Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wspomnienia i piraci – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 10/2011”

„Star Wars – Komiks”, jak większość antologii i komplikacji, niezależnie, czy to komiksowych, czy np.: literackich, boryka się z pewnym problemem. Problemem tym jest odpowiedź na następujące pytanie: „Czy zawsze zamieszczone materiały są najlepsze”.

W październikowym numerze „Star Wars” z okładki wita nas cała plejada bohaterów klasycznej trylogii. Ale przedstawieni są w trochę inny, daleki od tradycyjnego, sposób przedstawienia postaci . Chodzi mianowicie o to, że wszystkie sylwetki zostały wykreowane w mangowym stylu. Pewnie nie jednemu fanowi serce załomotało szybciej na ten widok, niezależnie od tego, czy z radości, czy z przerażenia na myśl o takim eksperymencie. Ale żaden z komiksów zamieszczony w tym numerze nie jest rysowany na modłę dalekowschodnią.

Trzy pierwsze mini historie to cykl, który wierni czytelnicy pisma zdążyli już poznać: Cheewbacka. Dwa dobrze nam znane z ekranu droidy: C-3PO i R2-D2, zbierają informacje na temat zmarłego przyjaciela Hana Solo. W tym celu przeprowadzają wywiady z najbliższymi mu osobami. Tym razem są to Wedge Antiles, Lando Carrilsian i księżniczka Leia.

Nie ma sensu rozbijać się tu na omówienia poszczególnych relacji, ale można zauważyć pewną, niestety niezbyt pozytywną prawidłowość. Mam na myśli tendencję spadkową jakości zamieszczonych opowieści. Pierwsza historia jest ciekawa, zabawna i pełna akcji. Druga, opowieść Landa, jest już nieco słabsza, ale nadal ma kilka humorystycznych akcentów i dynamiki. Natomiast rozmowa z Leią wypada zdecydowanie najgorzej. Brak w niej retrospekcji czy jakichkolwiek wspomnień. Są to raczej statyczne kadry, na których mamy narzekanie zazdrosnej Leii o przyjaźń jej męża z Chewiem. Nic ponadto.

Jeżeli chodzi o kwestię graficzną, to wszystkie trzy tytuły są narysowane poprawnie, chociaż opowieść Landa mocniej zaakcentowana na humor, przez co i jej forma graficzna odbiega od realistycznej kreski. Najlepiej znowu wypadają wspomnienia Wedge’a, gdzie kreska jest czysta, a jednocześnie pełna detali i szczegółów.
Oprócz komiksów z tego cyklu mamy zamieszczoną jeszcze jedną historię: „Piraci Gwiazdy Śmierci”. I pierwsze, co wręcz bije po oczach, to rysunki! Są do bólu schematyczne, dosłownie kanciaste i, nie bójmy się użyć tego słowa, szkaradne. Wszystkie te negatywne czynniki potęguje jeszcze fakt, że większość kadrów utrzymana jest w czerwono – czarnej tonacji (barwy wyłącznie podstawowe), co dodatkowo drażni oko czytającej osoby.

Może się wydawać, że rysownik imieniem Glen Murakami silił się, aby skopiować unikatowy styl Gendy Tartakowsky’ego. Ale o ile twórcy kreskówek o Dexterze i Atomówkach (a nawet animowanych tradycyjnie „The Clone Wars) zabiegi te wyszły poprawnie w stu procentach, to w przypadku komiksu jest to jak najbardziej nieudany eksperyment.

Dodatkowo na minus przemawia jeszcze fakt, że sam scenariusz również nie należy do najlepszych. Luke i przyjaciele, tuż po bitwie o Yavin, trafiają na kosmicznych piratów i… i koniec. Pokonują ich i na tym cała fabuła się kończy. Żadnego rozwoju akcji, żadnej pointy czy chociażby zabawnych momentów. Nic, co przemawiałoby na korzyść tego tytułu.

Gdy takie komiksy, jak „Piraci z Gwiazdy Śmierci”, trafiają do almanachu opatrzonego podtytułem „Najlepsze komiksy ze świata Gwiezdnych Wojen”, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zaszła jakaś pomyłka. Przecież ten tytuł jest najzwyklejszym w świecie marnowaniem miejsca w antologii, a przez to również czasu i pieniędzy czytelników. Jestem przekonany, że na pewno znalazłyby się inne tytuły, które mogłyby spokojnie zastąpić miejsce tego tytułu. Jego obecność można usprawiedliwić tylko, gdyby na okładce zamieniono słowo „najlepsze”, na „najciekawsze”. Wtedy taki eksperyment można by uznać jako swoistą ciekawostkę.

Październikowy numer wypada więc zdecydowanie słabo. Jedna dobra historia i druga średnia nie sprawią, że numer ten będzie dobry. A szkoda. Przecież liczymy na te najlepsze komiksy, a nie ze średniej półki.

Dyskusja