodze. Nawet jeśli cierpi na tym fabuła – wszak całość sprowadza się do przejścia bohaterów z punktu A do punktu B, gdzie ma się odbyć finałowe starcie – to widz poszukujący w filmie czystej rozrywki, z pewnością nie będzie zawiedziony.

Detale takie jak białe niczym śnieg zęby bohaterów, bądź nieprzystające do epoki elementy architektury, należy twórcom wybaczyć. To jest Hollywood, a powszechnie znany jest dystans, z jakim amerykańscy twórcy podchodzą do historycznych szczegółów, tworząc filmy zahaczające o dzieje Europy.

Obrazek

Oprócz wspomnianych wpadek, film ma jednak wiele atutów. Jednym z nich jest miła dla ucha, nastrojowa muzyka, która przez niemal całą projekcję towarzyszy widzowi, umilając seans. Innym elementem są piękne zdjęcia i urzekające krajobrazy, które po prostu cieszą oczy. Ostatecznie, mimo pewnych niedociągnięć, twórcom udało się stworzyć dość przekonujący obraz epoki. Jeśli przymknie się oko na pewne detale, to na niemal dwie godziny można znaleźć się w innym świecie, oddalonym od otaczającej nas rzeczywistości o niemal siedemset lat.

Warto też powiedzieć kilka słów na temat obsady. Niewątpliwie jej głównym punktem jest Nicolas Cage, który wcielił się w rolę głównego bohatera. Jego udział w „Polowaniu na czarownice” nie powinien przynieść mu jednak nowych laurów. Cage gra na odpowiednim dla siebie, niezłym poziomie, lecz w niczym nie zaskakuje. Przyjemnie ogląda się też Rona Perlmana, któremu w udziale przypadła rola Felsona. Do odtworzenia potężnego, lubującego się w siłowych rozwiązaniach krzyżowca pasował nie tylko z racji umiejętności aktorskich, ale i warunków fizycznych. Perlman to zdecydowanie jeden z lepszych punktów obsady. Nie wolno jednak pominąć Claire Foy i jej roli czarownicy. Obdarzona specyficzną urodą, świetnie oddała postać Anny, przez długi czas pozostawiając widza w niepewności, co do faktycznej winy odgrywanej przez nią bohaterki.

Jest jednak coś, czego w tej rozrywce bardzo brakuje. To tytułowe polowania na czarownice. Prawdziwe czarownice pojawiają się jedynie na początku seansu, a po ich egzekucji otwierającej film można mieć nadzieję, że dalsze losy bohaterów toczyć się będą właśnie wokół tej tematyki. Nic bardziej mylnego. Prawdziwych wiedźm jest tu jak na lekarstwo, a kwestie takie jak polowania, tudzież działalność organów odpowiedzialnych w epoce za zwalczanie herezji, zostały właściwie całkowicie pominięte. Zdaje się, że to właśnie będzie głównym źródłem niedosytu dla widzów, których na wizytę w kinie skusi chwytliwy tytuł.

Ocena „Polowania na czarownice” nie jest łatwa. Z jednej strony mamy tu do czynienia z niezłym obrazem, dostarczającym niewyszukanej, lecz przyjemnej rozrywki. Z drugiej zaś, wymagający widzowie mogą wyjść z kina z uczuciem niedosytu, a nawet rozczarowania. Dużo tu akcji i nieoczekiwanych jej zwrotów, ale mało czarownic. Klimat epoki został nieźle oddany, ale wnikliwy widz-historyk odnajdzie całą masę nieścisłości. Dlatego mogę ten film polecić, i to z czystym sumieniem – jednak głównie tym, którzy szukają miłej dla zmysłów rozrywki ze średniowieczem w tle.

Ocena: 3/5

Dyskusja