Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pięć przyzwoitych opowieści – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 3/2011”

Chewie wraca – ta informacja z pewnością ucieszy wielu fanów gwiezdnowojennych komiksów. W marcowym numerze Star Wars Komiks można jednak przeczytać nie tylko o nim. Znalazło się tu aż pięć opowieści, z których trzy opowiadają o futrzastym towarzyszu Hana Solo. Oprócz tego dostajemy również młodego Skywalkera i Aurrę Sing z początków kariery.

Magazyn otwierają wspomnienia o Chewiem. To kontynuacja opowieści znanych polskim czytelnikom z czerwcowego numeru magazynu z zeszłego roku. Po śmierci Chewbacki roboty C-3PO i R2-D2 zbierają kolejne historie osób, które zetknęły się z najsłynniejszym Wookie galaktyki. Pierwszy zostaje przepytany Ssoh, trandoshański łowca niewolników. Dla niego spotkanie z Chewiem nie było niczym przyjemnym. No ale cóż innego mógł liczyć łowca niewolników? Na pewno nie na wdzięczność Wookiech. Ssoh jest jednak szczęściarzem – przeżył spotkanie z Chewbacką i może o nim opowiadać. Komiks zilustrowała Jan Duursema. Choć nieco karykaturalne, rysunki mają mroczny feeling i dynamikę typową dla twórczości tej artystki.

Druga opowieść należy do łowczyni nagród, Mali Mali. Dziewczyna, zdradzona przez swych towarzyszy i poparzona ogniem z dysz własnego statku, została uratowana przez Chewbackę. Gdyby spotkali się w innych okolicznościach, Wookie pewnie musiałby salwować się ucieczką. Chewie, wrażliwy na cudze cierpienie, pomaga jej jednak lecząc rany. Warto przy tym zwrócić uwagę na pewną niekonsekwencję rysownika. W komiksie widzimy jak Mala Mala zostaje potraktowana ogniem z dysz. Całe jej ciało zostaje dotkliwie poparzone, mimo to ubranie pozostaje niemalże nienaruszone. Takich drobnych i dziwnych motywów jest w komiksie więcej.

Za przykład może posłużyć chociażby scena z kolejnej opowieści, w której Chewie bez konieczności korzystania z kombinezonu przebywa w przestrzeni kosmicznej. Widocznie futro Wookiech jest wystarczającą ochroną przed zimnem kosmicznej pustki. Ciekawe czy dlatego jest ono takie cenne? Żarty jednak na bok, błędy i nielogiczności nie są przecież tym, co w gwiezdnowojennych historiach ma największe znaczenie dla fanów. Ponadto, trzecia historia wraca do kwestii niewolnictwa, a to poważny temat. Uwięzionymi po raz kolejny są porwani mieszkańcy Kashyyka. Chewbacca i tym razem znajdzie sposób na ich uratowanie. Komiks jest jednak ciekawy z dwóch względów. Opowieść Tvrrdko, ojca znanego nam już Tojjewuka, daje nam wgląd w zwyczaje Wookiech i pokazuje jakie zaskakujące konsekwencje miało postępowanie Chewiego. Drugi powód jest znacznie bardziej interesujący – historia przedstawia pierwsze spotkanie sympatycznego futrzaka z Hanem Solo. Szkoda tylko, że scena ta jest mało wiarygodna – tłumaczenie przyszłego łowcy nagród (tu jest on jeszcze członkiem floty Imperium), iż nie kopie on leżącego i dlatego nie zgładzi Wookiego trudno uznać za rozsądne wytłumaczenie. Dziwnie wygląda też ostatnia wspólna scena obu bohaterów, w której Solo sprawia wrażenie, iż drapie Chewiego pod szyją – jak psa.

Powyższy problem wynika z tego, że wszystkie trzy historie są dość lapidarne. Wrzucają czytelnika od razu w sam środek akcji, bez rozbudowanych wprowadzeń. Jest tak nie tylko na poziomie fabularnym, ale i wizualnym. To działa na ich niekorzyść. Te krótkie epizody są przy tym jak fotografie – pokazują Chewbackę w konkretnej sytuacji i dają świadectwo jego czynom. Towarzysz Hana Solo jest na nich ukazany jako postać wyjątkowa. Nie był, jak inne Wookie, zaślepiony honorem. Mądrość i dobre serce wyróżniały go spośród przedstawicieli swojej rasy. Dobrze, że możemy o tym przeczytać. Trudno jednak wczuć się w przedstawiane sytuacje. To trochę tak, jak w czasie pokazu zdjęć znajomych z wakacji. Wiemy, że musiało być fajnie, ale nas tam nie było i fotki nie wzbudzają tyle emocji, ile oczekiwaliby ich autorzy.

Wydaje się jednak, że najciekawsze wciąż przed nami. Wydawca obiecuje do końca roku opublikować dwa pozostałe zeszyty miniserii Star Wars: Chewbacca. Zobaczymy w nich kolejne relacje, tym razem osób najbliższych Wookiemu m.in. Lei, Luke’a i Hana Solo. Jest więc na co czekać.

Kolejny komiks nosi tytuł Pieśń Aurry i – pod względem scenariusza – zasługuje na miano najciekawszej opowieści numeru. Mamy tu niezły zwrot akcji, poznajemy także kilka szczegółów dotyczących przeszłości i szkolenia znanej z Mrocznego Widma łowczyni nagród. Dowiadujemy się, co wyróżnia Aurrę na tle innych przedstawicieli tego zawodu. Wszystko to ukazane przy interesującym kadrowaniu, choć postacie są nieco przerysowane (ta lekka, komiksowa kreska to element wspólny wszystkich opowieści w numerze). Przerysowania mają tu jednak swój urok. Na dodatek, oprócz nich, w zasadzie nie za bardzo jest się do czego doczepić w tej historii.

Magazyn zamyka opowieść o nastoletnich Luke’u Skywalkerze i Biggsie Darklighterze. Spadająca gwiazda pokazuje obu chłopców w chwili, gdy próbują wybrać się na wycieczkę poza Tatooine. Cel: pobliski księżyc. Dla Luke’a ma to być pierwsza podróż w kosmos, spełnienie marzeń. Oczywiście nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Młody Skywalker jest jednak na miejscu i, jak to ma w zwyczaju, szybko wyjdzie z opresji… w sumie nawet zbyt szybko.

Komiks jest nieco chaotyczny, a historia nazbyt ściśnięta i w paru momentach operująca zbyt dużymi skrótami narracyjnymi. Razi schematyzm i jasno widać, że komiks jest robiony pod publiczkę. Ma być znany bohater, ma być przygoda i trochę akcji, więc fani Skywalkera będą w siódmym niebie. Także po rysunkach widać, że coś tu jest nie tak – duże brwi, mocna mimika i gestykulacja postaci… a potem szybki rzut oka na spis treści i już wiadomo w czym rzecz. Komiks pochodzi ze Star Wars Tales, czyli na końcu magazynu, jak zwykle, pojawia się Infinities. Trzeba jednak przyznać, że rysunki mogą się podobać. Są bogate, kolorowe, a kontury mocno podkreślone. Udało się jednak coś jeszcze. Skywalkerowi, chociaż zostaje bohaterem, brakuje pewności siebie. Nie rozumie także protekcjonalnego zachowania oraz awersji swego wuja do pomysłu, by chłopak opuścił farmę i Tatooine. Scenarzysta, Jim Beard, pokazał postać Luke’a z wszystkimi jego kompleksami i problemami. I to jest fajne.

Marcowy numer Star Wars Komiks nie zawiera historii szczególnie emocjonujących. Nie ma tu niczego, co naprawdę mocno zapisałoby się czytelnikom w pamięci. Jest jednak na tyle ciekawy, że jego lektura nie jest straconym czasem. Do naszych rąk trafia pięć przyzwoitych opowieści – każda z nich nieco inna, każdej można coś zarzucić, ale każda w jakimś stopniu ubarwia świat gwiezdnych wojen. Co jednak ważniejsze, dają nam one odpocząć od konfliktu Jedi i Sithów. W końcu Star Wars to nie tylko ciemna i jasna strona Mocy, prawda?

Dyskusja