Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kulturowa mozaika – recenzja książki „Niebo nad Maralal. Moje życie u boku wojownika Samburu”

Popularność fantastyki zasadza się na niesamowitości opisywanego świata, niecodziennych umiejętnościach bohaterów i fascynujących zdarzeniach. O ile większa jest więc siła literatury, która zawiera wszystkie te elementy, mimo że z fantastyką nie ma nic wspólnego. „Niebo nad Maralal” Christiny Hachfeld-Tapukai stanowi doskonały przykład na poparcie tej tezy.

Podtytuł publikacji, „Moje życie u boku wojownika Samburu”, zdradza główny temat opowieści. Dojrzała kobieta, Niemka z Hanoweru, pewnego dnia wyjeżdża do Afryki, by już na zawsze związać się z Czarnym Lądem. Czytelnik dostaje niewiele informacji związanych z jej wcześniejszym życiem, zaś powodów podjęcia takiej decyzji, może się tylko domyślać. Wszystko to jednak schodzi na dalszy plan w obliczu historii, którą opowiada.

„Niebo nad Maralal” pod względem formy przypomina reportaż, jednak z uwagi na osobisty charakter, zbliżone jest także do pamiętnika. Opisywane zdarzenia przedstawiane są z punktu widzenia Christiny, okraszone jej spostrzeżeniami i emocjami. Mylić może pierwsze wrażenie, które sugeruje, że jest to kobieca literatura, opowiadająca o miłości. Uczucie jest trzonem tej historii, ale książka jest znacznie bogatsza. Lektura wciąga czytelnika w głąb Afryki, zrzuca mu na barki problemy jej rdzennych mieszkańców i uświadamia, jak różny jest to świat od pędzącej naprzód rzeczywistości europejskiej.

Człowiek, który nigdy nie odwiedził Kenii, może czuć się zagubiony, czytając kolejne opisy. Lektura uświadamia bowiem czytelnikowi, ile rzeczy przyjmuje za oczywiste i pokazuje skalę problemów, nad którymi nie musi się zastanawiać. Przeciętny mieszkaniec Europy nie boryka się bowiem z brakiem wody, nie doskwiera mu żar równikowego słońca ani nie otacza go dzika przyroda, wobec której człowiek jest niemal bezbronny. Szokować może bieda afrykańskich ludów, a jednocześnie podziw wzbudza ich radość życia i prostota obyczajów.

Przez całą lekturę nie można pozbyć się pytania: jak ona to wytrzymuje? Autorka książki żyje bowiem na granicy dwóch skrajnie różnych światów, lawiruje pomiędzy swoimi niemieckimi korzeniami i afrykańską teraźniejszością. Jej upór i zdolność kulturowej asymilacji są wręcz szokujące. Bardzo widoczne są sprzeczności między myśleniem współczesnego człowieka, który dorastał w kraju rozwiniętym, a przesiąkniętym tradycjami zbiorowym myśleniem plemienia Samburu. Christina w niespotykany sposób godzi ze sobą oba te rodzaje.

„Niebo nad Maralal” to czarujący i pełny opis Afryki. Ukazuje nie tylko jej problemy, ale także niesamowite piękno. Wskazuje na wartości, które w nowoczesnych państwach zanikają: radość z drobnych, codziennych czynności, przywiązanie do rodziny i tradycji czy niezłomną siłę charakteru, niezbędną, by przetrwać w tak trudnych warunkach. Zachwyca także bliskość człowieka i natury, nie tej oglądanej zza krat miejskiego zoo, lecz bliskiej, niebezpiecznej i prawdziwie pięknej.

Historia Christiny Hachfeld-Tapukai to nie powieść przygodowa, choć przygód i akcji też w niej nie brakuje. Jest to zapis części życia kobiety, która nie boi się podejmować trudnych decyzji, zmagać z przeciwnościami i nie zatraca przy tym swojej osobowości. Wszystko to czyni „Niebo nad Maralal” książką ze wszech miar godną polecenia, która wzbogaca czytelnika o nowe doznania, niekoniecznie wyłącznie przyjemne. Jest to lektura dla każdego – wielbicieli romansów, miłośników Afryki, amatorów reportażu czy po prostu fanów dobrej literatury.

Dziękujemy wyd. TELBIT za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.

Ocena: 4.7/5

Dyskusja