Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Najlepszy czy też nie? – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 5/2011”

Od ponad dwóch lat zastanawiałem się nad słowami wydawcy, którymi opatrzył on okładkę miesięcznika „Star Wars – Komiks.”: „Najlepsze komiksy ze świata Star Wars”. Wiadomo reklama, dźwignią handlu. Często takie słowa mijają się z prawdą. Ale bywają też wyjątki…

Tym razem właśnie wiedziałem, że będzie inaczej. Tydzień przed powstaniem tej recenzji, do informacji trafiła wiadomość o zmianie planów wydawniczych na maj. W tedy też zobaczyłem nową, właściwą okładkę. I już wiedziałem, że jest sporo prawdy we wspomnianym sloganie.

Z owej okładki spogląda na nas, czytelników, nie kto inny jak sam Hrabia Dooku. Jego podobizna jest wykreowana przez słynną rysowniczkę Jan Duurseme. Jest to niewątpliwie jeden z najlepszych grafików związanych ze światem Star Wars. Jej prace nie tylko w sposób bardzo wierny oddają fizjonomię aktorów (popatrzmy chociażby na Dooku, którego twarz żywo przypomina aktora Christophera Lee), ale i konsekwentnie przedstawia obce istoty i pojazdy znane z filmowych epizodów. Nie tworzy, jak większość artystów, własnych kosmitów, którzy z twarzy „podobni są zupełnie do nikogo”. W komiksach Duursemy widać inspirowane filmem i grami video rasy i statki. Dzięki takiej dbałości o szczegóły wszechświat Gwiezdnych Wojen wydaje się bardziej spójny, a co za tym idzie, realny.

Artystka, jak i w wielu innych swoich projektach, łączy to, co tradycyjne w komiksowym warsztacie z nowoczesnymi rozwiązaniami i technologią. Dzięki syntezie klasycznego rysunku linearnego z nowoczesnymi efektami komputerowymi, wiele prac zyskało na wyrazie. Takie triki nie przytłaczają odbiorcy, gdyż jest ich stosunkowo niewiele. Dzięki temu całość formy prezentuje się czysto i estetycznie.

Gdy tylko zauważyłem charakterystyczną kreskę Duursemy byłem już pewny tego, kto jest scenarzystą. Miałem rację. Okazał się nim oczywiście Jon Ostrander. Autor ten bardzo często współpracuje ze wspominaną rysowniczką przy wielu projektach. Ich najsłynniejszym dziełem jest znana, również w Polsce, linia „Dziedzictwo”. Komiks zatytułowany „Hrabia Dooku” także jest częścią jednej większej całości. Seria ta przedstawia losy pewnej grupy Jedi w czasach Wojen Klonów.

Rycerze pragną, aby jeden z ich agentów pod pozorem zdrady przeniknął w szeregi separatystów. Gdy tylko zjedna sobie zaufanie Lorda Sithów zniczy szeregi wroga od środka. Wybór padał na Quilana Vosa. Okazał się doskonałym kandydatem do tego zadania, gdyż całe życie stąpał bardzo blisko Ciemnej Strony Mocy. Może nawet za blisko.

Polski czytelnik miał szansę poznać większość tytułów z tej serii, prezentowanych również na łamach „Star Wars – Komiks”. Nawet przez moment nie poczułem najdrobniejszego śladu zawodu wynikającego z jakichkolwiek niedostatków serii i omawianego teraz tytułu. Podobnie jest z jakością rysunków oraz z fabułą scenariusza. A ten trzyma w napięciu do samego końca, do ostatniej chwili. Pełen jest nagłych i dynamicznych zwrotów akcji, przez co bardzo trudno jest przewidzieć jak ostatecznie zakończy się ta historia.

„Hrabia Dooku” to bardzo dobra pozycja nawet na tle innych, i tak dobrych tytułów, prezentowanych w „Star Wars – Komiks”. Jest także jednym z ciekawszych komiksów stworzonych przez wspomniany duet scenarzysty i rysownika. Naprawdę, ten komiks ma prawo do miana „najlepszego”.

Dyskusja