Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Surrealizm w stanie czystym – recenzja książki „Trojka”

Surrealizm kojarzy się przede wszystkim z kierunkiem w sztuce, z Francją lat 20. XX wieku i z takimi płótnami, jak „Trwałość pamięci” Salvadora Dalego czy „L’Ange du Foyer” Maxa Ernsta. Jeśli jednak pójdzie się o krok dalej, słowo to może przywodzić na myśl wizje oniryczne, absurdy powstałe w ludzkiej podświadomości oraz rzeczywistość, którą nie rządzą prawa logiki. Stepan Chapman przekracza granice tych skojarzeń. Jego „Trojka” to powieść wyznaczająca na nowo limity swobody literackiej i normy estetycznej dopuszczalności. Konfrontuje zagubionego jak jeszcze nigdy wcześniej czytelnika z niezwykłością strumienia myśli bohaterów – śledzenie ich, nie mówiąc nawet o próbie interpretacji, okazać może się nie lada wyzwaniem.

Zarys fabuły prezentuje się nietuzinkowo. Bezkresna pustynia, w nieokreślonym czasie i miejscu. Smagani palącymi promieniami trzech fioletowych słońc przemierzają ją wędrowcy – stara Meksykanka Eva, zaawansowany technologicznie jeep Alex oraz brontozaur Naomi. Nie wiedzą, dokąd idą. Nie wiedzą, skąd przyszli. Nie wiedzą, co robią. Nie wiedzą nawet, kim tak właściwie są. Jedynym pewnikiem jest powtarzająca się co wieczór burza piaskowa, po której ich osobowości lądują losowo w jednym z trzech ciał. Bohaterowie zdają sobie także sprawę z faktu, że są nieśmiertelni – na co komu jednak życie wieczne w warunkach, w których błogosławieństwem byłaby śmierć?

Stepan Chapman nieustannie gra z błądzącym po omacku czytelnikiem w ciuciubabkę – już, już niby daje się złapać, zostawiwszy pewne tropy, po których można podążać; już, już wydawałoby się, że zamysł autora staje się jasny, że wątki zaczynają układać się w logiczną całość, kiedy następuje kolejna zmyłka, kolejna ucieczka, a sens wydaje się bardziej odległy niż na początku. Znów nic się nie zgadza. Kto jest narratorem? Kim są bohaterowie? Co wydarzyło się naprawdę, co było wyobrażeniem, co snem, a co snem we śnie? Gdzie jest rzeczywistość? Czym jest rzeczywistość? Czy jest rzeczywistość?

Formę podporządkowano treści. Styl Chapmana jest równie nieprzenikniony, jak umysły trójki wędrowców. Słowa układają się często w zdania niezwykłe, płynące donikąd, zdawałoby się – pozbawione sensu. Raz po raz wizje zmieniają się; autor odmalowuje przed czytelnikiem oniryczną krainę zamieszkałą przez rybo-ludzi i inne przedziwne istoty, fantasmagoryczny gabinet doktora Labirynta czy też budzący wstręt obraz rozpadającego się domu, w którym zalęgły się larwy i robaki. Wyobraźnia autora zdaje się być niczym nieograniczona, zachwyca i obrzydza, przyciąga i odpycha. Chapman bawi się słowem na przestrzeni akapitu, by za chwilę w jednym zdaniu podsunąć klucz do odczytania całości. A potem ten klucz wyśmiać. I tak raz po raz.

„Trojka” jest w każdym calu niezwykła. To powieść, w przypadku której zbytnią śmiałością byłoby stwierdzenie, iż poznało się w pełni zamysł autora. Wydaje się, że istnieje kilka możliwości interpretacji tego dzieła, a każda jest równie prawidłowa, co błędna. Czy któraś z nich ma cokolwiek wspólnego z tym, co Chapman chciał przekazać? A może autor nawet nie próbował tego robić? Może to tylko książka napisana przez wariata, o wariatach, dla wariatów? Jeśli tak, to idealnie wpasowuję się w docelową grupę odbiorców, a mętlik w głowie po lekturze „Trojki” można porównać jedynie do zagubienia Meksykanki, jeepa i brontozaura na bezkresnej pustyni ogrzewanej promieniami trzech fioletowych słońc.

Ocena: 5/5

Dyskusja