Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kiepska zamiana – recenzja filmu „Zamiana ciał”

Nie samym ambitnym kinem człowiek żyje. W myśl tej zasady można raz na jakiś dać odpocząć zmęczonemu umysłowi i oddać się rozrywce niewymagającej specjalnego, intelektualnego zaangażowania. Wydawałoby się, że wyświetlane w multipleksach komedie zza oceanu, nadają się do tego idealnie. Okazuje się jednak, że są wśród nich i takie, gdzie nagromadzenie klozetowego humoru jest tak duże, iż dotarcie do napisów końcowych stanowi nie lada wyzwanie.

Mitch i Dave znają się od małego. Niegdyś byli najlepszymi przyjaciółmi, ale wraz z upływem lat ich więzi osłabły, każdy z nich obrał inną życiową drogę. Lata ciężkich studiów, pracy na wielu etatach i wytrwałego pokonywania wszelkich przeciwności, pozwoliły Dave’owi zająć prominentną posadę w wielkiej korporacji. Ma żonę, trójkę dzieci, ustatkował się. Mitch to jego zupełne przeciwieństwo. Jest leniwy, dziecinny, a jego życie wypełnia wyłącznie dobra zabawa, pełna niezobowiązującego seksu i rozrywek wszelkiej maści. Pewnego razu udają się wspólnie do baru na mecz. Po zakrapianym alkholem wieczorze, dochodzą do wniosku, że zazdroszczą sobie nawzajem. Dave chciałby zasmakować takiej wolności i luzu, jaką ma Mitch, ten natomiast chętnie znalazły się w skórze swojego kolegi. Nieoczekiwanie ich życzenie się spełnia. Przez najbliższe dni będą musieli pozostać w cudzych ciałach i sprostać wszystkim wyzwaniom, jakie się z tym wiążą.

Pomysł, jaki narodził się w głowach scenarzystów: Jona Lucasa i Scotta Moore’a, nie należy do świeżych. Motyw zamiany ciał przewijał się przez hollywoodzkie filmy już kilkakrotnie, by wspomnieć tylko „Zwariowany piątek” Gary’ego Nelsona, wraz ze wszystkimi jego remake’ami (ostatni, dosyć udany, pojawił się w 2003 roku i wyszedł spod ręki Marka Watersa), czy „Vice Versa”, wyreżyserowany w 1988 przez Briana Gilberta. Nigdy wcześniej jednak nie posłużył on za oś fabuły dla obrazu, który z powodzeniem można by umieścić pośród niezbyt udanych kontynuacji „American Pie”, jeśli brać pod uwagę poziom prezentowanego w nim humoru.

Zawód jest tym większy, kiedy zauważy się, że Lucas i Moore pisali wcześniej scenariusz do całkiem niezłego „Kac Vegas”. Tym razem obaj panowie zaprezentowali się ze znacznie gorszej strony, zmuszając widza do oglądania niemowlęcych narządów płciowych, mężczyzn deklarujących gotowość wykonania czegoś, co na siłę można by określić jako autofellatio, nie wspominając o dzieciaku zostawiającym śmierdzącą niespodziankę na twarzy jednego z rodziców. Humor na wyższym poziomie pojawia się w „Zamianie ciał” sporadycznie. Dla znacznej części widzów będzie to wystarczający powód, by opuścić kino na długo przed zakończeniem projekcji.

Obok prymitywnych dowcipów, „Zamiana Ciał” pochwalić się może sporą ilością scen erotycznych, tudzież w ten czy inny sposób nawiązujących do seksu. Jednak poza kilkoma kadrami, w których na pierwszy plan wysuwają się nagie biusty aktorek o różnej urodzie, owe sceny sprawiają wrażenie maksymalnie ugrzecznionych. Kiedykolwiek między bohaterami dochodzi do fizycznych zbliżeń, odbywa się to po bożemu, pod kocem. W najlepszym wypadku kamera po prostu skupia się na miejscach oddalonych od centrum uwagi. Zupełnie tak, jakby erotyka miała posłużyć do ściągnięcia większej liczby widzów, a wśród nich przede wszystkim tych, którym do wyrobienia dowodu osobistego brakuje jeszcze dwóch bądź trzech lat.

Jedynym, co można uznać za zaletę „Zamiany Ciał”, jest gra aktorska. Odtwórcy głównych bohaterów, Ryan Reynolds i Jason Bateman, stanęli na wysokości zadania i stworzyli iskrzący, zgrany duet. Nie powinno to dziwić, jeśli wziąć pod uwagę, że obaj panowie mają w swoim dorobku dość udane role w komediach, a poza tym już wcześniej mieli okazję spotkać się na planie filmowym, chociażby przy realizacji „Asa w rękawie” w reżyserii Joe Carnahana. Bez zarzutu wypada także żeńska część obsady. Bardzo dobre wrażenie robi Olivia Wilde. Jako seksowna prawniczka, Sabrina McArdle, spisała się wyśmienicie, odznaczając się nie tylko aktorskimi umiejętnościami, ale i zjawiskową urodą. To samo zresztą można powiedzieć o Leslie Mann, która w „Zamianie ciał” wystąpiła jako Jamie, żona Dave’a Lokcwooda.

Najnowsza komedia Davida Dobkina może posłużyć co najwyżej jako luźny przerywnik pomiędzy ambitniejszymi produkcjami, choć i w tej roli nie wytrzymuje konkurencji z innymi filmami tego typu. Fatalne wrażenie pozostawiają niesmaczne sceny, które twórcy zaserwowali widzowi już na początku seansu, być może chcąc mu zafundować „mocne wejście w film”. Nie przewidzieli jednak, że skutek może być odwrotny i część z nich już po kwadransie projekcji położy na filmie krzyżyk. Kilka autentycznie zabawnych scen, niezła gra aktorska oraz uroda odtwórczyń głównych bohaterek to zdecydowanie za mało, by móc polecić „Zamianę ciał” komukolwiek, poza najbardziej zagorzałymi zwolennikami humoru w stylu „American Pie”.

Ocena: 1/5

Dyskusja