Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Piter” – fragment siódmy

– Iwan, to ty, czy jak?
Iwan chciał głośno zakląć, ale zabrakło mu sił, zresztą złości też.
Odpowiedział po prostu:
– To ja.

Projekt Dmitrija Głuchowskiego „UNIWERSUM METRO 2033”.
Powieść Szymuna Wroczka „Piter”
z rosyjskiego przełożył: Paweł Podmiotko.
Czyta: Krzysztof Gosztyła

fragment siódmy

– Iwan, to ty, czy jak?
Iwan chciał głośno zakląć, ale zabrakło mu sił, zresztą złości też.
Odpowiedział po prostu:
– To ja.
– Ale numer! – odezwał się głos na posterunku.
Rzeczywiście: niezły numer.
– Zgaś tę swoją lampkę, bo tu zaraz oślepnę!
Wymazany od stóp do głów żółtym, gliniastym błotem, Iwan doczłapał do posterunku i przyjrzał się wyprężonemu na baczność Jefiminiukowi.
– Kto jest dowódcą warty? Dlaczego jesteś sam?
– Znaczy tego… – powiedział Jefiminiuk. – Ja tego…
– Kto dowodzi? – Iwan podniósł głos.
Jefiminiuk zaciął się, zaczął uciekać wzrokiem.
– Sazonow dowodzi – wyznał w końcu. – Przepraszam, dowódco, za ten karabin. Ja to nie specjalnie tak. A Sazonow tutaj był… Tylki go na chwilę zawołali – dokończył z ukraińska.
Tak. A więc Sazonow.
– Kto go zawołał?! – spytał ostro.
– A czo ja, z kraja? Nie wiem.
– Rozpasaliście się – powiedział Iwan. – Ale nic to, już ja was poustawiam.
Odsunął Jefiminiuka na bok, przelazł przez worki z piaskiem. Poszedł w stronę światła.
Wasilieostrowska to stacja typu zamkniętego, dlatego na noc zamykano wszystkie wejścia oprócz dwóch: jedno prowadziło na lewy tor, drugie – na prawy. Czasem wystawiano też wartowników na peronie pomocniczym, który znajdował się dalej, w stronę Primorskiej, ale nie zawsze. Tylko wtedy, gdy w Zatoce zaczynała się „pora kwitnienia” i wszelkie cholerstwo wyłaziło z tunelu, że ledwo dało się nadążyć z naciskaniem spustu.
„Ale dzisiaj dał ciała zwykły posterunek kontrolujący tunel. Sazonow – przecież stary z ciebie lis, to ty miałeś taki genialny pomysł? To żeście się, kurna, wyluzowali”.
W żargonie diggerów nazywa się to Fenomenem Bo. Kiedy skucha zdarza się osobie, po której wcale się tego nie spodziewano. Przed czymś takim nie da się zabezpieczyć.

Wasilieostrowska nigdy nie należała do zbyt pięknych stacji, jak na przykład Plac Powstania z wysokim sklepieniem, ciężkimi kinkietami z brązu, filarami ze sztukaterią i bogatym, „stalinowskim” wystrojem holu. „Waśka”, jak poufale nazywali ją sąsiedzi z Admiratielskiej i Newskiego, była stacją ascetyczną i surową, gotową, by znieść głód, chłód, napaść potworów i wymuszony celibat obrońców. Prawdziwa piterska stacja twierdza.
Iwan wszedł na peron przez jedyne otwarte drzwi. Pozostałe były zamykane na noc – na wszelki wypadek. Jeszcze na podejściu do stacji usłyszał jak szumi wentylacja. Był to huk filtrów tłoczących powietrze z powierzchni. Wasilieostrowska dawno straciła centralne oświetlenie (takich stacji zostało w metrze może trzy, a może w ogóle tylko jedna), ale wszystkie systemy filtracji powietrza oraz pompy odciągające wody gruntowe wciąż tu pracowały. Kosztowało to tyle, że lepiej nie mówić. „Mazuty” z Technolożki dużo biorą za swoje usługi.
Bo gdzie byśmy się podziali?
Za to tunele są niemal suche. I jest czym oddychać na stacji, nawet zamkniętej na noc.
Słabe światło lampek zapasowych sprawiło, że odzwyczajony, zmrużył oczy. Teraz, gdziekolwiek by popatrzył, wszędzie widział tańczące kolorowe plamy.
Na stacji była noc. Główne lampy, zasilane przez agregat z silnikiem Diesla stojący w osobnej maszynowni, były w tym czasie wyłączane. Działały tylko lampki oświetlenia zapasowego, które korzystały z akumulatorów – chińskie lampki choinkowe przeciągnięte nad futrynami drzwi. Dlatego nocą stacja robiła się przytulniejsza. Dobry czas.
Kaszel, chrapanie dorosłych, senne westchnienia maluchów – i czerwone, niebieskie, żółte drobne światełka.
Iwan przeszedł wąskim korytarzem między namiotami, które pokrywały większą część stacji. To była centralna ulica Wasilieostrowskiej, jej Newski Prospekt, istniejący tylko nocą. Za dnia namioty zabierano, zwijano, żeby zwolnić miejsce do pracy, a w weekendy i święta do zabawy. U południowego krańca stacji, za żelazną kratą, wznosiły się widoczne nawet stąd rzędy klatek – hodowla trzody na mięso. Od czasu do czasu dochodził stamtąd ostry, zwierzęcy zapach.
W oddzielnym namiocie spały dzieci, poczynając od czteroletnich. Przedszkole.
Szedł wzdłuż wyliniałych, połatanych namiotów, słyszał oddechy, kaszel, chrapnięcia, czasem ktoś zaczynał mamrotać we śnie, potem przewracał się na drugi bok. Stara dobra Wasilieostrowska.
Jutro wyczyszczą cały peron i postawią stoły. Jutro stacja będzie hulać. I zostało jeszcze –odwrócił się i popatrzył na stacyjny zegar wiszący nad wyjściem do ruchomych schodów; żółte cyfry przeskoczyły na czwartą dwadzieścia trzy – jeszcze trzy godziny.
Długo się woził. Szedł i czasem zdawało mu się, że spada w głąb granitowej posadzki. Podnosił głowę i otrząsał się ze snu.
Spać.
Ale najpierw powinien zdać ekwipunek i się umyć.
– Gdzieś ty był? – Katia, zarządzająca sprzętem i oddziałem medycznym Wasilieostrowskiej, zmrużyła oczy.
– Dobre pytanie. A co, nie widać? – zainteresował się, ściągając „alladyna”. Kombinezon ochrony chemicznej i radiologicznej L-1 to wartościowa rzecz, bez niego w niektórych miejscach nie zrobisz nawet kroku. Szczególnie jeśli choć trochę cenisz sobie to, co masz poniżej pasa.
– Jak można nie widzieć? Cały wysmarowany, gorzej niż jakiś gnilak.

Dyskusja