Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Fantastyka w stylu retro – recenzja książki „Demon ruchu i inne opowiadania”

Nazwisko Stefana Grabińskiego, dziś nieco zapomniane, znane jest zapewne starszym miłośnikom powieści grozy. Autor ten, tworzący w okresie dwudziestolecia międzywojennego, uważany jest za prekursora rodzimej fantastyki. Choć w dzisiejszych czasach nieco archaiczny i dla niektórych niezrozumiały – Grabiński zdecydowanie zasłużył na wznowienia swoich książek. Cieszy więc fakt ponownego wydania „Demona ruchu i innych opowiadań”.

Opowieści grozy, tworzone przez tego autora, często przyrównywane są do tekstów Edgara Allana Poe. Analogia ta nie jest bezpodstawna – obaj twórcy łączyli ze sobą elementy realistycznego opisu z poetyckim odbiorem otaczającej ich rzeczywistości. W różnych tylko kierunkach poszły ich zainteresowania – Grabiński zdecydowanie zafascynowany był rozwojem ciężkich maszyn, a zwłaszcza kolei. Nie był w tym w owym czasie odosobniony – znana była koncepcja trzech M, stworzona przez Awangardę Krakowską. Był to kult miasta, masy i maszyny, obecny także w twórczości Grabińskiego, przemawiający z bodaj wszystkich jego opowiadań.

Przesłanie, jakie wyłania się z lektury „Demona ruchu”, można sprowadzić do stwierdzenia, że nic nie jest przewidywalne. W każdym elemencie codzienności może znaleźć się jakiś przejaw niesamowitości, który otwiera bramy do innych wymiarów, nieznanych światów czy niebezpiecznych zjawisk. Realizm i fantastyka to nie są przeciwstawne stany – to dwie płaszczyzny, które nie tylko współistnieją, ale także przenikają się wzajemnie.

We wznowieniu znajdują się trzy rodzaje opowiadań, wybranych z innych, starszych zbiorów Grabińskiego. Pierwszy z nich oddany jest w całości kolei: znajdziemy tu pociągi widma, szalonych maszynistów i konduktorów – upiory. Drugi jednolity rodzaj, to opowieści z tomu „Księga ognia”, w którym zawarte były historie oscylujące wokół tematyki ognia, w tym także podania strażackie i przetworzone opowieści kominiarzy. Do trzeciego rodzaju zaliczyć należy teksty niejednorodne, opowiadające o sobowtórze, widmowej kochance czy modnym także w owym czasie motywie wampiryzmu.

Na uwagę zasługuje przede wszystkim język powieści. Jest on jak na dzisiejsze czasy archaiczny, ale przy tym niezwykle subtelny i sugestywny. Grabiński uprawia klasyczną prozę poetycką, w której język odgrywa rolę równie ważną jak opowiadana historia. Jest nie tylko środkiem przekazu – jest też jego źródłem. Zapewne „Demona ruchu” ciężko będzie się czytało tym wszystkim, którzy lubią współczesną, lekką narrację, mającą na celu jedynie przekazanie kolejnych informacji. Grabiński operuje językiem w zupełnie inny sposób i w innym celu. Tu nie ma miejsca na proste przesuwanie narracji ze stacji A do punktu B. Pomiędzy nimi wszak czają się liczne niedomówienia, którym język musi sprostać.

Pięknie wydane wznowienie „Demona ruchu” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich prawdziwych miłośników literatury, a fantastyki w szczególności. Proza Grabińskiego przypomina nam, od czego zaczął się rozwój gatunku w Polsce i na czym bazowali późniejsi wielcy twórcy gatunku. Oprócz jednak wartości czysto sentymentalnej posiada wszystko to, co powinna zawierać dobra literatura: historię, zagadkę i językowe piękno. Potrzeba jedynie chwili, by się nad tym tomem pochylić i poświęcić mu nieco czasu.

Dziękujemy wyd. ZYSK I S-KA za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego.

Ocena: 4/5

Dyskusja