Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Science Fiction, Fantasy i Horror, nr 64 – recenzja książki „SFFiH nr 64 – magazyn”

Mamy luty. Kalendarzowo już blisko końca zimy, ale temperatury wciąż niskie. Na samą myśl o tym, by wyjść z domu, robi się nieprzyjemnie. Czasem zresztą wyzwaniem okazuje się wygrzebanie się spod cieplutkiej kołdry. Gdybyż chociaż śnieg był – przynajmniej byłoby ładnie. Za oknem jednak chmury, szarzyzna i smutnawi, smętni ludzie, snujący się po ulicach. Gdzieś jednak trzeba zaspokajać potrzeby estetyczne, artystyczne i czysto rozrywkowe. Na szczęście można sobie zrobić ciepłą herbatę i usiąść wygodnie w miękkim fotelu, a potem zatopić się w lekturze najnowszego numeru Science Fiction, Fantasy i Horror.

Wstępniak nie zaczyna się jednak lekko i przyjemnie. Rafał Dębski na poważnie komentuje skrajne podejścia różnych ludzi, wywołane książką „Złote Żniwa” Jana Tomasza Grossa. Pierwsze opowiadanie jest utrzymane w nieco lżejszym tonie – mamy tu trochę zwiewnej poetyckości – ale autorka pozostaje w sprawach poważnych. Transcendencja, to, co po śmierci, to trudne tematy. Łatwo można się na nich potknąć. W „Dotknąć nieba” Magdalena Kubasiewicz zaliczyła niestety glebę. Upadek nie jest bolesny – chociażby dlatego, że tekst czyta się dobrze – ale jednak się zdarzył. Opowiadanie przedstawia historię dziewczyny, która, choć powinna, nie umarła. Zawieszona między życiem, a śmiercią, musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nawarstwienie wątków rozmywa tu jednak temat opowiadania. Ponadto tekst wpada w banał i zamiast odrobiny refleksji dostajemy zakończenie, które nie daje żadnych odpowiedzi, za to poddaje w wątpliwość celowość samej opowieści. Autorka szybko się jednak podniesie – wskazuje na to pomysłowe wykorzystanie motywu aniołów i umiejętność budowania nastroju.

Kolejny tekst, „Kanał 12” Stefana Wróbla, opisuje Pierwszy Kontakt ludzkości z obcymi. Nie będzie to jednak typowe „przybywamy w pokoju”, ani tym bardziej „zostaniecie zniszczeni”. Fizycznie spotkania z kosmitami tu nie ma – jest za to kontakt radiowy. Okazuje się, że przechwycony na ziemi sygnał to zwykły program telewizyjny. Kanał 12 prędko staje się prawdziwym hitem i konsumpcyjne, przesycone popkulturą społeczeństwo zaczyna przejmować zwyczaje podobnych do nas kosmitów. Mało tego, Ziemianie wykorzystują genetykę, by upodobnić się do swoich sąsiadów (sygnał pochodzi z gwiazdy Wolf 359) i „montują” sobie skrzela, pozwalające oddychać wodorem. Telewizyjna papka obcych daje jednak tragiczny efekt, gdy zafascynowani nimi ludzie zapominają zupełnie o starych wartościach. Koniec – łatwy do przewidzenia – to atomowa zagłada, bynajmniej nie z rąk obcych. Wróbel przestrzega w ten sposób przed ślepym podążaniem za telewizją, hołubieniem jej i traktowaniem jak wyroczni czy nowego bożka. I byłaby to niezła przypowiastka, gdyby nie umieszczenie akcji w najbliższej przyszłości. Zastanawiające jest, jak często zakładamy, że za kilkanaście-kilkadziesiąt lat, ludzkość będzie zhomogenizowana i zglobalizowana do tego stopnia, że wszelkie podziały będą niemożliwe. I to właśnie ta socjologiczna naiwność i spłycenie problemu, spowodowane osadzeniem akcji w roku 2025, wpływają na wiarygodność tej historii, odciągając od głównego wątku. Szkoda również, że autor nie pokusił się o ciekawsze zakończenie, np. umieszczając Ziemian w roli agresorów, mających położyć kres herezji niewiernych, odstępców od prawdziwej wiary na Wolfie 359. Mocniej by również korespondowało z felietonem Andrzeja Pilipiuka, którego główną tezą jest to, że ksenofobiczni Ziemianie nie dorośli jeszcze do kontaktu z obcymi.

Trzecie opowiadanie numeru to „Po staremu” Pawła Ciećwierza. Pojawia się w nim, znany już niektórym, Brighella – facet od mokrej roboty, nie stroniący od narkotyków, alkoholu i pięknych kobiet, a do tego nekromanta. Tym razem nasz antybohater zostanie wplątany w sprawę kradzieży klejnotów, należących do szefa rosyjskiej mafii. Z początku akcja rozwija się powoli, ale rekompensuje to dynamiczne zakończenie. Solidny warsztat i dobra narracja to także niewątpliwe atuty tego tekstu. Brak mu jednak czegoś takiego, co naprawdę mocno, pomimo wszystkich zalet, zapisałoby się w pamięci czytelnika, choć jest przesycony mroczną i duszną atmosferą. Można również mieć wątpliwości, czy wątki fantastyczne są tu wystarczająco mocno zarysowane i czy tekst mógłby się bez nich obyć.

Lżejszy charakter ma za to tekst Agnieszki Hałas, „Po stronie mroku”. Tekst przedstawia śledztwo dwójki bohaterów, Sandre Veland i Wernera Markoffa, śmiertelnikach, będących na usługach piekielnej społeczności. Demony, jak to często w fantastyce (i nie tylko w niej) bywa, nie mogą sobie poradzić bez pomocy ludzi. Przedstawiony w opowiadaniu koncept jest mało oryginalny, ale trzeba podkreślić, że wykreowany tu świat jest żywy i ma ciekawy charakter. I to nawet mimo nawiązań do Miłośnicy fantasy powinni być zadowoleni.

Dla miłośników science fiction jest za to następna pozycja. „Widma pośród gwiazd” Witolda Dworakowskiego to najdłuższy tekst numeru i jeden z najmocniejszych jego punktów. Są tu co prawda mniejsze czy większe uproszczenia i tekst jest bardziej fiction niż science, można się również doszukiwać nieścisłości – wkradła się np. wzmianka o tym, że ludzkość rozpoczęła kolonizację kosmosu u schyłku dwudziestego pierwszego milenium, tymczasem akcja dzieje się w drugiej połowie dwudziestego czwartego wieku – ale nie wpływa to w żadnym stopniu na przyjemność z czytania. Dobrze by było, by w SFFiH pojawiło się więcej tego typu tekstów. Fabuła przenosi nas w odległe zakątki kosmosu. Za bohaterów mamy dwójkę debrisowców, Dexmore’a i Karinę Wulf, poszukiwaczy informacji i cennych materiałów na opuszczonych stacjach kosmicznych, wrakach statków, itp. Intratne zlecenie, jakie ostatnio otrzymali, okazuje się jednak bardziej niebezpieczne, niż się na początku wydawało. Ciekawie zbudowana intryga, tajemnica skrywana we wnętrznościach tajemniczej bazy kosmitów, dobrze dawkowane elementy rodem z horrorów czy thrillerów, sprawiają, że historia ta jest pełna napięcia i wciąga. Warto zwrócić uwagę na to, że Dworakowski wykorzystuje ciekawy pomysł, który rzadko się pojawia w science-fiction. Kosmiczne wędrówki i przemierzanie próżni musi zaowocować legendami i historiami opowiadanymi przez pilotów. W „Widmie pośród gwiazd” mamy kosmiczny odpowiednik Latającego Holendra. Aż dziw bierze, że podobny motyw nie jest częściej wykorzystywany przez pisarzy.

Wokół legendy zbudowane jest także ostatnie opowiadanie numeru, „Pani Pierwszego Brzasku”, Przemka Hytrosia. Zamiast w otchłanie międzygalaktycznej pustki, przenosi nas ono jednak w dużo bliższą nam przestrzeń. Miejscem akcji są nasze, rodzime Tatry i w ten sposób objawia się jedna z pasji autora. Ta pasja jest tu widoczna w każdym słowie. Widać, że dla Hytroś ma do tematu osobisty stosunek, ale ważniejsze jest to, iż potrafi przedstawić temat atrakcyjnie nawet dla osób sporadycznie zapuszczających się w górskie rejony. I to pomimo braku rozbudowanych opisów przyrody. Tekst jest pełen uczuciowości, poetyckości, ale nie ckliwej i płaczliwej, lecz nieco smutnej i refleksyjnej. Zarazem hołubi to, co w chodzeniu po górach jest najwspanialsze – wolność, poczucie swobody, piękno krajobrazu. I aż szkoda, że to, co jest tematem opowiadania czeka gdzieś tam daleko, a my siedzimy dziś w domu, wtuleni w fotel i czytamy SFFiH.

Oczywiście, jeśli opowiadanie Hytrosia nas nie zachwyci, wciąż pozostają jednak dwa felietony. Oprócz wspomnianego Pilipiuka, są tu bowiem teksty Dariusza Domagalskiego o traktowaniu kobiet w przeszłości oraz Jarosława Grzędowicza o filmie „Moon”. Do tego dostajemy – jak zwykle – recenzje książek, gry i filmu oraz wywiad. I tu znowu pojawia się nazwisko twórcy Wędrowycza, który opowiada o swej najnowszej powieści – „Wampirze z M-3” Jest więc co czytać. Trzeba przyznać, że lutowy numer magazynu nie zawiera jakiegoś szczególnie mocnego tekstu, ale jest zróżnicowany i zawiera opowiadania na dobrym poziomie. Być może brakuje tu jedynie horroru.

Dyskusja