Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czas, który nie istnieje – recenzja książki „Ymar”

Horror jako gatunek literacki powoli wychodzi w Polsce z ukrycia. Do niedawna trudno było znaleźć na półkach księgarń powieści grozy autorstwa rodzimych pisarzy. Ostatnie lata przyniosły jednak pewną zmianę. Dzisiaj na tych regałach, uginających się do tej pory pod dziełami klasyków w rodzaju Kinga, Rice czy Mastertona, coraz częściej da się spostrzec książki polskich twórców. Jedną z ciekawszych, wydanych nie tak dawno pozycji tego typu, jest „Ymar” Magdaleny Kałużyńskiej.

Inspektor Wojciechowski wraz z asystentem, Michałem, zostają wezwani do zbadania tajemniczego mordu w starej kamienicy. Ofiarą okazuje się młoda kobieta, a wszelkie pozostawione przez sprawcę ślady wskazują, że zbrodnia mogła być skutkiem jakiegoś rytuału. Policjanci, wspomagani przez zdolną i ambitną patolog, Agatę Chomrzan, próbują rozwikłać tę zagadkę i krok po kroku dotrzeć do sprawcy. Tymczasem ofiar przybywa, a w miarę postępu śledztwa, Wojciechowski coraz bardziej przekonuje się, że igra z nadnaturalnymi siłami, których poznanie wymyka się ludzkiemu rozumowi.

Powieść Magdaleny Kałużyńskiej to jeden z najciekawszych utworów grozy jakie w ostatnim czasie pojawiły się w księgarniach. Autorka, która swoją twórczość prezentowała wcześniej na łamach czasopisma „Science Fiction Fantasy & Horror”, jak również w internetowym zinie „Fahrenheit”, książkowy debiut uznać może za zdecydowanie udany.

„Ymar”, choć reklamowana jako powieść grozy, w rzeczywistości stanowi mieszankę różnych gatunków. Horroru istotnie jest tutaj najwięcej, chociaż półmetek lektury przynosi pewną zmianę, która utrzymuje się przez jakiś czas i więcej wówczas w „Ymar” kryminału, aniżeli strachu. Równolegle nie brakuje wątków, które z powodzeniem znaleźć mogłyby się w książce obyczajowej. Nie znaczy to jednak, że charakter powieści ulega rozmyciu. W miarę jak autorka serwuje czytelnikowi kolejne fakty – ciągle jednak utrzymując go w niepewności i nie rozstrzygając kluczowych wątków – grozy jest coraz więcej, a napięcie rośnie. I chociaż brakuje w „Ymar” równie sugestywnych opisów jak u mistrzów gatunku, a lektura książki późnym wieczorem niespecjalnie przyprawia o ciarki na plecach, to jednak powieść ma w sobie to coś, co sprawia, że trudno się od niej oderwać.

Do głównych powodów, dla których niełatwo oderwać się od czytania, bez wątpienia należy zaliczyć język, jakim posługuje się autorka, oraz wciągającą fabułę, której kulisy odsłaniane są w odpowiednim tempie, nie dopuszczając do przestojów. Język Magdaleny Kałużyńskiej jest przede wszystkim prosty, niewyszukany. Nie wszystkim czytelnikom przypadnie do gustu, pewne jest jednak, że dzięki temu książkę czyta się przyjemnie i stosunkowo szybko. Niezaprzeczalnym atutem stylu Kałużyńskiej jest sprawne posługiwanie się dialogami, o czym słusznie informuje wydawca na tylnej okładce. Określone zostały tam jako „błyskotliwe, dynamiczne i wiarygodne”, i przyznać trzeba, że nie są to tylko czcze przechwałki. Wypowiedzi poszczególnych bohaterów są zindywidualizowane, dobrane do charakteru postaci, a nade wszystko przekonujące. Niejednokrotnie w usta bohaterów autorka wkłada żarty czy ironiczne komentarze, przez co ich konwersacje nabierają barw.

Postacie to kolejna mocna strona książki. Czytając „Ymar” trudno oprzeć się wrażeniu, że są to ludzie z krwi i kości, dokładnie tacy, jakich spotkać możemy na co dzień. Niby zwyczajni, a jednak mają w sobie to coś, że czuje się do nich sympatię, bądź przynajmniej z ciekawością poznaje kolejne ich losy. Inspektor Wojciechowski to osobnik o dużym uroku osobistym, początkowo narzekający na brak urozmaicenia w życiu zawodowym. W obliczu sprawy, którą przyszło mu badać, z sentymentem wspomina jednak dotychczasową nudę, przytłoczony ciężarem zadania jakie na nim spoczywa. Charakterystyczna jest jego niechęć do nowoczesnych technologii, w pracy pozostaje tradycjonalistą – jednak i on prędzej czy później będzie musiał przekonać się do dobrodziejstw współczesności. Michał, jego asystent, to zupełnie inna para kaloszy. Ambitny, marzący o karierze patologa sądowego, jest niezwykle inteligentny i oczytany, niejednokrotnie stanowiąc podporę dla przełożonego. Początkowo wydają się wobec siebie zdystansowani. W miarę postępu fabuły ich wzajemne relacje ulegają jednak zmianie, choć do końca stosunki między nimi układają się w pewnym sensie jak między uczniem, a mistrzem. Prawdziwą perełką jest zaś Agata Chomrzan – pani patolog, niezwykle inteligentna i błyskotliwa, o ironicznym poczuciu humoru. Będąc zarazem pracoholiczką, odgrywa znaczną rolę w śledztwie, zaś w całej powieści stanowi najbarwniejszą spośród postaci.

Pod kątem wydania trudno książce cokolwiek zarzucić. Począwszy od intrygującej ilustracji na okładce, będącej dziełem Dariusza Kocurka, poprzez dogodny dla czytelnika format i czcionkę, a skończywszy na na niewygórowanej cenie, wydawnictwo Fox Publishing wykonało swoją część pracy bez zarzutu. W trakcie lektury ponadto nie sposób natknąć się na błędy wynikające z winy wydawcy czy korekty – podczas czytania tych niemal dwustu pięćdziesięciu stron, natknąć się można raptem na kilka drobnych literówek.

„Ymar” Magdaleny Marii Kałużyńskiej to dobra książka, którą z czystym sumieniem można polecić każdemu miłośnikowi horroru. Lektura przysparza dużo przyjemności, głównie za sprawą lekkości pióra autorki, ale też dzięki oryginalnie skonstruowanej fabule. „Ymar” nie jest książką w żaden sposób przełomową, ale z pewnością dostarczy satysfakcji miłośnikom literatury grozy, ceniącym sobie także kryminalistyczne łamigłówki z rozwiązaniami, których szukać należy wśród zjawisk paranormalnych rodem z Archiwum X. Po tak udanym debiucie Kałużyńskiej, czytelnikom nie pozostaje teraz nic innego, jak tylko wyczekiwać dalszych owoców jej twórczości.

Ocena: 4/5

Dyskusja