Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Powieść nie dla każdego – recenzja książki „Próba kwiatów”

„Próba kwiatów”, jeśliby chcieć określić ją w możliwie najzwięźlejszy sposób, to książka niezwykle dziwna. Łączy w sobie specyficzny niepokój i duszną atmosferę new weird z domieszką urban fantasy, aż po naleciałości literatury modernistycznej czy naturalistycznej, momentami wręcz turpistycznej. Czy taka mieszkanka może w ogóle okazać się strawna? Jay Lake udowadnia, że jak najbardziej – o ile czytelnik dysponuje silną psychiką i mocnym żołądkiem.

Powieść zaczyna się dość niewinnie – oto bowiem mamy trzech bohaterów, dwóch mężczyzn i jednego karła, a łączy ich jedno – troska o Nieprzemijające Miasto, w którym sytuacja nie wygląda najlepiej. O Imperatorze dawno temu słuch zaginął, a władzę sprawuje skorumpowane i zbiurokratyzowane Zgromadzenie Obywateli. Narasta panika związana z plotkami o zbliżającej się wrogiej armii, ponadto nasilają się noumenalne ataki. Miasto nie cieszy się już przychylnością Starych Bóstw, a miast skupić się na obronie przed zewnętrznym zagrożeniem, musi wpierw stawić czoła konfliktom wewnętrznym – sporom między dwoma frakcjami karłów, Zaszytymi i Rozciętymi. Na domiar złego, na scenę wkracza kandydat na burmistrza – mimo że od wieków nikt nie sprawował tego stanowiska – i powołując się na dawny precedens, żąda przeprowadzenia próby kwiatów.

Trzech protagonistów robi, co tylko w ich stanie, by działać dla dobra miasta, nie oznacza to jednak, że kierują nimi szlachetne pobudki lub że wyróżniają ich nieskazitelne postawy. Jest wręcz przeciwnie. Postaci bohaterów są odrażające, nie budzą w czytelniku sympatii i – choć powinno się im kibicować – trudno przychodzi sympatyzowanie z dłużnikiem, zdrajcą lub sadystą. Te obmierzłe charaktery pasują jak ulał do Nieprzemijającego Miasta – miejsca brudnego, plugawego, skażonego najgorszymi wadami ludzkimi.

Przytłaczający, duszny klimat metropolii tworzy nastrój całej powieści. Momentami trzeba się zmuszać do dalszej lektury, bowiem obrazy, które kreuje Lake, nie należą do przyjemnych dla wyobraźni. Ludzkie słabości, okrucieństwo, najbardziej wstydliwe pragnienia – wszystko to przedstawione zostało na kartach utworu. Autor nie ucieka przed dosadnymi, naturalistycznymi opisami budzącymi obrzydzenie. Można takiego zabiegu nie polubić, trzeba jednak docenić fakt, jak wspaniale udaje się Lake’owi grać na emocjach czytelnika, oddziaływać nie na jego intelekt, a na zmysły i pierwotne odruchy.

Na tym tle kuleje nieco fabuła. Wydarzenia zbyt często biegną przypadkowym torem, a kolejne poczynania bohaterów nie trzymają w napięciu. Często dochodzi do niepotrzebnych zwolnień tempa akcji. Jeśli zaś odrzemy powieść z jej zatęchłego klimatu, a postaci z negatywnych emocji, jakie wzbudzają w czytelniku – otrzymamy prostą i mało wciągającą opowieść, w której zbyt często wydarzenia rozwiązuje deus ex machina. Co gorsza, wiele elementów konstrukcji tego interesującego świata pozostaje niewyjaśnionych, a szkoda. Oliwy do ognia dolewają też błędy, które można odnaleźć na kartach „Próby kwiatów”. Już na pierwszej stronie razi w oczy brakujący przecinek, a i w dalszej części książki nie brakuje wpadek; trafił się nawet wyjątkowo paskudny błąd ortograficzny.

Warto jednak dać szansę powieści Jaya Lake’a, pozwolić porwać się wykreowanemu przez niego Nieprzemijającemu Miastu. Metropolii, która nie jest tak właściwie usytuowana w żadnej konkretnej przestrzeni, w żadnym miejscu czy czasie – a mroczne żądze i zepsute charaktery jej mieszkańców wpisują się nie tylko w ramy fantastyki. Jeśli ktoś poszukuje dekadenckiego klimatu, a nie razi go epatowanie brzydotą i okrucieństwem, powinien po „Próbę kwiatów” czym prędzej sięgnąć.

Dziękujemy wyd. MAG za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja