Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Legendarne zakończenie – recenzja komiksu „Fantasy Komiks 3/2011”

Młoda dziewczyn dzierżąca wycelowaną w widza broń i kontrastowe w stosunku do niej postacie tła – duchy. Tak prezentuje się okładka jedenastego tomu antologii „Fantasy komiks”. Postacie zaś pochodzą z premierowej serii „Szafranowa noc”.

Ale o nowej serii później, ponieważ wydawcy na sam początek lektury przygotowali prawdziwy hit! Po ponad roku wreszcie przyjdzie poznać nam zakończenie doskonałej serii, która zdążyła zyskać uznanie wśród czytelników. Oczywiście nie chodzi o nic innego jak „Legendę”, pozycji w całości stworzonej przez Yvesa Swolfsa. Na potrzeby tej właśnie serii zajął się scenariuszem i rysunkami. Dzieło które stworzył jest, nie bójmy się użyć tego słowa, perfekcyjne!

A wielki finał (przez wielkie „W”) zawarty na kartach czerwcowego numeru antologii już od pierwszej strony potwierdza tylko te słowa. Na samym początku tej opowieści rzuceni zostaliśmy w wir dynamicznej akcji. Nie ma co się dziwić, że nie uświadczymy tu zbędnych ceregieli i wstępów. Wszystkie intrygi i dworskie knowania zaciskają się do granic możliwości, a pościg za głównym bohaterem kończy się. Nie da się opisać tej części „Legendy” nie zdradzając za dużo z fabuły. Muszą, więc wystarczyć takie epitety jak „przemyślany”, „majestatyczny”, „efektowny” i „zaskakujący”.

Jeżeli chodzi o rysunki to zdążyliśmy się już przekonać, że i im niczego nie brakuje. Realistyczna kreska, duża dbałość o szczegóły, estetyka na najwyższym poziomie, to tylko kilka z superlatyw do których Swolfs zdążył nas już przyzwyczaić. A mimo to jego artystyczny warsztat dalej nas urzeka i pozytywnie zaskakuje. Jego kreskę można by porównać do prac Grzegorza Rosińskiego, autora „Thorgala”, rodzimego rysownika bardzo popularnego nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie.

Wszystkie wyżej wymienione czynniki sprawiają, że „Legenda” awansują na sam czubek serii, które ukazały się w Fantasy Komiks i zostały zwieńczone zakończeniem. Innym tytułom, które nadal trwają trudno będzie zrzucić dzieło Swolfsa z piedestału.

Pozostałe dwie pozycję tego numeru to nowości. Omawianie ich zacznę od drugiej w kolejności pozycji, którą przyjdzie nam poznać w trakcie lektury magazynu, czyli „Zmierzchu Bogów”. Jest to komiksowa adaptacja nordyckich mitów, sag i legend dotyczących bogów takich jak np. Odyn. To on jest zresztą główną postacią tej opowieści. Jak to w mitach bywa i ten pełen jest tragicznych w skutkach przepowiedni, przed którymi drżą nawet bogowie. Odyn bowiem ujrzał wizję straszliwej bitwy Ragnarok, która ma oznaczać koniec świata jaki zna.

Scena ta została doskonale przedstawiona zajmującym całą stronę rysunkiem. Zawiera on wiele elementów zgodnych z oryginalnymi nordyckimi podaniami. Dla przykładu, ujrzymy wielkiego wilka Fenrira czy zbudowany z ludzkich szczątków okręt Lokiego. Nie sposób odmówić tej scenie rozmachu i patosu.

Jednak cała reszta kadrów komiksu to sceny głównie przedstawione statycznie. Postacie wykreowane są niezwykle starannie, w miły dla oka sposób, ale pozy, w jakie zostały przedstawione bardziej przypominają antyczne rzeźby niż żywych, ruszających się ludzi. Nawet pojedynki pozbawione są dynamiki i wartkiej akcji. Co prawda grafik imieniem Dijef próbuje nadać te cechy swoim pracom, jednakże końcowy rezultat jest raczej znikomy.

Drugi premierowy komiks tego numeru nosi tytuł „Szafranowa noc”. Postać z okładki ma na imię Ważka i jest główną bohaterką tej opowieści. Urodziła się w świecie Troy – dobrze znanym miłośnikom komiksów spod znaku fantasty, chociażby z poprzednich numerów tego almanachu.

Dziewczyna znajduje się nagle w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Jej ojciec umiera, jeden brat najprawdopodobniej jest spiskowcem, a drugi ulega groźnemu wypadkowi. A ponieważ to świat Troy, wszystko to ulegnie jeszcze większym komplikacją. Na scenie pojawi a się nawet duchy przodków no i no jeszcze do tego dochodzi wszędobylska magia i przedziwne zbiegi okoliczności.

Chociaż pierwsza część „Szafranowej nocy” jest krótkim wprowadzeniem do prawdziwej przygody, to już po tych kilku stronach nie sposób odmówić tej pozycji swoistego uroku, a to za sprawą rysunków. Na pierwszy rzut oka wydają się trochę zbyt banalne, żeby nie powiedzieć dziecinne, to jak na komiksowe standardy są dość oryginalne. Przyczyniło się do tego ciekawe zestawienie barw: pastelowych kolorów i mrocznej, głębokiej czerni. Efekt tego eksperymentu jest naprawdę zaskakujący i godny poświęcenia dłuższej chwili uwagi.

W tym numerze antologii nie mogło oczywiście zabraknąć komiksowych stripów, choć to głównie ich kosztem odbyło się zmniejszenie objętości pisma. Za to na publicystykę zabrakło w ogóle miejsca.

Podsumowując jedenasty tom Fantasy Komiks można przeprowadzić następujący bilans: świetny finał „Legendy”, bardzo dobre wprowadzenie do „Szafranowej nocy” i całkiem przyzwoity „Zmierzch bogów”. W sumie daje to kawał dobrej lektury.

Dyskusja