Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ach ci nieustraszeni rycerze Jedi… – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks. Wydanie Specjalne 2/2011. Rada Jedi: Działania Wojenne”

...znowu

W filmowych epizodach „nowej trylogii” „Gwiezdnych Wojen” obserwujemy misternie utkaną intrygę Palpatine’a. Jak wiemy wykorzystał on żołnierzy klony, by w odpowiednim momencie odwrócili się od swoich generałów: Rycerzy Jedi, i wykonali rozkaz całkowitej ich eksterminacji. Okazuje się jednak, że nie była to pierwsza próba zlikwidowania Zakonu Jedi podjęta przez Mrocznego Lorda Sith.

Na krótko przed fabułą pierwszej części filmu, Republika stoi u progu wojny. Nie chodzi tu o zagrożenie ze strony Federacji Handlowej, ale o agresję gadopodobnej rasy Yinchorrich. Istoty te są nie tylko brutalne i bezwzględne w swych atakach, ale na dodatek są odporne na mentalne sztuczki, z których tak słyną obrońcy Republiki – Jedi. Problem staje się więc o tyle poważny, że nie ma kto chronić wolnych systemów, wszak w tych czasach nie było jeszcze armii złożonej z prawdziwych żołnierzy, ani klonów. Dlatego też pozbawieni jednej ze swoich podstawowych broni, Jedi zmuszeni będą opracować plan, który pomoże im zapobiec najazdowi.

W grupie kilku obrońców pojawiają się persony doskonale nam znane, takie jak: Qui-gon Jin, czy Obi-Wan Kenobi. Obok nich pojawią się też postacie znane z innych gwiezdno-wojennych komiksów, jak K’kruhk występujący w roli padawana, a nie mistrza jak to było w serii Mroczne Czasy i Dziedzictwo. Rzecz jasna nie może też zabraknąć postaci, które mogą dopiero w tym komiksie zagrać pierwsze skrzypce, jak to ma miejsce w przypadku mistrza Giietta. Oczywiście pojawia się też wielu członków Rady: Yoda czy Mace Windu.

Ta kolorowa zbieranina bohaterów mogłaby sugerować, że komiks może stać się w jakiś sposób nieczytelny, bądź niezrozumiały dla czytelnika, który ze światem Star Wars ma raczej sporadyczne kontakty. Na szczęście takie wrażenia jest mylne dzięki sposobowi, w jaki prowadzona jest narracja tego scenariusza.

Mimo to historia zawarta w „Radzie Jedi: Działania wojenne” wydaje się porównywalna do wielu jakimi ostatnimi czasy raczy nas polski wydawca. Nie jest zła, trudno jej cokolwiek zarzucić, ale też nie porywa czytelnika oryginalnością i nieprzewidywalnymi zwrotami akcji. Już nawet znając tylko fabułę filmów łatwo wydedukować, jaki będzie wynik na tablicy meczu Jedi konta Yinchorrich.

Rysownik Davide Fabbri także zdołał przyzwyczaić do swoich prac polskiego czytelnika. Jego grafiki mogliśmy już poznać w kilku wcześniejszych publikacjach, jak chociażby: „Wojna w nadprzestrzeni” (Wydanie Specjalne Star Wars Komiks 1/2011). Jego grafiki są bardzo miłe dla oka odbiorcy: przejrzyste, czyste i klarowne formy. Obfitują, co prawda w dużą ilość szczegółów, ale nie są one przytłaczające nawet w scenach gdzie dużo się dzieje. Dla przykładu można tu podać stronę sześćdziesiątą szóstą, gdzie jesteśmy świadkami kilku kadrowej walki między gadzią rasą a rycerzami. Dużo się dzieje a forma jest nadal spójna i łatwa w odbiorze.

Wprawność ręki tego artysty może dodatkowo podkreślić fakt, że w kreowaniu postaci znanych nam z filmów: Obi-Wana czy Mace Windu, nie odbiegł on w najmniejszym nawet stopniu od wizerunku, jakie nadali bohaterom żywi aktorzy. Gdy widzimy twarz Qui-Gona, jednocześnie w tych kilku kreskach możemy bez cienia wahania zobaczyć Liama Neesona.

Teraz wypadałoby zadać sobie pytanie, co drugi tegoroczny „Numer Specjalny” jest w stanie zaoferować polskiemu odbiorcy? Na pewno dobrą lekturę. Dobrą, ale niezasługującą na miano specjalnej. Owszem nie można „Radzie Jedi” zarzucić większych minusów, ale także rewelacji tu nie doświadczymy. Ot komiks do przeczytania, prezentujący przyzwoity poziom, który jest miłą lekturą, ale raczej niezapadającą w pamięć.

Dyskusja