Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Stracona niewinność – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 6/2011”

Ostatnio zrobiło się tak jakoś nudno i monotonnie. Non stop te Wojny Klonów oraz dominacja Duursemy i Ostrandera. Wszystko fajnie, ale ile można? Wydawca chyba też to poczuł, bo w najnowszym Star Wars Komiks pojawia się Vader i Leia Organa. Z okresu Starej Republiki przenosimy się w mroczne czasy Imperium.

Fabuła czerwcowego numeru magazynu opowiada historię, jaka wydarzyła się na trzy tygodnie przed bitwą o Yavin. Leia Organa przybywa na planetę Ralltir z pomocą humanitarną. Misja dyplomatyczna ma oczywiście drugie dno. Ładunek wieziony na jej statku, Tantive IV, zawiera m.in. bojowe zestawy medyczne i części zamienne do sprzętu wojskowego. Dzielna księżniczka, próbując pomóc rebeliantom, wpada jednak w ogromne kłopoty. Na lądowisku czeka na nią oddział szturmowców z rozkazem przeszukania statku. Oj, będzie się działo.

Już na wstępie można powiedzieć, że dostaliśmy jeden z lepszych gwiezdnowojennych komiksów. Miłośnicy Starej Trylogii z pewnością będą zachwyceni. Waleczna księżniczka bliższa jest jednak Imperium Kontratakuje niż Nowej Nadziei. Historia jest mroczna, nie brakuje jej dramatyzmu, a jednocześnie to niesamowita przygoda w fantastycznych sceneriach. Oczywiście, mamy tu ten typowy dla Star Wars schemat: bohater przybywa na miejsce akcji, napotyka na problemy, wymyka się wrogom, udaje się po pomoc, wpada w jeszcze większe kłopoty, wychodzi cało z opresji. Trochę to naiwne i momentami przypomina zabawy chłopców z podwórka wymachujących pistolecikami. Ale czyż nie za to kochamy Gwiezdne Wojny?

Jest tu jednak też nuta goryczy, która nadaje opowieści charakteru. Wspomniany wcześniej dramatyzm wynika z konieczności podejmowania trudnych decyzji i tragicznych wydarzeń. W Walecznej księżniczce Leia przeżywa swój chrzest bojowy. Od niej zależeć będzie życie i śmierć innych ludzi. Postawiona w sytuacji, w której musi dokonać wyboru sprzecznego z własnym sumieniem, postąpi zgodnie z wymogami wyższej konieczności. Utrata niewinności będzie jednak stosunkowo niską ceną za przedłużenie istnienia Rebelii. Główna bohaterka nie ma tu jeszcze pojęcia, jak ważna była jej wizyta na Ralltirze. Nie zdaje sobie również sprawy z tego, co czeka jej rodzinną planetę. Mówiąc, że pragnie przejść się jeszcze raz po wzgórzach Alderaanu zanim wszystko się zmieni, nie wie, że będzie je widzieć po raz ostatni. Czy gdyby znała przyszłość, uczyniłaby inaczej?

Czytelnikom, fanom dzieła Lucasa, trudno w tej sytuacji nie reagować emocjonalnie. I to jest zresztą jeden z plusów komiksu, który warto docenić. Waleczna księżniczka została sprytnie powiązana z filmami. Stanowi świetny prolog dla Nowej Nadziei. Na pewno dobrze sprawdziłaby się jako dodatek do płyty DVD, ale i bez tego komiks się broni. Historia jest spójna, dobrze zbalansowana, ze świetnie zarysowanymi charakterami bohaterów.
A propos rysowania: graficznie komiks nie oszałamia oryginalnością, nie porywa artyzmem, ani nie zapada w pamięć jakimiś szczególnie wyrazistymi scenami. Mimo to, buduje odpowiedni nastrój i dobrze odwzorowuje gwiezdnowojenny klimat. Więcej naprawdę nie trzeba. Lekka kreska i delikatny acz wyrazisty lineart oraz bogate w szczegóły tła sprawiają, iż komiks przypomina dorobek francuskich rysowników fantasy (np. Adriena Flocha). Szczególnie mocno rzuca się to w oczy na planszach pokazujących planetę Kattadę, na którą Leia umyka z Ralltira. Uwagę zwraca również mimika postaci sugestywnie ukazująca emocje.

Waleczna księżniczka powstała w 2003 roku. Duchem sięga jednak do samego początku – do roku 1977, kiedy na ekrany kin weszła Nowa nadzieja. I robi to satysfakcjonująco, z urokiem jaki roztacza wokół siebie tylko awanturnicza Leia. Miło by było, gdyby atmosfera ta pozostała z nami jeszcze przez jakiś czas. Nawet jednak jeśli zniknie wraz z następnym numerem, choć na chwilę odpoczęliśmy od Wojen Klonów. Imperium dobre jest na nudę.

Dyskusja