Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Wilczyca”

„Wilczyca” w reżyserii Marka Piestraka to jeden z tych filmów, które zwykle umieszcza się pośród najbardziej udanych polskich produkcji spod znaku kina grozy. Obraz ten przed niespełna trzydziestoma laty święcił tryumfy na dużych ekranach, lecz dziś pamiętają go niemal wyłącznie koneserzy gatunku. A szkoda, bo mimo pewnych niedoskonałości, „Wilczyca” z pewnością nie zasługuje na to, by o niej zapomnieć.

Akcja filmu toczy się na dziewiętnastowiecznych ziemiach polskich. Jest rok 1863, trwa powstanie styczniowe. Wraz z końcem walk, biorący w nim udział Kacper Wosiński wraca do domu, gdzie żywota dopełnia jego ciężko chora żona, Maryna. Po okolicy coraz szerzej krążą plotki oskarżające kobietę o czary i kontakty z Szatanem. Małżeństwo to nigdy nie należało do udanych. Kacper stosował wobec małżonki przemoc, wielokrotnie ją poniżał, Maryna zaś pod jego nieobecność nie stroniła od rozrywek u boku innych mężczyzn. Tymczasem tuż przed śmiercią Maryna przeklina męża i przyrzeka mu zemstę z zaświatów. Kacper udaje się do pałacu w Rosołowcach, gdzie pracuje w charakterze zarządcy włości. Kiedy tamtejszy hrabia angażuje się w czyn powstańczy, jego młoda żona – Julia – wyśmiewa jego patriotyzm i pod nieobecność męża nawiązuje romans z porucznikiem austriackiej armii. Wkrótce lekkoduszna hrabina zostaje opętana przez ducha Maryny, a Kacper, zgodnie z przedśmiertną obietnicą małżonki, zaczyna cierpieć prześladowania. Wraz z doktorem Goldbergiem, miejscowym medykiem, usiłują wyzwolić Rosołowce spod wpływu złych mocy.

Dziewiętnasty wiek mógłby stanowić kopalnię inspiracji dla współczesnych twórców, zarówno w dziedzinie filmu, jak i literatury. Niemniej jednak pośród ukazujących się dziś dzieł kultury niewiele jest takich, które opierałyby się na tej epoce. „Wilczyca” to jeden z nielicznych wyjątków, w dodatku całkiem dobrze oddający ducha omawianych czasów. Twórcy zadbali o odpowiednie kostiumy i rekwizyty, wykorzystali też potencjał tkwiący w miejscu akcji, racząc widza pięknymi zdjęciami polskiej wsi, szlacheckich pałaców i prawie nienaruszonej przez człowieka natury. Pozwoliło to przekonująco oddać nastrój epoki, co stanowi jeden z ważniejszych atutów „Wilczycy”.

Pozwalają więc twórcy przenieść się widzowi do dziewiętnastego wieku, jednak czy pozwalają mu się przestraszyć? Owszem. „Wilczyca” sprawdza się jako horror. W filmie Marka Piestraka jest wszystko to, co powinno cechować dobre kino grozy. Przede wszystkim – klimat, którego pozazdrościc mogłoby „Wilczycy” wiele spośród horrorów goszczących współcześnie na dużych ekranach. Nie brakuje też pojedynczych fragmentów, które na długo zapadają w pamięć. Najlepszym tego przykładem są sceny rytuału dokonywanego przez doktora Goldberga, unicestwienie hrabiny Julii przez Kacpra, czy też kończąca film ekshumacja zwłok Maryny. Całkiem dobrze też, mimo upływu lat, prezentuje się charakteryzacja, chociażby biorąc pod uwagę zjawę co rusz nawiedzającą Wosińskiego (do pewnego stopnia przypomina opętaną dziewczynę z kultowego „Egzorcysty” williama Friedkina). Nieco gorzej jest z efektami specjalnymi, chociażby podczas walk – z tymi czas obszedł się bardzo surowo, choć nie można powiedzieć, by było to szczególnie uciążliwe przy oglądaniu.

Aktorstwo w „Wilczycy” stoi na przyzwoitym poziomie. Zwraca uwagę bardzo dobra kreacja Iwony Bielskiej, która niezwykle przekonująco wcieliła się w hrabinę Julię. Od pozytywnej strony pokazali się także Henryk Machalica, któremu w udziale przypadła rola doktora Goldberga, jak również Leon Niemczyk jako hrabia Wiktor Smorawiński. Główny bohater został przez Krzysztofa Jasińskiego zagrany dobrze, choć Kacper w jego wykonaniu nie jest postacią, która mogłaby na dłużej zagościć w pamięci widza. Aktorstwo drugoplanowe prezentuje się zadowalająco, mimo iż kilkakrotnie w trakcie seansu rzuca się w oczy przesadzone odgrywanie emocji w ich wykonaniu, choćby w scenie kończącej film, czy też podczas walki Kacpra ze strażami porucznika Furstenberga.

Niestety, film Piestraka ma także słabsze strony. Pierwszą z nich jest scenariusz, który każe widzowi dość długo czekać na rozwój fabuły. W pierwszej godzinie seansu pojawia się niestety kilka dłużyzn, zaś prawdziwie wartka akcja i sceny nie pozwalające na oderwaniu wzroku od ekranu przypadają na ostatnie dwa kwadranse projekcji. Uwagę zwraca także wykorystanie podkładu muzycznego. Fragmenty, w których zostają one użyte prawidłowo i pomagają w budowaniu nastroju poszczególnych scen, przeplatają się z takimi, gdzie odtwarzana muzyka nie tylko sama w sobie brzmi niezbyt dobrze, ale i zupełnie nie odpowiada temu, co widać akurat na ekranie.

Wymienione przeze mnie niedociągnięcia, choć dokuczliwe, nie stanowią przeszkody, żeby całokształt produkcji ocenić pozytywnie. „Wilczyca” to dobry film, charakteryzujący się tym wszystkim, co powinien posiadać dobry horror. Mamy tu więc interesującą fabułę, dobre aktorstwo, perełki scenariusza w postaci zapadających na długo w pamięć scen, a przede wszystkim – odpowiedni dla filmu grozy klimat, towarzyszący widzowi od pierwszej do ostatniej minuty. „Wilczyca” ma też i niedociągnięcia, rzutujące na całokształt obrazu. Nie zmienia to jednak faktu, iż jest to jeden z najlepszych powstałych do tej pory polskich horrorów, godny polecenia każdemu, kto gustuje w tym gatunku.

[

Ocena: 4/5

Dyskusja