Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Stulecia z duchem – recenzja komiksu „Star Wars: Wektor. Tom 2”

Jedną z najbardziej oczekiwanych pozycji na rynku komiksowym na samym początku 2011 roku był z pewnością drugi tom „Wektora”. Jest on zakończeniem crossoveru czyli historii spinającej klamrą kompozycyjną różne serie, do tej pory niezależne od siebie. W I tomie czytelnikom przyszło poznać realia „Rycerzy Starej Republiki” i „Mrocznych Czasów”. W części drugiej zobaczymy za to bohaterów serii „Rebelia” i „Dziedzictwo”.

Elementem łączącym epoki świata Star Wars, oddalone od siebie o setki, a nawet tysiące lat, jest amulet Muura i osoba jego strażniczki Celeste Morne. Jak dowiadujemy się w pierwszych dwóch tytułach, Celeste wzięła na siebie brzemię strzeżenia amuletu, aby nie wpadł w niepowołane ręce. Artefakt dysponuje bowiem straszliwą mocą przemiany większości istot inteligentnych w bezmózgie bestie absolutnie posłuszne właścicielowi Amuletu. Ta specyficzna broń jest o tyle straszliwsza, że tkwi w niej tak naprawdę duch samego Muura, który tylko myśli o tym, by przejąć kontrolę nad odpowiednio silnym nosicielem złowrogiej biżuterii i wykorzystać go do własnych celów.
Celeste przetrwała tysiąclecia. Oparła się nawet samemu Darth Vaderowi, jak pamiętamy z pierwszej części. Pozostawiona przez niego, toczyła samotne życie na odludnym księżycu. Mroczny Lord przypomniał sobie jednak o niej, ale już nie jako o potencjalnym uczniu. Teraz chce użyć jej i amuletu jako broni przeciwko Rebelii. Tuż po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci podstępem zwabia swoich przeciwników w miejsce, gdzie ukrywa się Celeste. Oczywiście w grupie poszukiwawczej przeciwnicy Imperium wysyłają nie kogo innego jak początkującego Jedi i bohatera galaktyki – Luke’a Skywalkera.

Akcja „Rebelii” czyli pierwszej części „Wektora 2” została wykreowana przez Roba Williamsa. W jego scenariuszu spotkamy postacie znane nie tylko z filmowej trylogii, ale i takie które miały okazję zabłysnąć w innych komiksach Star Wars. Także w tych, które ukazały się w Polsce. Należą do nich między innymi Aable – stary żołnierz-klon, który opowiedział się po stronie Rebelii w komiksie „”Generał” Skywalker” czy chociażby młodą i niedoświadczoną Deenę Shan, której losy, przedstawione w komiksie „Rebelia: Drobne Zwycięstwa”, poprzedzają historię z Talizmanem Muura.

Opowieść tę trudno zaklasyfikować jako porywającą czy szczególnie epicką. Luke dopiero od niedawna włada mieczem świetlnym, a Han i Leia dopiero zaczynają się do siebie zbliżać. Jest to raczej konsekwentna próba przedstawienia losów Celeste Morne na tle innych ważnych dla galaktyki wydarzeń. Dla Rebelii czy Imperium nie będzie miało to jednak większego znaczenia, skoro i tak wiemy jak potoczy się akcja piątego, filmowego epizodu. Nie będzie więc chyba zbytnim spoilerem to, że ginie tu wspomniany już klon Aable. W końcu nie uświadczyliśmy jego obecności w „Imperium Kontratakuje”, a jest to jedyna godna uwagi scena o wartościach kluczowych dla serii „Rebelia”.

Jeżeli wziąć pod uwagę stronę graficzną komiksu to do prac Dustina Weave większych zastrzeżeń mieć nie można. Jego prace nie powinny rozczarować nikogo, zwłaszcza tych, którzy umiłowali sobie klasyczną kreskę komiksową. Prace wykonane są estetycznie, w sposób przejrzysty i klarowny. Pierwszoplanowe postacie z filmów są narysowane w bardzo przekonujący i realistyczny sposób, także twarze znane nam z filmów przypominają swoje oryginały.
Do jednych z najciekawszych pod względem plastycznym scen należy niewątpliwie ta, której artysta poświęcił aż całą stronę. Nieświadomy zagrożenia Luke wycofuje się, mając za plecami gotową do ciosu Celeste Morne. Ta z kolei wysłuchuje złośliwych podszeptów ducha Mrocznego Lorda uwięzionego w talizmanie. Widać jak na dłoni ile pracy i wysiłku zostało włożone w wykreowanie tego kadru ponieważ detale i szczegóły zostały przedstawione w sposób bardzo staranny. Zarówno faktura ubrań, jak i elementy tła, są narysowane z tą samą starannością co twarze bohaterów.

Równej staranności nie można odmówić pozostałym rysunkom. Nawet w scenach pełnych dynamizmu, gdzie tło zostaje rozmazane (a takich w „Rebelii” nie brakuje) plastyk bardzo dobrze wykonał swoją pracę.
Druga część tego albumu to znana i lubiana w Polsce kontynuacja serii „Dziedzictwo”, która rozgrywa się ponad sto trzydzieści lat po ostatnim filmowym epizodzie. Jak łatwo się domyśleć Celeste Morne przez przekleństwo amuletu obdarzona jest nie tylko destruktywną mocą przemiany ludzi w Rakgule, ale także nienaturalnie długim życiem. O ile w pierwszej części „Wektora” mogłoby się wydawać, że to jej więzienie w postaci specjalnego sarkofagu pozwoliło przetrwać tysiąclecia, to tu okazuje się, że przeżyła dzięki Amuletowi.

Strażniczka Jedi, mimo że uwolniona z samotnego księżyca zdecydowała się stronić od istot żyjących, by nie dać sadystycznemu duchowi Muura ani grama satysfakcji z przemian kolejnych ludzi oraz by nie dać mu możliwości przeniesienia swej mocy na znacznie potężniejszych niż ona nosicieli.

W scenariuszu Johna Ostrandera, jak łatwo się domyśleć, spotyka ona w końcu nie kogo innego jak potomka Luke’a imieniem Cade. I teraz wreszcie wątek amuletu będzie miał kluczowe znaczenie dla rozwoju fabuły i serii „Dziedzictwo”. Cade odkrywa Celeste w trakcie własnej, ważnej misji i ta może mu pomóc w jej wykonaniu. Chodzi o uśmiercenie kolejnego Sitha zasiadającego u szczytu władzy: Dartha Krayta.

Nietrudno zgadywać, że i ta część „Dziedzictwa”, jak wcześniejsze i inne prace tego scenarzysty, okaże się porywającą i wciągającą lekturą. Autor zadbał o szereg nietuzinkowych rozwiązań i nagłych zwrotów akcji, co sprawia, że wykreowana przezeń historia jest niezwykle oryginalna i wciągająca. Nie brakuje intryg i wątków, które wprowadzą w osłupienie większość z nas. A fabuła w tej części serii obróci się naprawdę o trzysta sześćdziesiąt stopni. I to nie jeden raz.

Gdy wspomina się nazwisko wspomnianego scenarzysty, nie sposób pomyśleć wręcz o innej osobie odpowiadającej za rysunki jak o Jan Duursemie. Jej prace jak zawsze pełne są dopracowanych szczegółów zarówno w zbliżeniach jak i w pełni zakomponowanych kadrach. A te ujęte są w sposób bardzo ciekawy, prace wydają się bardzo przestrzenne dzięki prawidłowemu operowaniu światłocieniem i balansowaniem odcieniami kolorów. Prace przykuwają także uwagę czytelnika ciekawymi efektami świetlnymi: wszystkie rozbłyski i wystrzały, mimo że stworzone tradycyjnymi metodami za pomocą tuszu stają się bardzo realistyczne. Podobnie jak twarze bohaterów – te utrzymane są w klasycznym komiksowym stylu, ale bez zbędnych przerysowań i przejaskrawień, które nacechowały większość amerykańskich albumów. Na twarzach bohaterów bardzo obrazowo malują się wszystkie emocje od skrajnego bólu po agresję i gniew.

Powyżej wspomniane elementy bardzo dobrze obrazuje ilustracja, gdzie Mroczny Lord Sithów, Darth Krayt, skupia wszystkie swoje moce, by porazić błyskawicami swych przeciwników w postaci Rakguli. Ich sylwetki, mimo odmiennej niż u ludzi fizjonomiim wykrzywione są grymasami cierpienia.

Drugi tom „Wektora” w świetle powyższych słów na pewno nie rozczaruje nikogo jeżeli chodzi o stronę artystyczną. Podobnie powinno być też z finałem historii o Amulecie Muura. Chociaż w „Rebelii” wątek Talizmanu może wydawać się wkomponowany nieco na siłę, to w kończącym tę opowieść „Dziedzictwie” finisz jest naprawdę zachwycający. Miejmy nadzieję, że kiedyś powstaną nowe, równie udane crossovery osadzone w uniwersum świata Gwiezdnych Wojen.

Dyskusja