Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Pora Mroku”

Nie można powiedzieć, by polska kinematografia nie miała się czym poszczycić, jeśli chodzi o horror. Starsi widzowie i koneserzy gatunku z pewnością mają w pamięci chociażby świetne „Medium” w reżyserii Jacka Koprowicza, czy niemniej ciekawy „Lokis – Rękopis profesora Wittembacha” Janusza Majewskiego. Faktem jest jednak, że mimo pewnych perełek, polscy miłośnicy kina grozy nie są rozpieszczani przez rodzimych twórców. Trudno się zatem dziwić nadziejom, jakie rozbudzała przed premierą „Pora mroku”.

Czwórka przyjaciół – dwie dziewczyny i dwóch chłopaków – wybiera się do starej, opuszczonej, śląskiej fabryki. Przed rokiem zaginął tam brat jednej z dziewcząt. Młodzi ludzie próbują rozwiłać zagadkę jego zniknięcia. Gdy docierają na miejsce, spotykają się z chłodnym przyjęciem. Niezrażeni dziwnym zachowaniem okolicznych mieszkańców, postanawiają kontynuować ekspedycję. W miarę postępu wyprawy, odkrywa się przed nimi straszliwa prawda. W podziemiach fabryki ideowi spadkobiercy nazistów przeprowadzają okrutne eksperymenty na ludziach – im zaś przypada w udziale rola królików doświadczalnych.
Jakkolwiek interesująco nie przedstawia się ów skrót fabuły, uczciwość każe zaznaczyć już na początku – „Pora mroku” w reżyserii Grzegorza Kuczeriszki to bardzo słaby film. Po raz kolejny zapały polskich horrormaniaków zostały brutalnie ostudzone, podobnie, jak kilka lat temu miało to miejsce przy okazji premiery „Legendy” Mariusza Pujszo. Obraz, jaki polskiemu widzowi zgotował Kuczeriszka, to – nie licząc kilku zaledwie atutów – dobry przykład na to, jak nie powinno się robić horrorów.

Przede wszystkim, w „Porze mroku” trudno o jakąkolwiek więź między bohaterami, a widzem. Zwykle jakoś tak się dzieje, nawet przy słabszych produkcjach, że już po kwadransie czy dwóch wiadomo, jakie postacie oglądamy na ekranie, w mniejszym lub większym stopniu zaczynamy się z nimi utożsamiać, a przynajmniej jestesmy świadkami, w jaki sposób ich losy zawiązują się z fabułą. W filmie Kuczeriszki zdecydowanie tego brakuje. Najpierw widzimy czwórkę młodzieży w wieku studenckim, sprawiających wrażenie, jakby z zadowoleniem udawali się na urozmaiconą seksem i trawką wycieczkę – a przecież z opisu dystrybutora wynikało, że mają szukać czyjegoś brata? Potem jesteśmy świadkami, jak doborowej ekipie jednego ze śląskich poprawczaków funduje się turnus resocjalizacyjny w zakładzie dla obłąkanych. Gdzieś w tle pojawia się podstarzały mężczyzna mamroczący coś po niemiecku. Wszystko to zdaje się nie mieć ze sobą żadnego związku, a kiedy wreszcie scenarzyści decydują się na wyjaśnienie najbardziej palących fabularnych kwestii, widz przekonuje się, jak bardzo grubymi nićmi szyta jest opowiadana tu historia. Chaos goni chaos, całkowicie brakuje miejsca na jakiekolwiek uporządkowanie fabuły – choćby tylko w celu wyjaśnienia widzowi, o co tu tak naprawdę chodzi. Znużony, czeka na to niemal przez godzinę, ale gdy już to następuje, karmi się go naciąganymi wyjaśnieniami eksperymentów, jakie mają dokonywać się w fabryce, zdolnymi przekonać chyba tylko najbardziej naiwnych kinomaniaków.

Równie fatalnie jak scenariusz prezentuje się gra aktorów. Niestety, blado wypadają nawet ci członkowie obsady, którym w innych produkcjach zdarzało się popisywać aktorskim talentem. Znani z dobrych ról w „Czasie honoru” Karolina Gorczyca i Jakub Wesołowski w „Porze mroku” są do bólu przeciętni. Ogromny zawód sprawia także Jan Wieczorkowski. Sztucznie grający, jest cieniem tego aktora, którego widzowie mogli przed kilkoma laty oglądać w „Fali zbrodni”. Niczym nie wybija się też Paulina Maciąg, choć faktem jest, że scenariusz nie dał jej większego pola do popisu. Jedynym pozytywnym akcentem wśród aktorstwa jest Natalia Rybicka. Na tle reszty obsady wyróżnia się w sposób szczególny, przekonująco i wiarygodnie wcielając się w Karolinę – dziewczynę z poprawczaka, która nagle zdaje sobie sprawę, co faktycznie ma miejsce w podziemiach psychiatryka. Nie licząc Rybickiej, zadowalająco radzi sobie Paweł Tomaszewski, przed którym stało bodaj najtrudniejsze zadanie. Na szczęście rola psychopaty – Zolo – nie okazała się ponad jego siły.

Beznadziejny scenariusz, nienajlepsza gra aktorów, brak czarnego charakteru z prawdziwego zdarzenia, nijaka oprawa dźwiękowa… czy jest coś, co „Porę mroku” w jakikolwiek sposób ratuje? Na szczęście tak. Jest kilka elementów, które sprawiają, że filmu Kuczeriszki nie wolno przypisać do najniższej ligi horrorów. Między innymi klimat. Buduje go jednak wyłącznie oprawa wizualna. Grzegorz Kuczeriszka, ten sam człowiek, którego przerosło stworzenie własnej produkcji filmowej, udowadnia swoją klasę jako osoba odpowiedzialna za zdjęcia. To im właśnie „Pora mroku” zawdzięcza resztki mrocznego nastroju, tak skutecznie niszczonego przez kiepski scenariusz i niemniej słabe aktorstwo. Gdyby nie tak liczne wady i niedociągnięcia, być może ów mroczny nastrój byłby bardziej odczuwalny i pozwolił na bardziej przychylne spojrzenie na całokształt filmu.

„Pora mroku” to kolejne podejście polskiego twórcy do kina grozy. Niestety, tym razem się nie powiodło. Film Grzegorza Kuczeriszki nie tylko nie jest w stanie zaoferować widzowi strachu, ale i nawet przyzwoicie opowiedzianej historii. Bardzo rozczarowuje także aktorstwo. W „Porze mroku” tkwił spory potencjał, jednak nie został odpowiednio wykorzystany. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że niepowodzenie reżysera nie odstraszy rodzimych twórców od podejmowania kolejnych przedsięwzięć w dziedzinie kina grozy. Film Kuczeriszki polecić można tymczasem jedynie w charakterze ciekawostki, w oczekiwaniu na inną, wartościową i dobrze nakręconą polską produkcję spod znaku horroru.

Ocena: 2/5

Dyskusja