Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Świeża krew w Graalu – recenzja komiksu „Fantasy Komiks 4/2011”

A cóż to zdobi okładkę 12 tomu „Fantasy komiks”? Dwóch młodych mężczyzn i starzec w łodzi na pełnym morzu. Czyżby byli to bohaterowie nowej serii komiksowej? Tak, dokładnie tak! W sierpniu na łamach almanachu popłynie świeża krew.

I bardzo dobrze bo pierwszy komiks tego tomu to nie mogący się zakończyć „Rozbitkowie z Ythaq”. Nie mówię tak dlatego, bo mam dość tej serii, wręcz przeciwnie, jak wielu czytelników i ja darzę ją dużym uznaniem od pierwszego numeru pisma. Ale odnoszę dziwne wrażenie, że wielki finał opowieści już czai się za rogiem, już jest tuż tuż, już, jak to się mówi – „wita się z gąską”, a tu nagle trach i ciąg dalszy nastąpi. I tak jest teraz. Praktycznie cała „Maska Kłamstw” buduje napięcie i urywa się w najmniej oczekiwanym momencie, tylko po to, by w kolejnym numerze zacząć zabawę od początku. Autor scenariusza ewidentnie drażni się z czytelnikiem. Jeszcze jest to na granicy akceptacji, lecz coraz bliżej jej przekroczenia. Obawiam się, że jak wreszcie nie otrzymamy upragnionego zawiązania akcji, komiks z naprawdę dobrego dzieła przerodzi się w irytującego tasiemca brazylijskiego.

Nie chce nic teraz wyrokować, bo omawiana seria, jak i ta konkretna część „Rozbitków z Ythaqu”, jest naprawdę bardzo dobra. Scenarzysta Arleston umiejętnie wprowadza na arenę nowych graczy, zagrożenia i pułapki, przez co dalej fascynuje i oczarowuje czytelnika kunsztem swojej opowieści. Podobnie jest z rysunkami Floch. Dzieło jego rąk dalej zasługuje jedynie na same superlatywy i przylaski, nie zmieniło się bowiem przez całą serię. Dlatego też nie ma się co nad nim dłużej rozwodzić. To po prostu sztampowy przykład zachodnioeuropejskiej szkoły komiksu, która oferuje samych bardzo dobrych grafików.

Druga zawarta w tym zeszycie opowieść to rozwinięcie wstępu do „Szafranowej nocy” z poprzedniego numeru. I tu należy krzyknąć „nareszcie”. Bo po ilości nagromadzonych wątków z poprzedniego numeru, zapewne wielu czytelników z niecierpliwością oczekiwało, by sprawdzić jak rozwinie się fabuła. Osobiście nie poczułem ani grama rozczarowania. W końcu coś, co dzieje się w magicznym świecie Troy (świat znany chociażby za sprawą „Trolli z Troy” czy „Legend Troy”. Te drugie publikowane również w FK) nie może być dziełem słabym.

I tak oto czytelnikom przyjdzie obserwować, jak młodziutka dziewczyna imieniem Ważka podejmie desperackie próby ratowania tronu, pustego po śmierci jej ojca. Spadkobiercą jest jej najstarszy brat – Trzmiel, który jednak nadal nie otrząsnął się po wypadku, jakiego doznał w pierwszej części. Co tu dużo mówić – bliżej mu do warzywa niż do osoby mogącej rządzić krajem. Na szczęście bohaterka ma do pomocy duchy. Zaraz… duchy? W poprzednim numerze był tylko jeden, a teraz okazuje się, że najmłodszy z rodzeństwa zawezwał zmory całej zmarłej, królewskiej familii. Cała Szafranowa Noc zalana zostaje przez falę upiorów, które korzystają do woli z tego, że znów są wśród żywych, psocąc ile wlezie.

Jak widać po powyższych przykładach, czytając ten komiks nie można narzekać na niedomiar wrażeń. Można jednak trochę powybrzydzać przy rysunkach. Są, owszem, poprawne i miłe dla oka, ale nie wszystkie kadry są poprawnie przedstawione. Weźmy dla przykładu rozmowę rycerza Tytana z Ser Thorem. Obaj stoją przy wodospadzie, ale można mieć dziwne wrażenie, że są tak naprawdę wklejeni w scenografię. Coś się nie zgadza, coś nie gra w sposobie przedstawienia tych dwóch sylwetek względem tła. Tak, jakby byli zawieszeni w próżni, a nie stąpali po ubitej ziemi.

Za to z pośród innych rysunków można wybrać bardzo wiele takich, które aż zapierają dech w piersiach swoim rozmachem. Największe wrażenie niewątpliwie na odbiorcy może zrobić scena zgrupowań wojsk na granicy, widziana z perspektywy lotu. Wspaniała scenografia, ciekawe ujęcie i podkreślenie tego wszystkiego mocnym światłem, sprawia, że ta chwila, mimo oszczędności kresek, wydaje się wyrwanym z rzeczywistości obrazem. Dzieje się tak dla tego, że rysownik przy tłach i scenografii rezygnuje z podkreśleń konturów czarnymi liniami, zostawiając tylko barwne plamy składające się na dany element. Dlatego we wspomnianej scenie zarówno ruiny baszty jak i skały, na której stoją, tak dobrze wyglądają.

No a teraz przejdźmy do tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli debiutu – „W poszukiwaniu Graala”. Właśnie bohaterowie tej serii zdobią okładkę bieżącego egzemplarza. Podobnie jak komiks z poprzedniego tomu zatytułowany „Zmierzch Bogów”, jest to komiksowa adaptacja legend. Tym razem oczywiście nie są to sagi nordyckie, a arturiańskie podania, chociaż podobieństwa obu serii są wręcz uderzające.

Każdy kto zna legendę o Arturze wie, że za radą i pomocą Merlina wydobył on ze skały legendarny miecz Excalibur. Komiks rozszerza jednak wiele wątków pobocznych. Zacznijmy od tego, że tłumaczy, czemu to właśnie Artur wydobył miecz, kim tak naprawdę jest Merlin, a czym magiczny miecz i wiele, wiele innych kwestii, które z pewnością zaciekawią czytelnika. Jeżeli miałoby się podać ogólnie przykład dobrej adaptacji komiksowej, to z całą pewnością „W poszukiwaniu Graala” może nią być. Bo nie tracimy niczego z uroku legendy, a także z przyjemności jaką niesie wartka akcja komiksu. Trzeba przyznać Fraceoisowi Dubois, że swój scenariusz wykonał z nad wyraz mistrzowską precyzją. Nie popuścił zanadto wodzy fantazji, ani nie trzymał się sztywno pierwowzoru.

Co się zaś tyczy kreski, jest ona dość ciekawa. Nie jest to klasyczna szkoła zachodnioeuropejska, jak sugerowałoby nazwisko rysownika: Bileau. Widać co prawda olbrzymi jej wpływ na pracę, ale rysunki mają wiele własnego, oryginalnego stylu. Zwłaszcza jeśli przyjrzymy się oczom bohaterów, które mają duże szanse stać się znakiem rozpoznawczym tego artysty. Są one bardzo głębokie i żywe, trochę jak z klasycznych animacji studia Disney’a.

Kolejny tom antologii prezentuje bardzo dobre komiksy europejskie określonego gatunku. Nic więcej dodać nie można, tylko rozkoszować się lekturą. Oby tak dalej, a polscy czytelnicy będą mieć łatwy dostęp do komiksów, które warto znać.

Dyskusja