Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kiedy słońce było bogiem – recenzja filmu „Stara baśń. Kiedy słońce było bogiem”

„Stara Baśń” Józefa Ignacego Kraszewskiego z pewnością nie należy do powieści, które można zekranizować bez większego trudu. Dynamiczna akcja, obfitująca w istotne dla fabuły wydarzenia, różnorodność bohaterów oraz trudne do pominięcia wątki sprawiają, że przeniesienie tej historii na duży ekran to nie lada wyzwanie. Kiedy podejmował się go Jerzy Hoffman, z pewnością był świadomy podobnych trudności. Czy stanął na wysokości zadania?

Jerzy Hoffman wydawał się o tyle dobrym kandydatem do stanowiska reżysera „Starej Baśni”, że w jego wcześniejszym filmowym dorobku nie brakowało produkcji o charakterze historycznym. Nie kto inny przecież, jak właśnie on, nakręcił ekranizacje sienkiewiczowskiej trylogii. Wspominane z sentymentem i swego czasu bardzo wysoko oceniane filmy, takie jak „Pan Wołodyjowski” (1969), „Potop” (1974) czy nowszy „Ogniem i Mieczem” udowodniły, że Hoffman jak mało który filmowiec posiada talent zarówno do ekranizowania dzieł literatury, jak i ukazywania na wielkim ekranie doniosłych wydarzeń z polskiej historii.

„Stara Baśń” jednak o wydarzeniach historycznych nie opowiada. Owszem, akcja powieści osadzona jest w IX wieku na terenie Wielkopolski, która nieco ponad sto lat później stała się kolebką polskiej państwowości. Fabuła jest jednak literacką fikcją, luźno opartą na polskich podaniach i legendach. Ekranizacja także nie trzyma się kurczowo faktów historycznych przeciwnie, nie jest nawet wierną adaptacją powieści. I chociaż pewne modyfikacje wprowadzone przez scenarzystów w niektórych przypadkach wychodzą filmowi na dobre, to ci, którzy liczyli na ekranizację odwzorowującą książkowe wydarzenia scena po scenie – mogą być rozczarowani.

Przypomnijmy, że fabuła „Starej Baśni” toczy się wokół sporu pomiędzy złym kneziem – Popielem (u Krasickiego był to Chwostek), a jego poddanymi z okolicznych ziem. Pana na grodzie cechuje okrucieństwo i zamiłowanie do osiągania swoich celów przy pomocy podstępu. Dlatego też, aby zapewnić potomkowi sukcesję, posuwa się do mordu i truje wszystkich dziedziców swojego rodu. Kiedy za sprawą Piasta – powszechnie szanowanego kmiecia – spisek wychodzi na jaw, poddani buntują się przeciwko władzy Popiela i zwołują wiec. Od tej pory przyjdzie im się zmagać z ludźmi obalonego władcy, wikińskimi posiłkami ( w pierwowzorze byli to Niemcy), a także ze sobą nawzajem, gdyż dojście do porozumienia, nawet na zwołanym w kryzysowej sytuacji wiecu, może być okupione niemałym trudem.

W skład obsady „Starej Baśni” weszli pierwszorzędni polscy aktorzy. Niektórzy z nich byli znani widzom z wcześniejszych produkcji historycznych reżyserowanych przez Jerzego Hoffmana. Nie mogło zabraknąć przede wszystkim Daniela Olbrychskiego, który ma za sobą świetne role zarówno w „Potopie”, jak i „Ogniem i mieczem”. Jako filmowy Piastun, Olbrychski udowodnił, iż nadal znajduje się w świetnej formie. Ci, którzy oglądali „Ogniem i mieczem”, w osobie Popiela bez trudu rozpoznają Bogdana Stupkę, który we wspomnianym filmie wcielił się w Bohdana Zenobiego Chmielnickiego. Jedną z głównych ról przydzielono także Michałowi Żebrowskiemu. Jako Ziemowit – zdolny i porywczy, młody wojownik – wypada dobrze, choć jego grze brakuje tej iskry, jaką pamiętamy chociażby z roli Skrzetuskiego w „OiM”.

„Stara Baśń” to także cała plejada gwiazd wśród postaci drugoplanowych. Takie nazwiska jak Krystyna Feldman, Anna Dymna, Maciej Zakościelny, Mariusz Jakus czy Maciej Kozłowski mówią zresztą same za siebie – a dodać należy, że wśród odtwórców owych pobocznych ról próżno szukać takich, którzy nie stanęliby na wysokości zadania. Wielkie oklaski i osobne wyróżnienie należą się zaś Małgorzacie Foremniak. Znakomicie zagrała niemiecką żonę Popiela. Zimna, wyrachowana, bezwzględna i pozbawiona jakichkolwiek skrupułów – do tej pory rzadko można było oglądać tę aktorkę w tego typu rolach. A szkoda, gdyż w „Starej Baśni” udowodniła, że odtworzenie takiej właśnie postaci nie stanowi dla niej żadnego problemu.

Ważnym elementem każdego niemal filmu historycznego są kostiumy i scenografia. Osoby odpowiedzialne za te elementy w „Starej Baśni” na szczęście wykonały swoją pracę praktycznie bez zarzutu. Niemal wszystkie sceny kręcono w miejscowościach leżących na historycznym szlaku piastowskim, a słynny gród w Biskupinie po raz kolejny doskonale przysłużył się polskiemu kinu. Stroje, w jakie odziani zostali bohaterowie, dość wiernie oddają epokę. To właśnie w kategorii Najlepsze Kostiumy Paweł Grabarczyk dostał nagrodę Orła za pracę przy produkcji „Starej Baśni”. Nie obyło się jednak bez drobnych wpadek – minie jeszcze sporo czasu, zanim filmowcy (tak polscy, jak i europejscy) przyjmą do wiadomości, iż wikingowie w rzeczywistości nie używali hełmów z rogami.

Po raz kolejny także świetnie spisał się Krzesimir Dębski, który skomponował muzykę do „Starej Baśni”. Utwory dobrze wkomponowują się w charakter poszczególnych scen, budując odpowiedni nastrój towarzyszący oglądaniu. Nie jest to wprawdzie ten sam poziom, jak przy utworach do „Ogniem i Mieczem” – jednak Dębski, jako jeden z najlepszych i najbardziej cenionych polskich kompozytorów, po raz kolejny pokazał się z bardzo dobrej strony.

Kończąc wymienianie mocnych stron filmu, należałoby rzec kilka słów o scenach batalistycznych. Nie ma ich tu zbyt dużo i nie mają zbytniego rozmachu, jednak ich realizacja stoi na niezłym poziomie. Z pewnością natomiast zawiodą się ci, którzy liczyli na spektakularne bitwy, w których po każdej ze stron stają tysiące wojów. Pamiętać trzeba, że osią fabuły nie jest konflikt między dwoma potężnymi państwami, a między okrutnym panem i jego uciskanymi poddanymi – stąd i w wielkości armii należało zachować odpowiednie proporcje. Tym niemniej, sceny batalistyczne wykonane są porządnie – sprawny montaż, bitwy przybierające nieoczekiwane zwroty akcji, jak również pasjonujące pojedynki średniowiecznych wojów stanowią o tym najlepiej.

„Starą Baśń” z czystym sumieniem można polecić każdemu, kto z przyjemnością czytał powieść Kraszewskiego. Chociaż w stosunku do książki zaszło tu sporo zmian, to twórcy filmu zdołali przenieść na szklany ekran nastrój, który towarzyszył także lekturze. Warto też podkreślić, iż mimo, że w Polsce „Stara Baśń” Hoffmana nie została przez krytykę przyjęta szczególnie ciepło, to wśród recenzentów spoza naszego kraju dominowały pozytywne opinie. I nawet jeśli w „Starej Baśni” nie ustrzeżono się błędów – mniejszej bądź większej wagi – to najlepiej o wartości tego filmu przekonać się, oglądając go samemu.

Ocena: 4/5

Dyskusja