Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Iron(ic) Man – recenzja filmu „Iron Man”

Filmowe produkcje Marvela stały się w ostatnich latach bardzo popularne. Na srebrny ekran został przeniesiony Spider-Man, X-meni i wielu innych. Nic więc dziwnego, że nie mogło w tym gronie zabraknąć również postaci Iron – Mana, jednego z czołowych przedstawicieli grupy super-bohaterów, zwanej Avengers (Mściciele).

Film zaczyna się dynamicznie, a dokładnie – od wielkiego wybuchu w rytm muzyki AC/DC. Samochód którym jest przewożony Tony Stark, główny bohater filmu, stał się celem terrorystów. Aby zrozumieć jak doszło do tego, niezbędna była natychmiastowa retrospekcja, z której dowiadujemy się, jak lekkie i beztroskie życie prowadził dotąd Tony. Jest spadkobiercą wielkiej firmy zbrojeniowej i właśnie to dziedzictwo doprowadziło go nie tylko do fortuny, ale też do porwania, a co za tym idzie – wspomnianego już wybuchu. Całość komplikuje fakt, że w czasie wypadku, w jego ciele znalazły się niebezpieczne odłamki. Jedynie umieszczenie tajemniczego reaktora łukowego w ciele, może przedłużyć życie Starkowi. Aby odzyskać wolność, zmuszony jest wymyślić jakiś fortel.

Łatwo się więc domyślić, gdzie i kiedy główny bohater przywdzieje po raz pierwszy swą charakterystyczną zbroję. Później tylko kilka udoskonaleń i „czary mary” – mamy klasycznego Iron Mana. A skoro mamy Iron Mana, to przydałby się i jego super przeciwnik. Kolejne „czary mary” i mamy wszystko to, co miłośnicy komiksów tak sobie chwalą.

Iron Man jest więc klasycznym przykładem filmu opartego na komiksach, wedle prostego schematu: powstanie (uzyskanie super mocy), walka z super łotrem i pointa na końcu. A mimo to „Iron Man” wydaje się wyróżniać na tle innych tego typu produkcji.

Pierwszym niewątpliwym atutem tego filmu jest humor. Niewymuszone, a wręcz – mogłoby się wydawać – naturalne gagi to przede wszystkim cięte riposty Tonego Starka. Aktor wcielający się w tą postać – Robert Downey Jr., doskonale oddał charakter bohatera. Na pozór beztroski, a jednak dotknięty życiowymi tragediami (w końcu był sierotą), pełen jest ironii. Świetnie dowodzą tego sceny takie, jak jedzenie hamburgera podczas sesji prasowej czy pełen zakłopotania komentarz, gdy został nakryty przez swoją asystentkę przy zdejmowaniu zbroi (Iron Man na początku samodzielnie nie potrafił jej zdjąć, potrzebował asysty robotów): „Cóż, nakrywałaś mnie już przy gorszych rzeczach”

Drugą ważną zaletą tej produkcji są niewątpliwie efekty specjalne. I nie mam tu na myśli finałowej walki z głównym przeciwnikiem, mimo że jest ona pełna fajerwerków i wizualnych perełek. Mam tu na myśli podejście do kostiumów. W dobie elektronicznego przetwarzania obrazu, zarówno Iron Man jak i jego przeciwnik mogliby być w całości wygenerowani komputerowo. Ale tak się nie stało. W przeciwieństwie do super istot np. z „Hulka”, kostiumy postaci, które widzimy w „Iron Manie”, są stworzone tradycyjnie. I taką różnicę na linii komputerowa grafika – ciężka praca scenografów, sprawne oko widza od razu wychwyci.

Ostatnim plusem przemawiającym na korzyść tego tytułu jest muzyka. Gdybyśmy mieli skojarzyć pasujący do „Iron Mana” gatunek muzyczny, to już sam tytuł sugeruje nam wybór. Oczywiście, chodzi o ciężkiego rocka. Usłyszymy więc wspomniany już kawałek AC/DC, zatytułowany: „Back In Black”, zaś oczekiwanie na ukrytą scenę po napisach końcowych umili nam adaptacja kawałka Black Sabbath, o jakże swojskim tytule: „Iron Man”.

No właśnie, ukryta scena po napisach końcowych. W ostatnich kilku produkcjach Marvela można takie dostrzec. Dziś już wiemy, że chodzi tu o nawiązanie, tak jak w komiksowym oryginale, do crossoveru, czyli grupy Avengers. Teraz już wiemy, że film pod tym samym tytułem trafi do kin lada moment. Taka dbałość o szersze spektrum realiów filmu zapewne ucieszy nie jednego fana komiksu.

I to właśnie oni – fani komiksów, powinni wynieść z tego filmu najwięcej pozytywnych wrażeń. Inni widzowie mogą dostrzec tylko prosty schemat „zdobycie super mocy – walka – pointa”. I w tym momencie recenzji pojawia się problem, jak jednoznacznie ocenić film.

Jeśli patrzeć z punktu widzenia tych pierwszych, „Iron Man” wybija się, jak już wspominałem, na tle innych komiksowych adaptacji. Z perspektywy tych drugich, tytuł ten to i tak dobre kino akcji, okraszone ironicznymi dowcipami. Tak więc „Iron Man” zasługuje na dobrą ocenę i śmiałe polecenie każdemu, kto chce spędzić przyjemnie czas w gronie dobrych znajomych i miseczki popcornu.

Ocena: 4/5

Dyskusja