Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czekoladowa psychodelia – recenzja filmu „Charlie i Fabryka Czekolady”

Tim Burton to jedna z najsolidniejszych marek Hollywood. W jego dorobku nie brakuje prawdziwych filmowych perełek, a ilekroć bierze się za kręcenie kolejnej produkcji, tyle razy wyczekują jej miliony fanów z całego Świata. Nie inaczej było w przypadku „Charliego i Fabryki Czekolady”, która na ekranach polskich kin pojawiła się jesienią 2005 roku.

Tytułowy Charlie to ubogi chłopiec żyjący w miasteczku, w którym działa największa na świecie fabryka czekolady. Produkowanymi tam smakołykami zajadają się dzieci i dorośli na wszystkich kontynentach, jednak sama fabryka jest niezwykle tajemniczym miejscem. Od wielu lat nikt nie widział, by wchodzili do niej bądź wychodzili jacykolwiek pracownicy, stąd sposób wytwarzania czekolady pozostaje dla wszystkich zagadką. Nieoczekiwanie, przed jej konsumentami pojawia się szansa odwiedzenia fabryki. Jej dyrektor, Willy Wonka, do pięciu czekolad dołącza złote bilety. Szczęśliwi znalazcy mają otrzymać zaproszenie na wycieczkę po jego zakładzie. Nieoczekiwanie Charlie zostaje jednym z tych szczęśliwców. Wraz z opiekunem – dziadkiem, pracującym niegdyś u Willy’ego Wonki – stawia się w wyznaczonym miejscu i czasie, by przeżyć niezapomnianą przygodę w fabryce pełnej tajemnic i… niebezpieczeństw.

Na miejscu okazuje się, że pośród uczestników wycieczki jedynie Charlie jest dzieckiem grzecznym, nierozpieszczonym i dobrze wychowanym. Wszyscy pozostali odznaczają się paskudnymi charakterami, zawiścią i nadmierną pewnością siebie. Augustus Gloop to obżartuch, Veruca Salt jest rozkapryszona i próżna, Violet Beauregarde dostrzega tylko czubek swojego nosa, zaś Mike Teavee to antypatyczny, zamknięty w świecie gier komputerowych dzieciak, nieodpowiedzialny i lekkoduszny.

Willy Wonka – perfekcyjnie zagrany przez Johny’ego Deppa – wyraźnie jednak nie lubi niegrzecznych małolatów. Nic więc dziwnego, że kiedy w toku wędrówki po jego fabryce kolejne dzieciaki dają się poznać z jak najgorszej strony, Wonka nie interweniuje, gdy spotyka je zasłużona kara i z przyjemnością przygląda się, jak ponoszą konsekwencje swoich czynów. Dla niemal wszystkich z nich wycieczka po fabryce staje się gorzką lekcją pokory.

Dla odmiany, tytułowa postać Charliego jest tą, która niesie morały wypływające z filmu. Pokazuje jasno, że pycha, próżność i zawiść ponoszą klęskę, kiedy skonfrontować je ze skromnością, życzliwością i gotowością pomocy innym. Godny podkreślenia jest także obraz rodziny Charliego oraz stosunek, jaki chłopiec wobec niej żywi. Ponad wszystko kocha swoich rodziców i dziadków, a na rozstanie z nimi nie zdecydowałby się, nawet gdyby oznaczało to wybicie się z fatalnej sytuacji materialnej. „Charlie i Fabryka Czekolady”, jak przystało na dobrą baśń, ukazuje odbiorcy dobre i złe wzorce, promując zarazem pozytywne wartości.

„Charlie i Fabryka Czekolady” nie byłby tym, czym jest, gdyby nie psychodelia, którą Tim Burton raczy widza niemal od początku projekcji, aż po napisy końcowe. Niektóre ze scen i rozwiązań fabularnych są do tego stopnia absurdalne, że poznając je, trudno powstrzymać się przed złapaniem się za głowę. Dziewczynka zamieniająca się w wielką jagodę, chłopiec wciągnięty do rury pełnej czekolady czy wiewiórki pracujące przy rozgryzaniu orzechów, to zaledwie niewinne drobiazgi, jeśli skonfrontować je z faktem, iż pracownikami fabryki są tak naprawdę karzełki, przywiezione przez Wonkę z bliżej niezidentyfikowanego egzotycznego kraju, a zwane Umpa-Lumpami. Przypominające nieco skrzyżowanie Indian z ożywionymi ogrodowymi krasnalami (jakkolwiek to brzmi – tak właśnie wyglądają) zdecydowały się zamienić nudny żywot w tropikalnej dżungli, na pracę przy produkcji smakołyków. Wszystko to stanowi jednak siłę filmu i służy pokazaniu widzowi dobitnie, iż został przeniesiony do zupełnie innego, magicznego świata, którego realia wymykają się wszelkim konwenansom.

To, czym „Charlie i Fabryka Czekolady” urzeka od samego początku, to scenografia. Począwszy od rozpadającej się chatki, zamieszkałej przez Charliego i jego rodzinę, poprzez miasto, w którym żyje główny bohater, a skończywszy

na samej fabryce, lokacje w najnowszym dziele Tima Burtona są istną ucztą dla oczu. W przypadku tytułowej wytwórni czekolady, zwraca uwagę także ich różnorodność. W jednej chwili widzimy rozległą halę, z wnętrzem urządzonym na imitację polany, z czekoladą płynącą strumykami i feeria cukierkowych barw. Wkrótce zaś przenosimy się do zupełnie białego, sterylnie czystego pomieszczenia pełnego nowoczesnych, technologicznych gadżetów. Niewątpliwie, zespół odpowiedzialny za przygotowanie scenografii wykonał świetną pracę, co zresztą zostało dostrzeżone przez krytykę i zaowocowało kilkoma nominacjami do prestiżowych nagród w tej dziedzinie.

Aktorów takich jak Johnny Depp, czy Helena Bonham Carter, nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Od wielu lat współpracujący z Timem Burtonem przy jego kolejnych produkcjach, w „Charliem i Fabryce Czekolady” ponownie stanęli na wysokości zadania. Wspaniałą kreację odnotował też David Kelly, wiekowy (w momencie premiery filmu miał 76 lat), ale ciągle wykazujący się wybitnym aktorskim kunsztem. Przypadła mu w udziale rola Joe’go, dziadka Charlie’go i wywiązał się z niej wyśmienicie, będąc jednym z jaśniejszych punktów obsady. Trudno mieć też jakiekolwiek zastrzeżenia do odtwórców ról dziecięcych. Małoletni aktorzy, podobnie jak ich starsi koledzy z planu, pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.

„Charlie i Fabryka Czekolady” to wartościowa produkcja, godna polecenia zarówno młodszym odbiorcom, jak i ich rodzicom. Młodszym, zwłaszcza ku przestrodze, by wiedzieli, że pyszałkowatość i arogancja to cechy, które obracają się przeciw tym, którzy się nimi odznaczają. Dla starszych zaś – gdyż film ma w stosunku do nich jasny przekaz, mówiący o tym, iż dzieci należy wychowywać, a nie jedynie karmić i rozpływać się w zachwytach nad nimi, rozpieszczając, i pozwalając robić wszystko, na co tylko mają ochotę. „Charlie i Fabryka Czekolady” to pełna specyficznego uroku baśń z morałem, która nie pozwala o sobie zapomnieć jeszcze przez długi czas po obejrzeniu. Kto jeszcze nie zdążył się o tym przekonać, powinien to czym prędzej uczynić.

Ocena: 4/5

Dyskusja