Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Tło też może być ciekawe – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 2/2011”

W lutowym Star Wars Komiks znajdziemy – jak zaznacza we wstępie Jacek Drewnowski – przygody postaci z drugiego i trzeciego planu filmowych trylogii. Nie oznacza to jednak, że czytelnik dostaje mało emocjonujące historie – wręcz przeciwnie. Choć w numerze są tylko dwie opowieści, dostarczą one sporo wrażeń.

Pierwszy komiks to jeden z zeszytów cyklu Star Wars Republic. Opowieść – w oryginale Double Blind, w tłumaczeniu Ślepa Próba – skupia się na jednej z najbardziej charyzmatycznych i mrocznych postaci uniwersum Gwiezdnych Wojen – na Quinlanie Vosie. To oznacza, iż akcja przeniesie czytelnika do okresu Wojen Klonów. Fabuła ukazuje Vosa jako szpiega, podwójnego agenta, który działa na rzecz Jedi i Sithów. Tylko czy zaangażowanie Quinlana nie jest czasem zbyt duże? Czy bohater nie przeszedł na stronę wroga? Mistrz Kolar zostaje wysłany, by doprowadzić Vosa przed oblicze Rady. Niepokorny Jedi nie da się jednak łatwo okiełznać.

Scenariusz, którego autorem jest John Ostrander, jest pełen zwrotów akcji. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się oczywiste, wcale takim nie jest w rzeczywistości. Tu jedna intryga nakłada się na drugą, a całość wieszczy koniec Jedi, bo w starciu oszustów, to Sithowie stoją na zwycięskiej pozycji. Jedyną szansą zwolenników jasnej strony mocy jest podjęcie gry i próba pokonania przeciwnika od środka. Ślepa Próba jest kolejnym komiksem, który ukazuje jak trudnych wyborów muszą dokonywać Jedi, i jak wiele ryzykują. Przede wszystkim mamy tu jednak kolejny fragment historii Quinlana Vosa. Epizod ten jest istotnym elementem jego życiorysu. I choćby dlatego fan Star Wars powinien sięgnąć po tę opowieść.

Trzeba podkreślić, że komiks jest wizualnie doskonały. W kadrach pulsują emocje. Gniew, strach, niepokój, determinacja, miłość – to wszystko tu jest i, odpowiednio wymieszane, daje piorunujący efekt. Bez umiejętnie dobranej, przyduszonej kolorystyki, bez odpowiedniego kadrowania, często skupiającego się na twarzach i sylwetkach bohaterów, bez realistycznej kreski, dynamicznej kompozycji i wspaniałej gry światłocieniem, scenariusz nie byłby tak intensywny. Napięcie nie byłoby tak silnie wyrażone. W tym komiksie widać kunszt artystki (rysuje jak zwykle Jan Duursema) i jej pomocników, Dana Parsonsa (tusz) i Joego Wayne’a (kolory).

Ślepa Próba ma jednak jedną, drobną wadę – to część większej całości. Komiks jest wyrwany z kontekstu. Nie oznacza to, że nie można się dobrze bawić czytając go, ale u nowego czytelnika – nie śledzącego historii Vosa – może on nie wywołać aż tak dużego wrażenia. Takiego problemu nie ma jeśli chodzi o drugi komiks numeru. Tu mamy do czynienia z opowieścią z cyklu Star Wars Tales. Jest ona jednak uznawana za kanoniczną. Nie ma tu zresztą takich elementów, które mogłyby podważać wiarygodność komiksu – żadnych dziwacznych stworów, przedmiotów, a fabuła w najmniejszym stopniu nie koliduje z wydarzeniami z filmowej trylogii.

Komandosi Landa: Na orlich skrzydłach ukazuje jedno z pobocznych wydarzeń. Ian Edginton, scenarzysta komiksu, stawia przed Landem Carlissianem wyzwanie. Ma on pomóc w schwytaniu piratów napadających na statki Republiki. Po zwycięstwie nad Imperium musi ona zadbać o swoją wiarygodność i udowodnić, że potrafi ochronić swych obywateli i że pilnuje szlaków handlowych. Lando tworzy więc ekipę, której zadaniem będzie rozwiązanie problemu. Scenariusz jest prosty i mało oryginalny. To prawda. Na szczęście poprowadzony został dość sprawnie, więc choć wiadomo, iż nie mamy do czynienia z wybitną opowieścią, jako rozrywka Komandosi nieźle się sprawdzają.

Nie każdy przejdzie jednak do porządku dziennego nad rysunkami. Carlos Meglia ukazuje tła, wnętrza i pojazdy dość realistycznie i szczegółowo. Gdy przychodzi jednak do postaci, osoby, które krzywiły się na widok filmu Star Wars: Wojny Klonów, tu mogą jęczeć jeszcze mocniej. Tak twarze, jak i sylwetki, są tu mocno karykaturalne, kanciaste. Wyglądają jak ciosane z drewna. Pełno tu spiczastych nosów i podbródków, wyolbrzymionych oczu, rąk, stóp (jak w aparacie z obiektywem szerokokątnym). Podkreśla to kadrowanie i ukazywanie postaci z nietypowych kątów. O dziwno, taki sposób rysownia sprawia, że historia (mimo iż przeciętna) wyróżnia się spośród wielu jej podobnych. Dzięki niemu dobrze odzwierciedlono tu emocje. Na swój sposób jest to interesujące i te groteskowe obrazki jednak mogą się podobać.

Być może w lutowym numerze Star Wars Komiks nie ma Vadera, Imperatora, Hana Solo czy Luke’a Skywalkera. Nie szkodzi. Nie są oni potrzebni. Quinlan i Lando wystarczą w zupełności do tego, by cieszyć się z niesamowitej magii świata Gwiezdnych Wojen. Obydwie historie są satysfakcjonujące i powinny spodobać się miłośnikom Star Wars, choć to „Ślepa Próba” jest daniem głównym.

Dyskusja