Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zwyciężać w sobie zło – recenzja książki „Łzy Nemezis”

Jest coś magicznego w piaskach pustyni. Rozgrzane słońcem połacie wydm, ludzie w burnusach o ogorzałych twarzach i dziwnych zwyczajach – to działa na wyobraźnię. Cały ten świat, pełen przeróżnych paradoksów, w którym za dnia doskwiera niemiłosierny upał, a nocą dopada człowieka przeraźliwy chłód; który tętni życiem, choć na pierwszy rzut oka to martwe pustkowie; cały ten świat nęci i nie pozostawia obojętnym. Jego cudowna egzotyka nie raz była wykorzystywana przez pisarzy. Niedościgłym przykładem jest „Diuna” Franka Herberta. Kto czytał, ten wie: pustynia zmienia człowieka. Ale po realia piaszczystych wydm sięgali i inni. Znajdziemy je także u Rafała Dębskiego w jego debiucie powieściowym.

Pustynne wydmy to tylko jeden z elementów składających się na „Łzy Nemezis”. Równie ważni są tu średniowieczni rycerze i prowadzone przez nich intrygi. Autor umiejscawia akcję opowieści w końcówce XII wieku w czasie trzeciej krucjaty do Ziemi Świętej. To ta sama wyprawa, w której brał udział Ryszard Lwie Serce, a przeciwnikiem chrześcijan był Saladyn. Obaj są zresztą bohaterami książki. Dębski nie skupia się tylko na nich – fabuła uwzględnia wiele postaci historycznych i rozwija się wielotorowo. Osią zmagań nie jest wyłącznie walka pomiędzy krzyżowcami i mahometanami. Frakcji jest tu więcej i każda próbuje ugrać coś dla siebie. Prawdziwe zagrożenie, choć zrodzone wśród ludzi, przybędzie jednak z głębi pustyni. Czyja siła przeważy? Kto zyska, a kto straci? Komu uda się przetrwać? Odpowiedzi znaleźć można na kartach tej powieści.

Pytania te nie pojawiają się od razu. Rodzi je dopiero lektura i sceny, w których poznajemy kolejne strony konfliktu. Intrygi to jednak tylko część tej opowieści. Istotną rolę pełnią w niej ludzkie cnoty i przywary. Honor, miłość, szlachetność mieszają się tu z chciwością, żądzą władzy, warcholstwem. Konflikty związane z tymi wartościami będą nam towarzyszyć do samego końca. W tle, w niezauważalny sposób, będzie też trwała odwieczna walka dobra ze złem. Jak się okazuje to właśnie ona staje się głównym tematem powieści. Ładnie eksponuje to puenta w ostatnim rozdziale.

Dębskiemu nie udało się jednak uciec od pewnej schematyczności. Niektóre postacie, w szczególności rycerze Vincent, Kurt, Konrad, Werner i Jan, nie są wystarczająco wyraziste. Wspomniani bohaterowie nie różnią się za bardzo od siebie, a ich swary wydają się być wywoływane na siłę. Jeszcze u innych zauważymy charakterologiczną miałkość i jednowymiarowość. Razi patos i sztuczność niektórych dialogów. Część tych problemów wynika ze sposobu prowadzenia narracji i struktury całej opowieści.

„Łzy Nemezis” są książką dziwnie zbudowaną. Dębski już na pierwszych stronach wrzuca nas w wir wydarzeń. Początkowe rozdziały stanowią wciągający prolog. Aż chce się poznawać dalsze losy bohaterów i razem z nimi rozwiązać zagadkę tajemniczego ognia i burz piaskowych. Później powieść wytraca tempo, by nieco chaotycznie co jakiś czas przyspieszać, gdy bohaterowie zostają wmieszani w różnego rodzaju awantury. Jednocześnie przez cały czas skaczemy od jednej frakcji do drugiej – każdy kolejny rozdział to inne miejsce, inne postacie, inne cele. Gdyby dynamika akcji współgrała z fabułą, wszystko byłoby w porządku. Tu można się jednak poczuć zagubionym i z zakłopotaniem zacząć zastanawiać dokąd zmierza opowieść. Gdy kwestia ta klaruje się, wydarzenia nabierają tempa. Napięcie osiąga apogeum i następuje rozwiązanie akcji… tyle że do końca powieści jeszcze daleko. Czytelnik ma wrażenie, że finał już nastąpił, a Dębski dalej ciągnie fabułę, dodając wcześniejszym wydarzeniom drugie dno. Znowu pojawia się napięcie, nie brakuje także dramatyzmu i trudnych wyborów, ale poczucie, iż coś jest nie tak, pozostaje.

Niektóre wątki wydają się przy tym zupełnie niepotrzebne. Starzec z Gór ubarwia tę opowieść, podobnie z Konradem z Montferratu, ale gdyby ich wyciąć, główny nurt fabuły wiele by nie stracił. Takich scen, które dzieją się na peryferiach losów kluczowych bohaterów, trochę się tu pojawia. Wygląda to tak, jak by Dębskiego nie interesowało, co spotyka poszczególne postaci. Zamiast tego autor skupia się na konkretnym wycinku historii i to o nim opowiada. Dębski nie tworzy alternatywnej wersji wydarzeń. Wypełnia dziury, dopowiada, dopisuje, baja i w sprytny sposób łączy motywy fantastyczne z rzeczywistością. Ta nadrzędność faktów historycznych nad wyobraźnią pisarza stawia go jednak w roli niewolnika minionych wydarzeń. Być może dlatego właśnie książka ta ma tak specyficzną konstrukcję.

Dziwność „Łez Nemezis” objawia się jednak i w inny sposób. Książka nie zachwyci nas misternym, kwiecistym językiem. Opisy są dość skąpe, choć sporo tu porównań. Autorowi udało się jednak oddać nastrój średniowiecznej Ziemi Świętej. Język Dębskiego jest na tyle plastyczny, że czytelnikowi nietrudno sobie wyobrazić przedstawiane wydarzenia. Z drugiej strony, może to po prostu kwestia memów i tego, że nie raz widzieliśmy podobne sceny, znane choćby z filmu „Królestwo niebieskie. Trzeba jednak przyznać, że wartka akcja skutecznie rekompensuje wszelkie braki jeśli chodzi o szczegółowość opisów.

Warto wrócić jeszcze na chwilę do portretów psychologicznych bohaterów. Co ciekawe, przedstawiając postacie Dębski jest wyraźnie bardziej przychylny muzułmanom, w szczególności Malikowi Al-Adilowi. Razem ze swym bratem, Saladynem, stanowić mogliby wzór postępowania i myślenia, choć obaj mają swoje wady, np. przyzwyczajenie do władzy, porywczość. Rycerze, a w szczególności Ryszard Lwie Serce, zostali pokazani w niezbyt dobrym świetle. Król Anglii jest chełpliwy, lekkomyślny, niestały w uczuciach i zmienny w decyzjach, ale i on ma pewne zalety (odwaga, waleczność). Jego postać jest jednak dość jednostronnie ukazana, a przez to staje się jednowymiarowa. Na uwagę zasługuje także jeszcze jeden bohater – Swansen, który jest najbardziej nietypową postacią powieści. Choć do Ziemi Świętej przybywa jako krzyżowiec, jego historia zaprowadzi go w naprawdę niezwykłym kierunku.

„Łzy Nemezis” pojawiły się po raz pierwszy nakładem wydawnictwa Copernicus Corporation w 2005 roku. Cztery lata później trafiły do księgarń za sprawą Fabryki Słów w edycji poszerzonej o trzy opowiadania zamieszczone w magazynie Science Fiction, Fantasy i Horror. I trzeba przyznać, że na ich tle powieść nabiera rumieńców. Ubarwiają tę historię i dopowiadają to, czego w niej brakowało. Ryszard staje się nagle postacią bardziej złożoną i już nie tak jednoznaczną. Podobnie jest z Don Bartolomeo – pizańskim kupcem. Nawet ostatnie opowiadanie z Malikiem, dodaje całości kolorytu, choć jego zamieszczenie może być dyskusyjne. Zarówno powieść, jak i opowiadania o Ryszardzie („Ryk Lwa na Cyprze”) i kupcach („Udręka czasu”), wpisują się w nurt historyczno-przygodowego fantasy. Ostatni tekst („Kuszenie pośród piasków”) dodaje jednak do opowieści wątki rodem z science-fiction. Cóż z tego, że są one równie sprytnie wplecione w historię jak i pozostałe wydarzenia z książki, skoro zmienia się tu trochę konwencja opowieści. Wcześniej Dębski konsekwentnie prowadził nas jednym torem, ale w tym ostatnim tekście nagle decyduje się na eksperyment i zbacza z utartej ścieżki. Samo opowiadanie nie jest jednak wcale złe. Wszystkie teksty pochodzące z SFFiH czyta się z przyjemnością. Są one bardziej zwarte, nieprzegadane i intensywne. Jednotorowość i jednowątkowość akcji wychodzi tym opowieściom na dobre.

Mogłoby się wydawać, że „Łzy Nemezis” to zwykły przeciętniak, jakich jest wiele na polskim rynku. Częściowo to prawda. Książka na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, ale mimo to dzieło Dębskiego wyróżnia się wśród innych tytułów i jest niezłym debiutem. Nawet jeśli nie spodoba się nam sama struktura opowieści i sposób prowadzenia narracji, to wrażenie robi kunszt z jakim autor wykorzystuje historię. Warto także docenić tematykę – iluż jest autorów sięgających po krzyżowców, konflikt chrześcijan z muzułmanami i arabskie mity? Najważniejsze jest jednak to, że książka w nienachalny sposób skłania ku rozmyślaniom na temat zła w człowieku i na świecie.

Ocena: 3/5

Dyskusja