Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czas wyobraźni

Od początków swego istnienia literatura przechodzi nieustanny cykl, naprzemiennie spychający ją w objęcia klasycznego realizmu lub podszytego fantastyką romantyzmu. Po epoce światłej starożytności, nastały Wieki Średnie wraz z ich balladami, romansami rycerskimi i opowieściami o wielkiej, często niespełnionej miłości. Dalej mieliśmy renesans, czyli „odrodzenie sztuk i nauk”, oraz sprzeciwiający mu się barok z całą swoją religijnością, mistycyzmem i „egzystencjalnym niepokojem”. Cykl ten trwał przez kolejne wieki, okresy literackie, aż dotarł do czasów dzisiejszych… czasów, które zgodnie z niezachwianym i odwiecznym rytmem przemian kulturowych, staną się epoką panowania fantastyki.

Od Młodej Polski do polskiej fantastyki.

Aby wykazać zasadność tej tezy, jak i podkreślić jej nieuchronność, należałoby się przyjrzeć dokładnie ostatnim dwóm wiekom historii literatury, a więc XX i obecnemu – XXI. Na przełomie XIX i XX wieku, tak w Polsce, jak i na całym świecie panowały niepodzielnie: modernizm, dekadentyzm, neoromantyzm, a także inne style składające się na nurt określany u nas mianem Młodej Polski (analogicznie do Młodych Niemiec lub Młodej Skandynawii). Nurt ten, początkowo zdominowany przez modernizm, wywodzący się z oświeceniowej koncepcji racjonalizmu oraz idei postępu, z czasem zawładnięty został przez style w rodzaju wieszczącego „upadek świata” dekadentyzmu, pozazmysłowego symbolizmu, czy przerażonego jałowością i duchową pustką współczesności ekspresjonizmu. Po epoce „Młodego Świata” nastało „rozchwiane” XX – lecie międzywojenne, które zwłaszcza w Polsce, powoli zmieniało się z euforycznego optymizmu wynikającego z końca Wielkiej Wojny i odzyskania niepodległości, w narastające poczucie kryzysu i pesymizmu skutkujące rozwojem literatury katastroficznej, której przepowiednie częściowo spełniły się wraz z nastaniem roku ’39. Po zupełnie rozbitej i zdominowanej przez jedno tylko wydarzenie, literaturze okresu II wojny światowej, nastała epoka równie rozbitej i nie mniej zdominowanej, literatury współczesnej. W Polsce owym dominantem był PRL, który starał się wpływać, a nawet zwyczajnie kontrolować, rodzaj oraz ilość publikowanych tytułów.

Jednak bez względu na warunki determinujące rzeczywistość po II wojnie światowej, „głównemu nurtowi” literatury tego okresu znacznie bliżej było do pozytywistycznych ideałów, a dokładniej socjalistycznych wariacji na jego temat, niż do mistycznego i ezoterycznego romantyzmu. Sytuacja ta, z różnym natężeniem trwała do roku 1990, kiedy to warunki zaczęła dyktować, wprowadzana nieśmiało, gospodarka rynkowa. Wraz z zachodzącymi zmianami społeczno – kulturowymi, można było zaobserwować powolne odsuwanie literatury tzw. „mainstreamu”, na dalszy plan i zastępowanie jej przez pogardzaną dotąd fantastykę. I tak oto nasza „planeta literatury” przeszła w kolejną fazę obiegu po orbicie historii. Po czasach socrealizmu i pragmatycznego kapitalizmu, ludzkość znów ucieka w romantyzm, a dokładniej, w tworzącą go fantastykę.

Stoimy więc u progu nowej epoki, która zgodnie z istniejącym od zawsze rytmem, przepojona będzie mistyką, niesamowitością oraz magią, ale również nauką i techniką, a zwłaszcza wszelkimi, na poły fantastycznymi hipotezami ich rozwoju ze szczególnym naciskiem na wynikające z tego konsekwencje. Ktoś mógłby jednak słusznie zauważyć, że trudno mówić tu o początku czegoś, co tak naprawdę istnieje już od bardzo dawna. Fantastyka nie powstała wczoraj, ani nawet w minionej dekadzie. Fantastyka już w formie samodzielnego gatunku literackiego, funkcjonowała z powodzeniem na początku XX wieku, a jej korzenie sięgają bezpośrednio do początków osiemnastego stulecia. Wszystko to jest prawdą, jednak w rzeczywistości argumenty te służą jedynie poparciu tezy, iż prawdziwa epoka fantastyki, dopiero się rozpoczyna.

„Idzie nowe”

Fantastyka jako taka, w przeróżnych kształtach i formach istnieje od czasów, kiedy ludzie nauczyli się korzystać z wyobraźni. W literaturze pojawiała się regularnie wraz z każdą, bazującą na niej epoką, aby na pewien czas zdominować kulturę, sztukę, a przede wszystkim sposób bycia ludzi żyjących w danym okresie. I tak jak wszystkie epoki w literaturze, tak i te oparte na różnych aspektach fantastyki nie pojawiały się nagle i bez zapowiedzi. Pierwsze oznaki nadciągającej nowej epoki, która zogniskowana będzie na fantastyce w nieznanym dotąd stopniu, pojawiły się na przełomie XIX i XX wieku. Ludzie tacy jak H.G. Wells, Lord Dunsany, H.P. Lovecraft, R.E. Howard, czy ostatni z wielkich prekursorów – J.R.R. Tolkien, byli nie tylko ojcami gatunku, ale i wieszczami ogłaszającymi nadciągający tryumf potęgi wyobraźni. Należy również zwrócić uwagę na fakt, że zarówno wymienieni autorzy, jak i całe rzecze zainspirowanych ich twórczością pisarzy, funkcjonowali poza „głównym nurtem” literatury swoich czasów. Fantastyka, którą się zajmowali, nie znalazła uznania w oczach przedwojennego dekadentyzmu, symbolizmu czy następującego po nich katastrofizmu. Tym bardziej nie dziwi fakt, iż pochłonięci polityką oraz samymi sobą, twórcy „mainstreamu” literatury współczesnej, gatunek ten traktowali co najwyżej z łaskawym przymrużeniem oka, uznając zarówno science fiction, jak i fantasy za tanią rozrywkę dla niewymagającego pospólstwa. W ten sposób fantastyka, ciągle funkcjonująca poza „literackimi salonami”, dotarła do czasów nam współczesnych i dopiero z końcem lat 90 – tych XX wieku, zaczęła przejmować rolę wiodącą w literaturze, wpływając i przekształcając dawny „główny nurt” na swoje podobieństwo. Wystarczy dzisiaj tylko spojrzeć na półki księgarń. Ludzie, którzy w połowie lat 80 – tych zachwycali się każdą kolejną pozycją mającą w sobie najmniejszy nawet pierwiastek fantastyki, zapewne ze śmiechem niedowierzania przyjęliby wówczas słowa opisujące sytuację na rok 2011. Obecnie bowiem, oprócz czystej gatunkowo fantastyki opartej na kanonach s-f, fantasy, czy horroru, mam ciągle zwiększającą się liczbę tytułów mieszających ją z wszystkimi możliwymi „składnikami”. Fantastyka historyczna, fantasy & romance, cała masa fantastyki młodzieżowej, jak i tej, przeznaczonej dla wyraźnie starszych czytelników, wszystko to stanowi dopiero zapowiedź, nie zaś, jak niektórzy twierdzą, kulminację, czasu fantastyki.

A skąd ta pewność i przekonanie o nadciągającym tryumfie „potęgi wyobraźni”? Każda kolejna epoka literacka rodziła się z pewnej filozofii charakteryzującej dane pokolenia, a wynikającej bezpośrednio z realiów tamtej ery. Za każdym razem kiedy ludzie czuli się zagubieni i zmęczeni otaczającą ich rzeczywistością, przytłoczeni następującymi po sobie wydarzeniami, które nieustannie chwiały wszelkimi wartościami, uciekali do świata wierzeń, mitów, mistycyzmu, nierzadko i samej magii, aby tam odnaleźć spokój oraz równowagę chroniącą przed obłędem. Czasem dochodziły do tego również mroczne wizje przyszłości, obrazujące konsekwencje, jakie czekają świat, jeśli nadal będzie podążał tą samą drogą. Wszystkie te czynniki, oraz ich pokłosie, możemy obserwować na bieżąco. Materializm, hedonizm i zabijający w nas potrzebę piękna pragmatyzm, wywołują nawarstwiające się zmęczenie rzeczywistością i ucieczkę do świata fantastyki. Poczucie zagubienia i lęku wywoływanego przez niespotykane dotąd tempo rozwoju nauki, techniki oraz przemiany polityczne są jednymi z głównych podstaw dla katastroficznych wizji tak często przedstawianych przez literaturę science fiction. Łącząc ze sobą wszystkie przesłanki i opierając je o wiedzę na temat historii literatury, można dojść do jednego tylko, wielokrotnie już tu powtarzanego wniosku – oto rozpoczyna się właśnie nowa epoka w dziejach literatury, która być może sprawi, że tegoroczni maturzyści piszący pracę poświęconą literaturze fantastycznej, już za kilkanaście lat będą jednymi z pierwszych wykładowców zajmujących się teorią oraz gatunkami fantastyki, kształcąc na poważanych uczelniach kolejne pokolenie wychowane w „potędze wyobraźni.”

P.S.

W początkach epoki romantyzmu trwały nieustanne, ideologiczne walki pomiędzy młodymi romantykami, a „starymi” klasykami. Tamta sytuacje do złudzenia przypomina polskie lata 90-te, kiedy to w najlepsze trwał spór pomiędzy przedstawicielami „głównego nurtu”, a coraz śmielej upominającymi się o swoje fantastami. Ślady owej batalii do dziś znaleźć można w pochodzących z tamtego okresu publikacjach prasowych, zwłaszcza zaś w felietonach i recenzjach. Dziś wiemy już, kto wyszedł z tego zwycięsko, a kto zepchnięty został na „dolne półki”. Teraz pozostaje jedynie przypomnieć naszym własnym „klasykom” słowa, które w 1820 roku Adam Mickiewicz skierował do przedstawicieli ówczesnego „mainstreamu”. Z pozdrowieniami od wszystkich fantastów:

Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy…

Dyskusja