Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Koniec czy początek? – recenzja komiksu „Star Wars. Rycerze Starej Republiki. Tom 6: Oczyszczenie”

W szóstym tomie Rycerzy Starej Republiki: „Oczyszczenie”, misja Zayne’a Carricka, którą zapoczątkowało zabójstwo padawanów na Taris, w końcu dobiega końca. Uczeń, niesłusznie ogłoszony zbrodniarzem i mordercą, próbuje ostatecznie dowieść swojej niewinności. W oczyszczeniu jego imienia ma pomóc ujawnienie mrocznych działań Tajnego Przymierza Jedi, które, jak wiemy od samego początku, stoi za masakrą z pierwszego zeszytu serii.

Młody padawan posiada znikomą wrażliwość na moc, a w ucieczce przed członkami Przymierza z pewnością nie pomaga mu talent do bycia w złym miejscu, o złym czasie. Podczas desperackiej ucieczki pakuje się w coraz to poważniejsze kłopoty, przeżywając przy tym wiele niebezpiecznych przygód. Zaczynając od udziału w wojnach Mandalorian z Republiką, poprzez doprowadzenie do upadku władzy rodziny Adasca, a na zmieniającym ludzi w potwory amulecie Murra kończąc. Mimo nieustannych problemów oraz całej galaktyce zwróconej przeciwko sobie, Zayne znajduje sobie wiernych przyjaciół. Przebiegły i sprytny Gryph , a także piękna Jarael są gotowi trwać przy nim w najtrudniejszych chwilach, wierząc w jego niewinność.

W „Oczyszczeniu” główni bohaterowie, wraz z pomocą w postaci dwójki ithiorian – braci Moomo, trafiają na Odryn, rodzinną planetę Feeorian. Odkrycie magazynu pełnego artefaktów sithów prowadzi do upragnionego przełomu w walce z Przymierzem. Wizja mistrzów jedi dotycząca ich własnej śmierci również zaczyna się wypełniać. Zayne chcąc przywrócić swoje dobre imię udaje się na Coruscant, do posiadłości rodziny Draayów. Tam bohater mierzy się ze swoim byłym mistrzem, Lucienem Draay’em i doprowadza sprawę do końca.

Warto zaznaczyć że jeden z członków przymierza, Xamar, przechodzi zdecydowaną przemianę. Zaczyna on wątpić w słuszność dotychczasowych działań i buntuje się przeciwko rozkazom Luciena. Skruszony Mistrz Jedi postanawia przyznać się przed Radą do prawdy oraz pomóc Zayne’owi. Lecz czy te działania podyktowane są wyrzutami sumienia lub poświęceniem dla swojej pani – Lady Kryndy? Czy też może zwykłą nadzieją na ocalenie własnego życia? W końcu Zayne powiedział: „Ten, kto się przyzna, przeżyje”.

Tutaj wypadałoby jeszcze wspomnieć o zupełnym przeciwieństwie khilanskiego jedi – Lucienie. Jego postać dalej pozostaje bardzo statyczna. Przez cały czas naiwnie wierzy w słuszność swoich poczynań, usprawiedliwiając je jako wybór mniejszego zła. Zaślepiony obawą przed powrotem sithow nie cofnie się przed niczym, a wszystko po to by nie dopuścić do wypełnienia się przepowiedni.

Stronę graficzną tworzyło aż czterech artystów. Podobnie jak w poprzednich zeszytach, nie wpłynęło to na korzyść albumu. Jak to bywa w zestawieniach, jedne prace wypadają lepiej, a inne słabiej mimo, że nie są szczególnie gorsze. Na wyróżnienie zasługują jak zwykle prace Briana Chinga. Stały się one, jak dla mnie, elementem rozpoznawczym tej serii. Możemy znaleźć je w każdym zeszycie oraz na większości okładek. Autor operuje przede wszystkim światłocieniem i płynnym przechodzeniem barw, bez wyraźnie zaznaczonych konturów. Rysunki wydaja się trochę rozmyte, ale przez to bardziej realne. Twarze postaci nie sprawiają wrażenia sztucznych, tak jak w przypadku pierwszej połowy komiksu pt: „Wychwalany”. W pracach Bonga Dazo wydają się być nienaturalne i trochę zbyt bajkowe. Jednak zdecydowanie najsłabiej wypadają, gdy rysownik połączył siły z Joe Pimentelem na stronach 99-120.

Tam postacie wydają się być karykaturalne, z każdą stroną rysownik coraz bardziej popada w przesadę i coraz bardziej wyszczególnia rysy twarzy. Najlepszym przykładem jest fizjonomia Haazena, jego twarz pokrywa niezliczona ilość linii, które zdają się nie mieć pokrycia w rzeczywistej anatomii.

W „Oczyszczeniu” wszystko zmierza do finału, ale nie oznacza to definitywnego zakończenia serii. Autor scenariusza nie wprowadzał już innych, otwartych wątków dotyczących Zayne’a ale jednoznacznie zasugerował nam kontynuację, w myśl zasady: „coś się kończy, coś się zaczyna”.

Komiks obfituje w dynamiczne postaci, które zmieniały się na przestrzeni kolejnych części, by ostatecznie „dorosnąć” na łamach tego tomu. Na wyróżnienie zasługuje naprawdę dobre i zaskakujące zakończenie, które mnie – jako fana serii nie zawiodło. Szósta część jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, tak też nikt nie może narzekać na przewidywalność i schematyczność – co jest wielkim plusem, gdyż można doszukać się tego w wielu komiksach Star Wars.

Dyskusja