Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Tatooine przyciąga uwagę – recenzja komiksu „Star Wars Komiks Extra 2/2011 (3): Tajemnicze Wydarzenia na Tatooine”

W trzecim numerze kwartalnika „Star Wars – Komiks. Ekstra”, jak można wywnioskować z okładki, czytelnik odetchnie od komiksowej adaptacji serialu animowanego „Wojny klonów”. Pewnie jedni przyjmą to z ulgą, drudzy jękną rozczarowani, ale my skupmy się na omówieniu tego konkretnego tomu.

Postać w masce i dość sugestywny tytuł: „Tajemnicze wydarzenia na Tatooine” nie pozostawiają cienia wątpliwości gdzie będzie się toczyć akcja tej opowieści. Oczywiście chodzi tu o piaszczystą planetę, ojczyznę Anakina i Luke’a Skywalkerów. Świat bardzo dobrze znany nam z filmów.

Wspomniana charakterystyczna maska, to znak rozpoznawany dla rdzennej rasy tej planety: Tuskenów. Ale teraz ich agresja względem osadników z Tatooine wzrosła do tego stopnia, że zaniepokoiło to nawet rycerzy Jedi z centrum galaktyki. Podejrzewają oni, że ktoś posługujący się mocą kieruje atakami tych na pół zezwierzęconych ludzi piasku.

Przypuszczenia Rady musi zweryfikować jej przedstawiciel: mistrz Ki-Adi-Mundi. Trafia on w sam środek niebezpiecznego świata, pełnego intryg i groźnych graczy. Nie przypuszcza bowiem że piaski rozgrzanej planety obfitują w wielu drapieżników, nie tylko tych, pochodzących z królestwa zwierząt.

Dlatego też scenariusz tej historii kształtuje się o wiele lepiej, niż większość dostępnych na rynku pozycji. Przeciwnicy Ki-Adi-Mundi’ego to nie Mroczni Lordowie Sith, tylko istoty, które mają własne życie, cele i powody by stanąć po drugiej stronie. Jedni unoszą się honorem, inni strachem, agresją i ślepą nienawiścią, a jeszcze dla innych najważniejsze są po prostu pieniądze.

W komiksie bardzo ciekawie został przedstawiony świat Tuskenów. W filmie poznaliśmy ich praktycznie jako dzikie, bezlitosne istoty bliższe zwierzętom, niż cywilizowanym rasom. Okazuje się jednak, że u podstaw ich świata leżą hierarchie plemienne, a także wewnętrzny kodeks, który zarazem fascynuje i szokuje.

Przy tym projekcie pracowało wielu grafików: Tom Raney, Rod Pereira, Rick Leonardi i Al Rio. Jak łatwo się domyśleć tak liczne grono, w myśl zasady: „gdzie kucharek sześć”, może okazać się po prostu za duże. Odbija się to nie tylko na elementach tła i scenografii, ale i na sposobie kreacji głównych bohaterów. Dla przykładu Ki-Adi-Mundi z kadru na kadr diametralnie zmienia ubiór. Na to można by jeszcze spojrzeć przez palce gdyby nie to, że oba kadry artyści przedstawili na całych stronach. Wynikło to co prawda z tego, że polskie wydanie jest zbiorem kilku oryginalnych, krótszych komiksów amerykańskich. Ale dla polskiego odbiorcy takie powtórzenie jest nie dość, że zbędne, to jeszcze utrudnia płynny odbiór lektury.

Co się zaś tyczy samych rysunków, to ich ocena nie jest taka łatwa. Dla przykładu można tu podać postać Aurry Sing, która również ma swoje pięć minut w tym numerze. W scenie gdzie uchwycona jest na ślizgaczu wygląda powabnie, pełna jest niemal seksapilu. Ale już kilka stron dalej wygląda, co tu dużo ukrywać, jak wredna jędza.

Żonglerka rysownikami, to jedyne co można zarzucić trzeciemu numerowi: „Star Wars – Komiks. Ekstra”. Na szczęście plusy wynikające z ciekawego, wielowątkowego scenariusza w pełni to rekompensują. W rezultacie otrzymujemy dobry komiks, którego rozwinięcie przyjdzie nam poznać już w następnym numerze magazynu.

Dyskusja